Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
sobota, 3 października 2026 18:38
RZESZÓW INFO
Reklama

7000 km, które mają odkryć historię miłości sprzed 80 lat. Tomasz Cierpisz rusza śladami dziadków

Podziel się
Oceń

Znany rzeszowski fotograf Tomasz Cierpisz rozpoczyna międzynarodowy projekt artystyczno-dokumentalny, łączący fotografię ze sztuką filmową. Wspólnie z kuzynem, filmowcem Piotrem, wyrusza w podróż przez cztery kraje, by zderzyć dramatyczne, powojenne i wojenne listy swoich dziadków ze współczesnym obrazem miejsc ich katorgi.
7000 km, które mają odkryć historię miłości sprzed 80 lat. Tomasz Cierpisz rusza śladami dziadków

Źródło: Tomasz Cierpisz DRAW LIGHT STUDIO

W studiu DRAW LIGHT w Rzeszowie na biurku Tomasza Cierpisza spoczęły niezwykłe pamiątki – pożółkłe, kruche listy z lat 1941–1944. Pisane ręką jego babci, Emilii Malik, wysyłane były z kazachstańskiego specposiołku Priesnogorkowka.

- Projekt oficjalnie wystartował w mojej głowie i w moim studiu. Trzymam w dłoniach oryginalne listy mojej babci z 1941 roku. 85 lat historii na kruchym papierze. Kiedy patrzę na odręczny napis »Sybir« i porównuję go z surowymi, czerwonymi stemplami sowieckiego aparatu urzędowego, czuję potężny ciężar tej opowieści – wyznaje Tomasz Cierpisz.

Porażająca symetria dwóch totalitaryzmów

W 1941 roku dwa ludzkie życia dzieliło dokładnie 7 000 kilometrów absolutnej, wojennej samotności. On – dziadek artysty, Stanisław Cierpisz, ułan 6 Pułku Ułanów Kaniowskich, był więziony w zimnych barakach niemieckiego Oflagu II C Woldenberg. Ona – babcia Emilia, wywieziona bydlęcym wagonem w głąb kazachstańskiego stepu, toczyła codzienną, heroiczną walkę o przetrwanie swoje i rodzeństwa.

- Kiedy zestawiłem te kruche, dramatyczne zapiski z katorgi z wojennym losem mojego dziadka, dostrzegłem porażającą, bolesną symetrię. Dwoje kochających się ludzi, rzuconych przez dwie bezwzględne machiny totalitarne na dwa krańce kontynentu.

On za drutami w Dobiegniewie, ona w wykopanej w stepowej ziemi ściółce, poranionymi dłońmi wożąca cegły, by ocalić rodzeństwo od śmierci głodowej – opowiada fotograf.

Po latach wojennej gehenny dziadkowie odnaleźli się i zbudowali swój bezpieczny dom właśnie w Rzeszowie. W jednym z listów z 1944 roku babcia Emilia napisała zdanie, które stało się mottem całego przedsięwzięcia: „Minął trzyletni sen koszmarny”.

Gdy rodzinne archiwum staje się planem filmowym

Przez 17 lat pracy z aparatem Tomasz Cierpisz uczył się dystansu i precyzji, ale tym razem postanowił porzucić komercyjny bezpieczny ląd na rzecz szorstkiego dokumentu. Pierwszym krokiem było wykonanie studyjnej sesji kadrów samych listów.

- Zrezygnowałem ze sterylnego podejścia. Użyłem twardego, bardzo niskiego światła bocznego i głębokich cieni. Chciałem, aby każde zagniecenie papieru i ślad dotyku babci wyłoniły się z absolutnego mroku – tak jak jej życie wyłaniało się z mroku kazachstańskiej ziemianki – wyjaśnia artysta.

Do projektu dołączył kuzyn fotografa, Piotr. Rodzinna synergia pchnęła wizję artystyczną na nowe, filmowe tory.

