Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
RZESZÓW INFO
Reklama

Kto liczy głosy, czyli oczy szeroko otwarte

Podziel się
Oceń

Kto liczy głosy, czyli oczy szeroko otwarte
opinion-poll-g8e6a25818_1920
Nieważne jak się głosuje , ważne kto liczy głosy.  Powiedzenie znane z poprzedniej epoki politycznej zachowuje swoją aktualność także dzisiaj choć z drobną modyfikacją . Zamiast kto liczy, jak liczy -czyli według jakiej metody.

Żyjemy w czasach gdzie dyscyplinę partyjną oraz jednomyślność w kluczowych głosowaniach wymusza się w prosty sposób. Najczęściej tak, iż wpływowy człowiek władzy noszący hippisowskie przezwisko „Pies” zapowiada wcześniejsze wybory parlamentarne. A jakby ktoś nie do końca był przekonany z centrali partii-matki suflowany jest przeciek o zmianach w ordynacji wyborczej.

Zazwyczaj po oddaniu głosu w wyborach mówimy - spełniłem swój obywatelski obowiązek.

Ale na akcie wyborczym sprawa się nie kończy, gdyż podział terytorialny okręgów wyborczych, progi procentowe, koalicje wyborcze i wreszcie metoda liczenia głosów w dużej mierze determinują ujawnienie zwycięzców i podział mandatów. Stosowana w Polsce metoda D’Honta wydaje się być  sprawiedliwym sposobem na wyłonienie parlamentarnej reprezentacji. Wystarczy jednak zmienić dzielnik i już wyniki mogą być inne.

Podobnie jest z okręgami wyborczymi. Na podstawie wyników wyborów z lat poprzednich mamy wiedzę o preferencjach politycznych na danym terenie. I znowu –wystarczy dodać jeden powiat a czasem tylko gminę aby szala zwycięstwa przechyliła się na pożądaną stronę.

Proporcjonalna ordynacja wyborcza do Sejmu i większościowa do Senatu też bywają kontestowane.

Pojawiają się postulaty wprowadzenia w części okręgów sejmowych wyborów wg ordynacji większościowej i na odwrót ordynacji proporcjonalnej w wyborach  do Senatu.

Przy każdych wyborach głośno o potrzebie zmniejszenia liczby posłów oraz likwidacji Senatu  lub zastąpienia go izbą samorządową.  Dziwne jak szybko po wyborach owe postulaty znikają z politycznej agendy . Cóż, widocznie są rzeczy ważne i ważniejsze.

Czy zatem ordynacja wyborcza to rzecz , która nie powinna być zmieniana czy też  przeciwnie można i należy o tym dyskutować ? Odpowiedź wydaje się być oczywista. Z ordynacją wyborczą jest  jak z Konstytucją . Można ją zmieniać ale trzeba to robić profesjonalnie , transparentnie i przy zachowaniu konsensusu. Społecznego i politycznego, bo nic nie razi bardziej niż zadowolone twarze polityków i zgrzytający zębami zwykli ludzie.

Trzeba rozmawiać, dyskutować, edukować a może nawet zrobić referendum . Ostatnią rzeczą jaka jest tu potrzebna to pośpiech . A więc szykując  się do wyborów i szukając „naszego”  kandydata nie traćmy z pola widzenia według jakich kryteriów mamy go wybrać.

Horyzont wyborczy musi być daleki  a oczy wyborców szeroko otwarte.

Nieważne jak się głosuje , ważne kto liczy głosy.  Powiedzenie znane z poprzedniej epoki politycznej zachowuje swoją aktualność także dzisiaj choć z drobną modyfikacją . Zamiast kto liczy, jak liczy -czyli według jakiej metody.

Żyjemy w czasach gdzie dyscyplinę partyjną oraz jednomyślność w kluczowych głosowaniach wymusza się w prosty sposób. Najczęściej tak, iż wpływowy człowiek władzy noszący hippisowskie przezwisko „Pies” zapowiada wcześniejsze wybory parlamentarne. A jakby ktoś nie do końca był przekonany z centrali partii-matki suflowany jest przeciek o zmianach w ordynacji wyborczej.

Zazwyczaj po oddaniu głosu w wyborach mówimy - spełniłem swój obywatelski obowiązek.

Ale na akcie wyborczym sprawa się nie kończy, gdyż podział terytorialny okręgów wyborczych, progi procentowe, koalicje wyborcze i wreszcie metoda liczenia głosów w dużej mierze determinują ujawnienie zwycięzców i podział mandatów. Stosowana w Polsce metoda D’Honta wydaje się być  sprawiedliwym sposobem na wyłonienie parlamentarnej reprezentacji. Wystarczy jednak zmienić dzielnik i już wyniki mogą być inne.

Podobnie jest z okręgami wyborczymi. Na podstawie wyników wyborów z lat poprzednich mamy wiedzę o preferencjach politycznych na danym terenie. I znowu –wystarczy dodać jeden powiat a czasem tylko gminę aby szala zwycięstwa przechyliła się na pożądaną stronę.

Proporcjonalna ordynacja wyborcza do Sejmu i większościowa do Senatu też bywają kontestowane.

Pojawiają się postulaty wprowadzenia w części okręgów sejmowych wyborów wg ordynacji większościowej i na odwrót ordynacji proporcjonalnej w wyborach  do Senatu.

Przy każdych wyborach głośno o potrzebie zmniejszenia liczby posłów oraz likwidacji Senatu  lub zastąpienia go izbą samorządową.  Dziwne jak szybko po wyborach owe postulaty znikają z politycznej agendy . Cóż, widocznie są rzeczy ważne i ważniejsze.

Czy zatem ordynacja wyborcza to rzecz , która nie powinna być zmieniana czy też  przeciwnie można i należy o tym dyskutować ? Odpowiedź wydaje się być oczywista. Z ordynacją wyborczą jest  jak z Konstytucją . Można ją zmieniać ale trzeba to robić profesjonalnie , transparentnie i przy zachowaniu konsensusu. Społecznego i politycznego, bo nic nie razi bardziej niż zadowolone twarze polityków i zgrzytający zębami zwykli ludzie.

Trzeba rozmawiać, dyskutować, edukować a może nawet zrobić referendum . Ostatnią rzeczą jaka jest tu potrzebna to pośpiech . A więc szykując  się do wyborów i szukając „naszego”  kandydata nie traćmy z pola widzenia według jakich kryteriów mamy go wybrać.

Horyzont wyborczy musi być daleki  a oczy wyborców szeroko otwarte.

Tomasz Cyran


Prawnik, obserwator polityki i gospodarki, kibic ligi angielskiej.

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama Drukarnia Rzeszów