Dzisiaj odbywa się III edycja wydarzenia „kobieTY! kochają… Siebie - Muzykę – Inspiracje”, a październik jest miesiącem profilaktyki Raka Piersi. Jak wygląda leczenie i opieka nad pacjentką kardiologiczną, która staje się też onkologiczną pacjentką?
dr n. med. Marcin Urbańczuk, Centrum Medyczne MEDYK: Przede wszystkim wszystko zależy od sytuacji – czyli jak poważnie jest chore serce i z jakim nowotworem zmaga się pacjentka. I tak - jeżeli włączone jest leczenie systemowe, takie jak chemioterapia, to dla serca jest ono często obciążające. Zawsze jednak w takich sytuacjach wcześniej wykonujemy ocenę kardiologiczną, by móc opracować wspólnie z onkologiem optymalne leczenie. Sprawdzamy frakcję wyrzutową - czy serce się prawidłowo kurczy - po to, by stwierdzić, czy terapia onkologiczna nie zaszkodzi sercu.
Dzięki ocenie echokardiograficzniej monitorujemy także przebieg leczenia. W sytuacjach kardiotoksyczności leczenia onkologicznego prowadzimy skoordynowane, jednoczasowe leczenie, a pacjentka nie pozostaje bez opieki. Obie terapie onkologiczną oraz kardiologiczną prowadzimy jednocześnie.
Wyróżniamy teraz nawet pewną nową „działkę kardiologii” - kardioonkologię. Można powiedzieć, że jest to podspecjalizacja w kardiologii, która zajmuje się postępowaniem na styku kardiologii i onkologii tak, aby to leczenie było zarówno bezpieczne, jak i skuteczne dla pacjenta. Ostatnio nawet ukazały się wytyczne Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego zawierające bardzo rozległą i szczegółową wiedzę w tym zakresie.
Jako lekarz, zawsze będę kładł duży nacisk na profilaktykę i zdrowy tryb życia. Często pozwala to uniknąć zachorowania. Ważne jest jednak to, aby rozpoznawać choroby we wczesnym etapie, bo wtedy szanse na wyleczenie są dużo większe.
Jakie objawy są typowe dla chorób serca? Kiedy pacjent powinien wiedzieć, że ma się udać właśnie do kardiologa?
Marcin Urbańczuk: Choroby serca czasami dają zupełnie niespecyficzne objawy, a czasami takie, które powszechnie kojarzymy z układem krążenia. Warto zwrócić uwagę przede wszystkim na niespecyficzną duszność, szybsze męczenie się, bóle w klatce piersiowej – zlokalizowane za mostkiem, uczucie kołatania, czyli nierównej pracy serca. Jako ludzie nie powinniśmy odczuwać pracy serca w normalnych warunkach, a jeśli odczuwamy, to znaczy, że możemy cierpieć na zaburzenia rytmu serca. Omdlenia, niewyjaśnione osłabienia, utrata przytomności to także stany, które mogą sugerować, że coś niedobrego dzieje z sercem.
Pęd życia, stres, presja – dzisiaj to nieodzowne elementy życia. Wielu pacjentów w sytuacji obniżenia nastroju (stanów lękowych, depresyjnych, nerwic) myli te objawy i utożsamia je z problemami kardiologicznymi?
Marcin Urbańczuk: Bardzo często się to zdarza. To raczej moja obserwacja w gabinecie niż statystyka ale – ok. 20-30 proc., pacjentów, którzy trafiają do gabinetu kardiologicznego z powodu dolegliwości bólowych w klatce piersiowej, tak naprawdę zmagają się właśnie z zaburzeniami psychosomatycznymi. Biorąc pod uwagę wywiad z pacjentem i badanie łatwo jest wykluczyć podłoże kardiologiczne. Sama osoba zmagająca się z taką chorobą nie będzie w stanie tego odróżnić, bo objawy subiektywnie są często identyczne.
Natomiast to, co trzeba wiedzieć, to że ból „kardiologiczny” nie jest kłujący, nie zmienia się przy oddychaniu. Ból o takim charakterze, który pojawia się wieczorem, w nocy, przed spaniem to właśnie często ból stresogenny. Nie będzie także „kardiologicznym” ból, który nasila się przy dotknięciu, palpacji ściany klatki piersiowej czy podczas zmiany pozycji ciała. Oczywiście, należy zawsze wykonać podstawową diagnostykę nawet po to, żeby się uspokoić. Czasami po sprawdzeniu i uspokojeniu pacjenta objawy psychosomatyczne przechodzą a czasami wymagają włączenia dodatkowej farmakoterapii.
