Opublikowany post szybko wywołał duże poruszenie i falę komentarzy, w których pojawiła się krytyka pod adresem kolbuszowskiej policji. Po kilku dniach do sprawy odniosły się zarówno sama autorka wpisu, jak i Komenda Powiatowa Policji w Kolbuszowej.
Dziecko zostało zamknięte w samochodzie
Jak opisała mieszkanka, po zakończeniu zakupów na parkingu sklepu Mrówka zapięła swoje 1,5-roczne dziecko w foteliku i na chwilę przymknęła drzwi samochodu. W tym momencie pojazd miał się samoczynnie zaryglować, a kluczyki pozostały w środku – w rękach dziecka.
Kobieta relacjonowała, że w obawie o bezpieczeństwo dziecka natychmiast zadzwoniła pod numer alarmowy. Twierdziła, że osoba odbierająca zgłoszenie miała zapytać, czy zgadza się na wybicie szyby, a następnie zasugerować kontakt z osobą zajmującą się awaryjnym otwieraniem pojazdów, nie wskazując jednak konkretnej pomocy ani numeru telefonu. Przy czym z relacji wynikało, że odpowiedzi operatora były znacznie bardziej lekceważące i aroganckie.
Według autorki wpisu, w stresie próbowała samodzielnie znaleźć odpowiednią firmę, jednak bezskutecznie. Ostatecznie o pomoc zwróciła się do pracowników sklepu Mrówka.
Jak opisuje, jeden z pracowników zdecydował o wybiciu szyby i wydobyciu kluczyków z wnętrza auta. Dzięki temu dziecko zostało szybko uwolnione. Kobieta wielokrotnie podziękowała pracownikom sklepu za zdecydowaną reakcję, nazywając ich bohaterami całej sytuacji.
Wpis wywołał szeroką dyskusję
Relacja bardzo szybko rozprzestrzeniła się w mediach społecznościowych. Wielu internautów wyrażało współczucie wobec matki i krytycznie oceniało sposób obsługi zgłoszenia alarmowego.
Pojawiły się również komentarze oceniające zachowanie samej kobiety. W późniejszej aktualizacji wpisu autorka przyznała, że takie wypowiedzi były dla niej bardzo krzywdzące.
Podkreśliła, że w sytuacji bezpośredniego zagrożenia zdrowia dziecka działała pod wpływem ogromnego stresu i nie była w stanie spokojnie analizować wszystkich możliwych rozwiązań.
Sprostowanie po rozmowie z policją
Po nagłośnieniu sprawy kobieta opublikowała aktualizację swojego wpisu.
Poinformowała, że podczas rozmowy z przedstawicielami Policji została poinformowana, iż nie rozmawiała bezpośrednio z policjantem Komendy Powiatowej Policji w Kolbuszowej. Jak przekazano jej podczas wyjaśnień, po wybraniu numeru 997 połączenie zostało przekierowane do operatora numeru alarmowego 112, a nie do dyżurnego kolbuszowskiej jednostki Policji.
Jak napisała, zapewniono ją również, że sprawa jest wyjaśniana, ponieważ dotyczyła sytuacji mogącej stanowić zagrożenie dla życia i zdrowia dziecka. Istotnie, reakcja operatora numeru 112 należała do karygodnych.
Autorka podkreśliła jednocześnie, że nie zależy jej na obwinianiu kogokolwiek, lecz na tym, aby podobne zgłoszenia w przyszłości były traktowane z należytą powagą.
Zapytaliśmy oficera prasowego KPP Kolbuszowej, podkom. Adriana Kocoja o to, czy rzeczywiście zgłaszająca problemy z zatrzaśniętym autem i dzieckiem w środku, kontaktowała się bezpośrednio z kolbuszowskim komisariatem.
Jak przekazał, opisana przez mieszkankę sytuacja rzeczywiście miała miejsce, jednak – jak podkreślił – zgłaszająca nie rozmawiała z policjantem Komendy Powiatowej Policji w Kolbuszowej, lecz z operatorem Centrum Powiadamiania Ratunkowego.
– Kobieta w panice wybrała numer alarmowy 112, nie wiedziała jednak, że rozmawia z operatorem Centrum Powiadamiania Ratunkowego, a nie z policjantem KPP w Kolbuszowej. Cała sytuacja miała charakter dynamiczny i była bardzo stresująca dla zgłaszającej – wyjaśnia podkom. Adrian Kocój.
Jak zaznacza rzecznik, dyżurny kolbuszowskiej jednostki tego dnia nie otrzymał żadnego zgłoszenia dotyczącego dziecka zamkniętego w samochodzie.
– Gdyby tylko taka informacja do nas dotarła, policjanci na pewno pojawiliby się na miejscu – podkreśla.
Podkom. Kocój dodaje, że zebrane informacje wskazują, iż niezadowolenie zgłaszającej po rozmowie z operatorem zostało błędnie skierowane pod adresem kolbuszowskich policjantów.
– Z uwagi na medialny charakter tego zdarzenia Komenda Wojewódzka Policji zamieściła pod internetowym wpisem wyjaśnienie, informując, że rozmowa nie była prowadzona z policjantem kolbuszowskiej jednostki. Po opublikowaniu tego wyjaśnienia fala negatywnych komentarzy wyraźnie opadła – mówi rzecznik.
Na zakończenie podkreśla, że policjanci rozumieją emocje towarzyszące podobnym sytuacjom.
– Rozumiemy zdenerwowanie osób znajdujących się w takich okolicznościach. Niejednokrotnie pretensje są niewłaściwie adresowane, ale naszym zadaniem jest również rozwiewanie wszelkich wątpliwości i upewnianie mieszkańców, że jesteśmy po to, aby pomagać – podsumowuje podkom. Adrian Kocój.
Ważna lekcja dla wszystkich
Bezsporne pozostaje, że doszło do niebezpiecznej sytuacji, w której małe dziecko zostało zamknięte w samochodzie podczas wysokiej temperatury, a pomoc ostatecznie nadeszła dzięki szybkiej reakcji osób znajdujących się na miejscu.
Jednocześnie opublikowane później wyjaśnienia wskazują, że krytyka skierowana początkowo pod adresem funkcjonariuszy Komendy Powiatowej Policji w Kolbuszowej wynikała z błędnego przekonania, że zgłoszenie odebrał policjant tej jednostki. Zarówno stanowisko Policji, jak i późniejsze sprostowanie autorki wpisu potwierdzają, że rozmowa odbywała się z operatorem Centrum Powiadamiania Ratunkowego, a nie z dyżurnym kolbuszowskiej komendy.
Sprawa stała się jednocześnie przypomnieniem, jak ważne jest zachowanie ostrożności podczas wysiadania z samochodu z dzieckiem, szczególnie w nowoczesnych pojazdach wyposażonych w automatyczne systemy ryglowania drzwi, oraz jak istotne jest sprawne funkcjonowanie całego systemu przyjmowania zgłoszeń alarmowych w sytuacjach zagrożenia życia i zdrowia.

Napisz komentarz
Komentarze