Sprawa dotyczyła transpłciowej uczennicy szkoły średniej, Wiktorii. Po rozpoczęciu tranzycji medycznej poprosiła dyrekcję, by nauczyciele zwracali się do niej żeńskim imieniem i używali żeńskich zaimków. Szkoła odmówiła, twierdząc, że do czasu prawomocnego wyroku o uzgodnieniu płci musi posługiwać się wyłącznie danymi metrykalnymi. Większość nauczycieli nie uszanowała jej prośby.
Dochodziło do uporczywego misgenderowania (zwracanie się do kogoś lub mówienie o kimś przy użyciu niewłaściwej formy gramatycznej, zaimków lub określeń płci, które nie są zgodne z tożsamością płciową tej osoby) i tzw. deadnamingu (używanie wobec osoby transpłciowej jej dawnego imienia, którego już nie używa i z którym się nie identyfikuje. „Dead name” oznacza dosłownie „martwe imię” – czyli takie, które dana osoba uznaje za nieaktualne).
Skutki były poważne: pogorszenie zdrowia psychicznego, wycofanie z życia szkolnego, w końcu zmiana szkoły i powtarzanie roku.
Dziś sąd mówi jasno: takie działania naruszają godność ucznia.
Godność nie zależy od stanu dokumentów
W uzasadnieniu wyroku Sąd Apelacyjny podkreślił, że nie istnieje w polskim prawie przepis nakazujący nauczycielom używanie wyłącznie imienia metrykalnego. Nie ma również regulacji, która uzależniałaby możliwość zwracania się do ucznia preferowanym imieniem od przedstawienia wyroku o uzgodnieniu płci.
To rozstrzygnięcie ma znaczenie fundamentalne. Szkoły przez lata powoływały się na rzekomy „brak podstaw prawnych” do używania innego imienia niż to wpisane w dokumentach. Sąd w Rzeszowie tę narrację jednoznacznie odrzucił.
Co więcej, wskazał wprost na konstytucyjną ochronę godności człowieka (art. 30 Konstytucji RP). Uznał, że uporczywe misgenderowanie i używanie imienia, którego uczennica nie akceptuje, narusza jej dobra osobiste – w szczególności godność i zdrowie.
Szkoła ma obowiązek troszczyć się o dobro ucznia
Wyrok ma także wymiar systemowy. Prawo oświatowe zobowiązuje nauczycieli do kierowania się dobrem ucznia oraz poszanowaniem jego godności. Sąd zauważył, że w tej sprawie nie istniało żadne konkurencyjne dobro prawne, które uzasadniałoby odmowę. Używanie preferowanego imienia nie naruszało niczyich praw ani interesów. Odmowa była więc nie tylko nieempatyczna, ale bezprawna.
Sąd zobowiązał szkołę do publicznych przeprosin oraz zwrotu kosztów procesu.
Sprawa precedensowa
Strategię procesową w sprawie przygotował radca prawny Damian Ruhm wraz z zespołem Stowarzyszenia Tęczówka. Ruhm prowadzi blog dyskryminowani.pl, poświęcony ochronie praw osób narażonych na nierówne traktowanie. Jest członkiem Okręgowej Izby Radców Prawnych w Katowicach. Studia prawnicze na Uniwersytecie Śląskim ukończył z wynikiem celującym, broniąc pracy magisterskiej poświęconej sądowemu ustaleniu płci.
Na swoim blogu od lat wskazuje, że w polskim porządku prawnym nie ma przepisu zakazującego zwracania się do ucznia preferowanym imieniem – nawet jeśli dane w dokumentach nie zostały jeszcze zmienione. Jak podkreśla, problem dotyczy szczególnie osób w okresie przejściowym: funkcjonujących społecznie zgodnie ze swoją tożsamością płciową, lecz wciąż czekających na zakończenie długotrwałej procedury sądowej.
Wyrok z Rzeszowa potwierdził tę argumentację w sposób jednoznaczny.
Znaczenie dla szkół w całej Polsce
Choć formalnie wyrok dotyczy jednej sprawy, jego znaczenie wykracza daleko poza indywidualny spór. To prawomocne orzeczenie sądu drugiej instancji, wydane w składzie trzech sędziów zawodowych i opatrzone obszernym uzasadnieniem. W praktyce wyznacza standard postępowania dla szkół w podobnych sytuacjach.
Dyrektorzy nie mogą już twierdzić, że kwestia jest „nieuregulowana” albo że „prawo nie pozwala”. Sąd jasno stwierdził: brak zmiany dokumentów nie zwalnia szkoły z obowiązku poszanowania tożsamości ucznia.
To ważny sygnał dla całego systemu edukacji. Szkoła nie jest wyłącznie instytucją administrującą danymi osobowymi. Jest przede wszystkim przestrzenią wychowawczą, w której młody człowiek ma prawo do bezpieczeństwa, szacunku i ochrony zdrowia psychicznego.
Wyrok, który może zmienić praktykę
Sprawa młodej Wiktorii pokazuje, jak wysoki koszt może ponieść młoda osoba w sporze z instytucją. Ale pokazuje też, że konsekwentne dochodzenie swoich praw przynosi efekt.
Wyrok Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie może stać się punktem zwrotnym w traktowaniu transpłciowych uczniów w Polsce. To nie jest jedynie rozstrzygnięcie konkretnego konfliktu. To jasny komunikat: godność ucznia nie jest kwestią uznaniową i nie zależy od treści aktu urodzenia.
A szkoła – jako instytucja publiczna – ma obowiązek tę godność chronić.





Napisz komentarz
Komentarze