Jaka jest podstawowa diagnostyka kardiologiczna?
Marcin Urbańczuk: Kiedy pojawiają się pierwsze wątpliwości, warto odwiedzić swojego lekarza rodzinnego. Ma on kompetencję, aby rozwiązać znaczą większość podstawowych problemów leczniczych i diagnostycznych. Warto wykonać podstawowe badania z krwi, sprawdzić funkcję tarczycy, oraz czy nie ma się niedokrwistości. Trzeba poszukać trochę „naokoło”, a nie w samym sercu, bo wszystkie choroby i zaburzenia np.,: niedokrwistość, zaburzenia elektrolitowe, stany zapalne, nadczynność tarczycy to mogą trochę „udawać” chorobę serca.
Nadczynność tarczycy może „udawać” arytmię przez to, że w tej sytuacji serce zaczyna nam szybciej bić. Można oczywiście wykonać badanie EKG. W trakcie wizyty lekarz osłucha serce, czy nie ma żadnych szmerów, sugerujących np. wady zastawek. Jeżeli pacjent wykona te badania i w ocenie lekarza rodzinnego dolegliwości nie wskazują na przyczyny kardiologiczne, to należy poszukiwać innych przyczyn. Natomiast, gdy te bóle czy dolegliwości są uporczywe, nawracają, mają tendencję do pogarszania czy nasilania się, są patologiczne zmiany w EKG czy osłuchowe to warto udać się do kardiologa, w celu pogłębionej diagnostyki kardiologicznej (echo serca, dodatkowe badania z krwi, Holter EKG itd.).
Niedawno organizowany przez MEDYK Dzień Serca przyciągnął dużo mieszkańców regionu. Czy jest coś, co wciąż może zaskoczyć? Stan świadomości, zainteresowanie tematami kardiologicznymi zdają się rosnąć, jednak wśród osób niemających problemów z sercem, są też ci pacjenci, którzy się zmagają z chorym sercem od urodzenia.
Marcin Urbańczuk: Dzień Serca jest wydarzeniem typowo profilaktycznym. I może faktycznie ta grupa pacjentów, z już rozpoznanymi wrodzonymi wadami serca, może czuć się trochę „zapomniana”. Ale jeśli pacjent wie o swojej chorobie, to rzeczywiście takie akurat wydarzenie może pozornie nie odpowiadać jego potrzebom. Jednak w tych wydarzeniach widzę wiele sensu. My podczas tego typu akcji, znajdujemy ludzi, którzy tam na miejscu dowiadują się, że jakąś wadę serca mają! W tym kontekście to bardzo potrzebne i ważne wydarzenie.
Na przykład, dwupłatkowość zastawki aortalnej dotyczy dwóch osób na sto - to jedna z najczęstszych wad wrodzonych serca. Wiele osób zwyczajnie nie wie, że ma tę wadę. I są tacy, którzy się nie dowiedzą i dożywają pięknego wieku, ale są też ci, u których operację przeprowadza się w młodym wieku.
Na Dzień Serca przychodzi dużo osób, proszę mi wierzyć, nierzadko bywa, że ktoś jest osłuchiwany przez kardiologa po raz pierwszy w życiu i, na przykład, na „dzień dobry” dostaje podejrzenie wady serca i my wtedy kierujemy na dalsze badania, podpowiadamy, uspokajamy, wyjaśniamy.
Prowadzimy też badania do medycyny pracy i również tu zdarza się, że wśród badanych są tacy, którzy mają chociażby właśnie dwupłatkową zastawkę aortalną, a o tym nie wiedzieli.
Co do pacjentów z wrodzonymi wadami serca, trzeba także pamiętać, że można mieć więcej niż jedną chorobę równocześnie, a profilaktyka nadciśnienia tętniczego, cukrzycy czy zaburzeń gospodarki lipidowej to inwestycja w długie życie także u tych osób.
