Polska i sojusznicy w powietrzu
Akcja rozpoczęła się krótko po godzinie piątej rano. W odpowiedzi na aktywność rosyjskiego lotnictwa dalekiego zasięgu, które uderzyło w cele blisko polskiej granicy, poderwano polskie oraz sojusznicze pary dyżurne.
Co istotne, operacja miała charakter międzynarodowy. Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych (DORSZ) oficjalnie podziękowało za wsparcie:
- Niemieckiej Luftwaffe oraz siłom NATO za wspólne patrole.
- Holenderskim Siłom Zbrojnym za zabezpieczenie operacji systemami obrony przeciwlotniczej.
Choć sytuacja była dynamiczna, wojsko uspokaja: polska przestrzeń powietrzna nie została naruszona.
Zamknięte lotniska w Lublinie i Rzeszowie
Względy bezpieczeństwa wymusiły czasowe ograniczenia w ruchu cywilnym. Polska Agencja Żeglugi Powietrznej podjęła decyzję o czasowym zamknięciu lotnisk w Lublinie oraz Rzeszowie-Jasionce.
Porty te, ze względu na swoje strategiczne położenie, są szczególnie narażone na zakłócenia podczas incydentów przy granicy. To nie pierwszy taki przypadek – podobna procedura miała miejsce na początku stycznia, kiedy Rosjanie przypuścili zmasowany atak na Kijów. Ruch lotniczy zaczął wracać do normy dopiero po godzinie dziewiątej, gdy wojskowe maszyny bezpiecznie wróciły do baz.
Cele Rosjan: Energetyka i zachodnia Ukraina
Nocne uderzenie Kremla było wymierzone w cztery kluczowe obwody zachodniej Ukrainy: lwowski, iwanofrankiwski, winnicki oraz tarnopolski.
Szczególnie niepokojące doniesienia napłynęły z Bursztyna (obwód iwanofrankiwski). Eksplozje w tym mieście mogą oznaczać kolejną próbę zniszczenia tamtejszej elektrowni cieplnej (TES), która jest filarem ukraińskiego systemu energetycznego. Zmasowane ataki potwierdziła również szefowa administracji w Winnicy, Natalia Zabołotna, wskazując na wysoką intensywność rosyjskich nalotów.





Napisz komentarz
Komentarze