Czerwona kartka skomplikowała sytuację Lecha
Poznaniacy przyjechali do Tarnobrzega po intensywnych dniach. W czwartek zremisowali 1:1 z Sunderlandem w Lidze Europy, a w niedzielę pokonali na wyjeździe Legię Warszawa 2:1 w hicie PKO BP Ekstraklasy. Zmęczenie mogło mieć znaczenie, ale nie zmienia to faktu, że mistrzowie Polski nie sprostali drużynie występującej na co dzień na czwartym poziomie rozgrywkowym.
Pierwsza połowa nie przyniosła bramek. Dla Lecha kluczowym momentem okazała się jednak sytuacja z udziałem Yannicka Agnero. Zawodnik Kolejorza obejrzał dwie żółte kartki, a w konsekwencji czerwoną. Poznaniacy musieli rozegrać całą drugą połowę w dziesiątkę.
Jeden gol wystarczył, by napisać historię
Siarka wykorzystała swoją szansę w 64. minucie spotkania. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Arkadiusz Kasia strzałem głową pokonał Mateusza Pruchniewskiego i wprawił kibiców gospodarzy w euforię.
Lech próbował jeszcze odwrócić losy spotkania i doprowadzić do dogrywki, ale defensywa Siarki nie dała się przełamać. Wynik 1:0 utrzymał się do końcowego gwizdka, a trzecioligowiec mógł świętować sensacyjny awans.
Gigant odpada, a Siarka gra dalej
Skala niespodzianki jest ogromna. Siarka Tarnobrzeg występuje w trzeciej lidze, grupie czwartej. Po 14 kolejkach zajmuje ósme miejsce i traci dziewięć punktów do drugiej lokaty, dającej możliwość walki o awans w barażach.
Lech Poznań znajduje się na przeciwległym biegunie. Jest liderem Ekstraklasy, ma punkt przewagi nad drugim Górnikiem Zabrze i zaległy mecz do rozegrania.
Właśnie dlatego zwycięstwo Siarki smakuje wyjątkowo. Zespół z Tarnobrzega wyeliminował jednego z najmocniejszych rywali w kraju i udowodnił, że w Pucharze Polski nie ma spotkań, których wynik można rozstrzygnąć przed pierwszym gwizdkiem. Dla Lecha to bolesne pożegnanie z rozgrywkami, a dla Siarki – wieczór, który kibice zapamiętają na długo.

Napisz komentarz
Komentarze