To prawda, że serce sercu nierówne? Możemy mieć tutaj trzech pacjentów z tą samą wadą serca, a każdy z nich będzie w innym stanie?
Marcin Urbańczuk: Oczywiście, że tak. Tak jak wspomniałem, najczęstszymi wadami są: dwupłatkowa zastawka aortalnej, ubytki w przegrodzie międzykomorowej albo międzyprzedsionkowej, przetrwały przewód Botalla. Większość tych wad jest korygowana we wczesnym dzieciństwie. Rozwój kardiochirurgii a także diagnostyki kardiologicznej jest bardzo dynamiczny, dlatego te wady są diagnozowane jeszcze w czasie płodowym i szybko korygowane. Rzadko się zdarza dorosły pacjent, u którego dopiero w dorosłym życiu stwierdza się bardziej skomplikowaną wadę, o której nie wiedział.
Aparaty do echa serca mamy teraz znacznie lepsze, doskonalsze niż te sprzed 20-30 lat. Zatem, coraz rzadziej zdarzają się dorośli, niezdiagnozowani pacjenci. Choć są oczywiście tego typu przypadki. Możliwości jakie dzisiaj mamy, a z jakimi mierzyli się moi koledzy, są nie do porównania. Spotykamy się z pacjentami, którzy mają także wady trudne do wykrycia w dzieciństwie, np. zmienione spływy żylne, PFO, drobne ubytki w przegrodach międzykomorowych, które są wykrywane później. Czasami niektóre z nich rozpoznaje się dopiero wtedy, gdy u młodych pacjentów dochodzi do udaru mózgu. Wtedy dopiero okazuje się, że mają drobne ubytki czy przecieki w sercu.
Skąd zawały serca u młodych ludzi, po czterdziestce?
Marcin Urbańczuk: Często z tempa życia. Wszechobecny stres, złe odżywianie się, czasami nieleczone choroby, typu nadciśnienie, hipocholesterolemia. Jest coraz więcej tych zawałów wśród młodych osób. Chyba ten „zwariowany tryb życia” trochę się do tego przyczynia. Widzę też, że rosną „ruchy antycholesterolowe”, straszy się pacjentów „big pharmą”. Podważa zaufanie do lekarzy po to, żeby zarobić w Internecie.
Dbanie o siebie, zdrowy tryb życia, odżywianie, unikanie stresu to jest podstawa podstaw w leczeniu. Mówienie, że nadciśnienie tętnicze nie boli i nie należy go leczyć bywa zgubne. To trzeba leczyć. Tak samo bardzo podwyższony cholesterol. Mimo że jego nadmiar długo nie daje o sobie znać, to jednak niszczy naczynia krwionośne i przyśpiesza miażdżycę.
We wszystkim jest ważny zdrowy rozsądek, nie leczymy zdrowych osób, nie proponujemy farmakoterapii osobom, które tego nie potrzebują. Podstawą jest zdrowy styl życia. Ale też nie dajmy się zwariować i wmówić sobie, że hipercholesterolemię rodzinną wyleczymy tylko dietą, bo nawet gdyby pacjent jadł samą sałatę i popijał wodą, to choroba nadal będzie. I nie jest to wina pacjenta…
W dalszym ciągu zbyt wielu ludzi pali papierosy, co też bardzo niekorzystnie wpływa na serce. Mało się ruszamy, mamy siedzący tryb życia. Żyjemy w coraz większym stresie.
Powiem jednak, że dostrzegam też pewien trend, że jednak ludzie zaczynają bardziej o siebie dbać i przychodzą do mnie tylko po to, żeby sprawdzić serce – nie mają żadnych obciążeń w wywiadzie rodzinnym, po prostu chcą zrobić profilaktycznie, dla siebie!
Trochę pomijanym problemem jest infekcyjne zapalenie wsierdzia. Kto szczególnie musi uważać i co właściwie oznacza IZW?