- Usiedliśmy przy stole z moim kuzynem Piotrem. Położyłem przed nim oryginały listów i kadry studyjne. Bez sekundy wahania podjął decyzję: wchodzi w ten projekt całym sobą. To niesamowite uczucie, gdy prywatne archiwum z szuflady zamienia się w profesjonalną machinę produkcyjną – dodaje Cierpisz.

7 000 kilometrów przez cztery kraje

Projekt „7 000 kilometrów koszmarnego snu” połączy fotografię z wielkoformatową produkcją filmową. Ekipa planuje wyprawę śladami odysei przodków – od drutów Dobiegniewa, przez drogi Niemiec i Holandii, aż po surowy step północnego Kazachstanu. Finałem przedsięwzięcia będzie międzynarodowa wystawa oraz film dokumentalny, które powstaną po powrocie twórców do Rzeszowa.

- Oficjalnie otwieram produkcyjny dziennik tej drogi. Będę w nim bezkompromisowo i bez cenzury opisywał każdy krok: od kwerend w archiwach, przez spotkania z historykami i urzędami, aż po surowe kulisy stepowej wyprawy.

Twórcy zapraszają mieszkańców Rzeszowa i całego kraju do śledzenia powstawania projektu i wspólnego przejścia tej wyjątkowej drogi pamięci. Na potrzeby projektu powstał blog, a w zasadzie wspaniale opisywany dziennik. 

- Emilia Malik jest dla mnie kimś więcej niż babcią – staje się symbolem i głosem setek tysięcy polskich kobiet, których krzyk tęsknoty wsiąkł w kazachstańską ziemię – podsumowuje Tomasz Cierpisz.

Nie tylko babcia. Symbol milczącego bohaterstwa polskich kobiet

Dla Tomasza Cierpisza postać Emilii Malik wykracza daleko poza ramy prywatnej, rodzinnej pamięci. W rękach fotografa pożółkłe listy z kazachstańskiego specposiołku Priesnogorkowka stają się świadectwem historii całej generacji – dokumentem losu setek tysięcy polskich kobiet, matek, sióstr i córek, na które w latach 40. spadł ciężar nieludzkiego systemu.

Na płaszczyźnie osobistej to próba przelania na język obrazu dziedzictwa, które Tomasz nosi w rodzinnych pamiątkach. Historia babci – młodej dziewczyny wywiezionej w bydlęcym wagonie na bezkresny step, poranionymi dłońmi lepiącej cegły z gliny i słomy, by uratować rodzeństwo przed śmiercią głodową – przestała być tylko rodzinną opowieścią przekazywaną przy niedzielnym stole. Stała się artystycznym powołaniem i osobistym imperatywem.

- Nie ja potrzebuję rozgłosu, projekt wynika z mojej potrzeby. Uważam jednak, że warto wspomnieć o nim szerzej, bo historię moich Dziadków dzieliły tysiące innych zesłańców – kwituje Cierpisz.

Jednocześnie w wymiarze historycznym i społecznym Emilia Malik staje się głosem zbiorowym.

Historia wojennej Polski często skupia się na frontach, bitwach i męskim czynie zbrojnym – tak jak w przypadku jej męża, ułana Stanisława Cierpisza, walczącego i więzionego w niemieckim oflagu. Tymczasem los polskich kobiet deportowanych na „nieludzką ziemię” to równoległa, cicha walka o przetrwanie i zachowanie godności. To heroizm bez karabinu w ręku, mierzony codziennym zmaganiem z mrozem, głodem i bezdusznością sowieckiego aparatu.

Dzięki temu projektowi Emilia Malik przestaje być anonimową ofiarą systemowej przemocy. Jej postać urasta do rangi symbolu setek tysięcy polskich kobiet, których krzyk tęsknoty i cicha walka wsiąkły w kazachstańską ziemię, a których historie zbyt długo pozostawały w cieniu oficjalnej historiografii.

Tomasz Cierpisz Draw Light Studio

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama