Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
niedziela, 19 kwietnia 2026 12:13
RZESZÓW INFO
Reklama
WSPIERAJ NIEZALEŻNE MEDIA

Daj Ognia rozpalili WDK. Folk bez kompromisów i bez cepelii

Podziel się
Oceń

Są koncerty poprawne. Są koncerty dobre. I są takie, po których wychodzi się w lekkim oszołomieniu, z poczuciem, że wydarzyło się coś prawdziwego. Właśnie do tej ostatniej kategorii należał występ zespołu Daj Ognia, który 18 kwietnia w ramach cyklu Etno Wiosna w WDK pokazał, czym może być współczesne granie tradycji - bez lukru, bez udawania i bez folklorystycznej cepelii. Daj Ognia nie rekonstruują, a materializują melodię, tekst i śpiew.
Daj Ognia rozpalili WDK. Folk bez kompromisów i bez cepelii

Autor: Maja Bułaś/Rzeszów Info

Owacja na stojąco nie była kurtuazją. Była reakcją na coś, co rzadko dziś jest spotykane: autentyczność.

Polskie pieśni naprawdę – nie „inspirowane”

Daj Ognia należą do wąskiego grona zespołów folkowych, które nie „inspirują się” ludowością, tylko sięgają do jej źródeł. Do pieśni zapisanych, śpiewanych, przeżytych - takich, jakie dokumentował Oskar Kolberg i jakie przetrwały w nagraniach terenowych.

Przykład? „Oj, czemuż” - pieśń o korzeniach w regionie kalisko-sieradzkim, zapisana w tomie 46 Kolberga („Kaliskie i Sieradzkie”, Wrocław–Poznań 1967). Prosta, a jednocześnie przejmująca, z charakterystyczną dla tych terenów melancholią i napięciem między losem a pragnieniem.

Albo „Nieszczęśliwy” - historia miłości, która nie ma prawa się spełnić. Albo buntownicze „Oj nie pójdę”, gdzie jednostka sprzeciwia się narzuconemu porządkowi. To nie są „ładne piosenki ludowe”. To są opowieści o życiu - ostrym, niełatwym, prawdziwym.

Kulturowy cytat – czyli jak się robi nową tradycję

Najciekawsze dzieje się jednak tam, gdzie Daj Ognia wychodzą poza rekonstrukcję. Zespół świadomie stosuje tzw. kulturowy cytat - bierze tradycyjny tekst i komponuje do niego własną muzykę, inspirując się innymi tradycjami.

I robi to z wyczuciem.

W jednym z utworów pobrzmiewają echa melodii ludu Mari, zestawione z tekstem z polskiej Lgoty. W innym islandzka kołysanka „Móðir mín í kví, kví” splata się z tekstem Marii Konopnickiej („Kołysz mi się, kołysz…”).

To nie jest eksperyment dla samego eksperymentu. To jest precyzyjne, przemyślane budowanie mostów między kulturami, które - choć geograficznie odległe - spotykają się w emocjach: tęsknocie, czułości, niepokoju.

Kołysanka, która nie usypia

W swoim repertuarze łączą teksty, w sposób nieoczywisty, np. „Wokół Dziecka”.

Islandzka melodia — surowa, chłodna, niemal hipnotyczna — spotyka się tu z polskim tekstem Konopnickiej, który z kolei niesie w sobie coś więcej niż tylko ukojenie. Jest w nim nuta niepokoju, wolności, a nawet ucieczki:

„A ja sobie pójdę,
Gdzie mi gra muzyka…”

Brzmienie: między wsią a Północą

Na scenie nie było przypadków. Instrumentarium Daj Ognia to osobna historia - i osobna jakość.

Obok polskich dud i dwojnicy pojawiają się skandynawskie liry smyczkowe: tagelharpa i strakharpa. Obok santuru - darabuka. Obok barabanu - kości. To zestaw, który mógłby się rozpaść w chaos, a jednak w rękach tych muzyków tworzy spójną, hipnotyczną całość.

To brzmienie jest surowe, momentami wręcz transowe. Nie wygładza emocji, raczej je wyciąga na wierzch.

W centrum tego wszystkiego stoi Anna Sitko. Jej śpiew nie próbuje być „ładny” w akademickim sensie. Jest przejmujący, przenikliwy, momentami surowy (żeby nie powiedzieć „rasowy) i właśnie dlatego prawdziwy.

To głos, który nie tyle wykonuje pieśni, co je niesie.

Kim są Daj Ognia?

Zespół tworzą:

  • Anna Sitko – śpiew, basy
  • Michał Górka – tagelharpa, mandola, dwojnica
  • Wit Rzepecki – strakharpa, dudy, lira nowogrodzka
  • Agnieszka Oramus – santur, bęben obręczowy, darabuka, perkusjonalia
  • Michał Biel – bęben obręczowy, baraban, kości, perkusjonalia

Każde z nich wnosi do zespołu inne doświadczenie, ale wspólny jest język: głęboki szacunek do tradycji i odwaga, by ją rozwijać.

Dlaczego to było ważne

Koncert Daj Ognia przypomniał coś, o czym łatwo zapomnieć: że muzyka ludowa nie jest muzealnym eksponatem. Nie jest też dekoracją.

Jest żywą materią. I kiedy trafia w ręce ludzi, którzy ją rozumieją - zaczyna mówić pełnym głosem.

W WDK ten głos był donośny. I długo jeszcze będzie wybrzmiewał w pamięci tych, którzy tam byli.


 


Napisz komentarz

Komentarze

Reklama