Marcin Urbańczuk: Infekcyjne zapalenie wsierdzia to choroba, która najczęściej dotyka osoby, które mają już wadę serca. Bakterie chętniej w takim sercu „się osiedlają”. Zdarza się taka sytuacja, że pacjent najpierw ma rozpoznane IZW i przy tej okazji dowiaduje się o samej wadzie, z którą żyje od urodzenia. Mam co najmniej kilku takich pacjentów, u których pierwsze rozpoznanie wady serca dokonało się w momencie, gdy zachorowali na infekcyjne zapalenie wsierdzia. Zdarza się tak, że zanim ci pacjenci trafią do gabinetu kardiologa długo szukają przyczyn swoich dolegliwości i mają już wykonaną szeroką diagnostykę. Jest normalne, że pacjent nie domyśli się, że ma właśnie infekcyjne zapalenie wsierdzia: zmaga się np. z wysoką gorączką o niewyjaśnionej przyczynie, zaczyna mieć niedokrwistość, chudnie i ma inne niecharakterystyczne objawy.
Bywa i tak, że po pierwszym przyłożeniu głowicy od echa serca ja od razu widzę, że to jest IZW, a bakterie np. zniszczyły już całkowicie jedną z zastawek.
IZW najczęściej spotyka osoby z wadą serca dlatego że, serce jest „podatniejsze”. Sama choroba polega na tym, że bakterie, które nam teoretycznie normalnie nie szkodzą, zaczynają się pojawiać we krwi a następnie w sercu i pokrywają się biofilmem (taką tarczą ochronną), gdzie nasz układ odpornościowy nie jest w stanie ich zniszczyć i zaczynają niszczyć serce od środka, czyli zastawki, wsierdzie (tj. wewnętrzną „skórę”, która nasze serce „wyściela). W konsekwencji może dojść do niewydolności serca, a nawet zgonu pacjenta.
Często dochodzi też do zatorowości, gdy te bakterie oderwą się od wsierdzia, trafią np. do mózgu i mogą powodować udary. Te bakterie najczęściej trafiają z jamy ustnej, dlatego warto o zęby dbać!
Jeżeli ktoś nie dba o higienę zębów, ma choroby przyzębia, ropnie czy ubytki, których w ogóle nie leczy te bakterie „wysiewają się do krwi” i wraz z jej prądem trafiają do serca. Dodatkowo, jeżeli ktoś jest podatny, ma zaburzenia odporności, różne predyspozycje genetyczne, to wtedy łatwiej tym bakteriom się osiedlać w naszym sercu.
Bez intensywnego, szpitalnego leczenia – przede wszystkim antybiotykoterapii – nie jesteśmy w stanie tych bakterii stamtąd „wypędzić”. Zdarza się niestety tak, że taki pacjent ostatecznie jest po prostu operowany kardiochirurgicznie. Ale aby mogło dojść do operacji, tę zastawkę (która najczęściej jest atakowana w IZW) trzeba doprowadzić do stanu, w którym pacjent może taką operacje przejść.
Warto więc mieć świadomość o istnieniu takiej choroby i naprawdę dbać o zdrowe zęby, nie tylko ze względów estetycznych. Stan jamy ustnej naprawdę ma wpływ na cały nasz organizm.
Ale też kiedy się tutułujemy, korzystamy z usług kosmetycznych z naruszeniem ciągłości tkanek, czyli uszkodzeniem skóry to też pamiętajmy o tej groźnej, potencjalnej chorobie.
Czy zdrowy pacjent, który zachoruje na IZW (czyli nie ma wrodzonej wady serca) to ostatecznie staje się pacjentem kardiologicznym?
Marcin Urbańczuk: Niekoniecznie. Jest to poważna choroba, ale gdy zostanie wcześnie wykryta i rozpoczęto odpowiednie leczenie, chodzi dokładnie o moment, gdy te zastawki i serce jeszcze nie uległy zniszczeniu, to jesteśmy w stanie tego pacjenta wyleczyć. Niestety, dość często kończy się na tym, że pacjenci trafiają do kardiologów, kiedy zastawki są już zniszczone, występuje ciężka niedomykalność i niewydolność serca. Wtedy rzeczywiście ten pacjent zostaje pacjentem kardiologicznym, bo z tego powodu – IZW – ma wymieniane zastawki.
To, na szczęście, dość rzadko spotykana choroba. Infekcyjne zapalenie wsierdzia może także nawracać. Mimo dbania o swoje zdrowie, nawet kilkukrotnie pacjent może mieć wymienianą zastawkę ze względu na powtarzające się infekcyjne zapalenie wsierdzia. Te bakterie mogą degradować kolejne implantowane zastawki biologiczne, ale też mechaniczne.
