W niewielkiej Zatwarnicy stworzyła miejsce, które stało się czymś więcej niż kinową salą czy kawiarnią. Odbywały się tu projekcje filmowe, spotkania autorskie, wydarzenia artystyczne i długie rozmowy, często trwające do późnej nocy. Przyjeżdżali tu zarówno mieszkańcy okolicznych wsi, jak i ludzie z całej Polski, szukający w Bieszczadach żywej kultury, a nie tylko ciszy i odosobnienia.
Jola Jarecka pisała również książki głęboko zakorzenione w realiach Bieszczady. W swoich tekstach, m.in. w „Hylatach”, „Wykreślankach” czy „Wyszymorach i innych bieszczadzkich stworach”, ocalała pamięć o ludziach pogranicza, o miejscach opuszczonych i historiach, które rzadko trafiają do oficjalnych narracji. Jej pisanie wyrastało z codziennego doświadczenia życia w górach i z uważnego słuchania miejsca.
Z zawodu nauczycielka i instruktorka teatralna, przez lata pracowała z dziećmi i młodzieżą, stawiając na partnerskie relacje, wrażliwość i samodzielność myślenia. Wychowała pokolenia młodych ludzi, dla których była nie tylko pedagogiem, lecz także przewodniczką po świecie kultury i wartości.
Znana z niezależności i wyrazistych poglądów, nie poddawała się schematom. Podkreślała swoje wielokulturowe korzenie oraz potrzebę wolności - zarówno w życiu, jak i w twórczości. Pozostawała wierna sobie, nawet jeśli oznaczało to życie z dala od głównego nurtu.
Jej odejście to bolesna strata dla bliskich i lokalnej społeczności. Zniknęła osoba, która potrafiła łączyć ludzi, inspirować do działania i dostrzegać sens w rzeczach pozornie niewielkich - w rozmowie, wspólnym oglądaniu filmu, opowieści zasłyszanej od sąsiada.





Napisz komentarz
Komentarze