IZW to poważna choroba, dlatego gdy pojawiają się niewyjaśnione gorączki, nagłe chudnięcie, nowy szmer nad sercem, przedłużające się infekcje to zawsze powinna zapalić się czerwona lampka – przede wszystkim lekarzom – ale też szczególnie pacjentowi, który ma stwierdzoną wadę serca, chore zastawki, czy jest już po operacjach kardiochirurgicznych.
Każdy pacjent z wadą serca informowany jest o profilaktyce infekcyjnego zapalenia wsierdzia, która polega na podaniu antybiotyku osłonowego np. przed zabiegami chirurgicznymi, stomatologicznymi ze szczególnym uwzględnieniem naruszenia dziąseł.
Wracając jednak do wad wrodzonych i dorosłych pacjentów z wrodzonymi wadami serca, to „na szczęście”, mamy coraz więcej takich pacjentów. Mówię na szczęście, bo przecież jeszcze te kilkadziesiąt lat temu dzieci z wadami serca po prostu nie dożywały swojej dorosłości. I tak, stoimy, jako lekarze przed pewnym wyzwaniem – opieki nad pacjentami, którzy osiągają 18 lat i przestają być pod opieką kardiologów i kardiochirurgów dziecięcych.
W dalszym ciągu za mało jest lekarzy, którzy znają się dobrze na wadach wrodzonych serca. To znaczy, my je znamy i uczymy się o nich, ale w dalszym ciągu mistrzami w tej dziedzinie są nasi koledzy kardiolodzy i kardiochirurdzy dziecięcy.
To przejście z kardiologii dziecięcej na kardiologię dla dorosłych czasami jest trudne. Jako kardiolodzy dorosłych mamy inne spojrzenie na sytuację pacjenta, a także często mierzymy się z innymi problemami. W zależności od rodzaju wady albo uspokajamy pacjenta i wykonujemy rutynowe kontrole, albo też towarzyszymy pacjentowi w ciężkiej walce z jego chorobą i za pomocą coraz lepszych metod osiągamy sukcesy.
Znam wielu pacjentów z anomaliami Ebsteina, mam kilkoro z krążeniem fontanowskim. I najważniejsza konkluzja jest taka, że ci pacjenci prowadzą normalne życie. Pracują, spełniają marzenia, mają dzieci. Oczywiście, ciąża dla kobiety np. po operacji Fontana jest ciążą bardzo podwyższonego ryzyka, ale nie jest niemożliwa.
Uważam, że w idealnych warunkach powinniśmy dysponować całym zespołem do opieki nad takimi pacjentami, fizjoterapeutą, pielęgniarką wyspecjalizowaną w wadach serca, farmaceutą, genetykiem oraz konsylium lekarzy specjalistów.
Czy jest zdrowa suplementacja nakierowana tylko na zdrowie układu krążenia?
Marcin Urbańczuk: Nie jestem zwolennikiem suplementów diety w ogóle. Jeżeli ktoś ma zrównoważona dietę, to powinien większość składników w odpowiedniej ilości dostarczyć z pożywieniem. Aczkolwiek, pewne substancje warto suplementować. W naszych warunkach klimatycznych i żywieniowych – szczególnie od października do maja - warto przyjmować witaminę D od 2 do 4 tysięcy jednostek na dobę – w zależności od masy ciała, magnez 400 mg na dobę, który wchodzi właściwie we wszystkie cykle biochemiczne w naszym ciele. Tylko warto magnez przyjmować w formie leku (najlepiej mleczan, cytrynian)+witamina B6, bo jest cała masa suplementów diety z magnezem, które się zwyczajnie nie wchłaniają…
W sytuacji, gdy pacjent ma stwierdzone zaburzenia lipidowe to warto by wzbogacał dietę o karczoch, czosnek lub sięgał po suplementację pareparatów monakoliny ewentualnie bergamotę, jest w niej dużo polifenoli, które obniżają cholesterol naturalnie. Można także suplementować koenzym Q, który działa antyoksydacyjnie.
Natomiast, co do zasady, suplementacja powinna być dobierana do zapotrzebowania danej osoby, a nie automatycznie i bezrefleksyjnie.

Napisz komentarz
Komentarze