Garnitur na trasie stał się już znakiem rozpoznawczym Marcina Króla. Lekarz wykorzystuje sport i swoją obecność na Instagramie, by zwracać uwagę na historie osób potrzebujących pomocy.
Nie chodzi jednak wyłącznie o efektowny wygląd na trasie. Za kolejnymi startami stoją konkretne osoby i konkretne cele. Król wcześniej pobiegł w garniturze również podczas półmaratonu, zwracając uwagę na sytuację Antoniego Króla, chłopca chorującego na dystrofię mięśniową Duchenne’a (DMD).
Tym razem jego sportowa aktywność miała jeszcze szerszy wymiar.
„Nieuchwytni” dla dzieci z hospicjum
20 września w Łańcucie odbyła się pierwsza edycja Biegu „Nieuchwytni”. Zawodnicy wystartowali o godz. 10, a 15 minut później ruszyła za nimi ruchoma meta. Początkowo poruszała się z prędkością 15 km/h, ale stopniowo przyspieszała, osiągając nawet 35 km/h.
Król wystartował jako ambasador wydarzenia. Bieg miał charakter charytatywny, a środki zebrane podczas imprezy zostały przeznaczone na pomoc dzieciom znajdującym się pod opieką Fundacji Podkarpackie Hospicjum dla Dzieci w Rzeszowie.
Dla lekarza, który od dawna próbuje połączyć swoją zawodową i sportową pasję, był to szczególny start.
„Od początku istnienia tego profilu marzyłem...”
Po zakończeniu biegu Marcin Król podsumował wydarzenie w mediach społecznościowych. Jego wpis pokazuje, że pomysł łączenia medycyny, sportu i pomagania nie pojawił się przypadkiem.
- Od początku istnienia tego profilu marzyłem, żeby połączyć moje medyczne życie ze sportem – napisał.
Jak przypomniał, jego profil na Instagramie w przeszłości nosił nazwę „marcinkrol_trenuje”. Dziś sportowa aktywność lekarza stała się sposobem na angażowanie się w akcje charytatywne i nagłaśnianie historii osób potrzebujących wsparcia.
- I oto jestem, jako ambasador I edycji biegu charytatywnego „Nieuchwytni” – podkreślił Król.
W jego słowach nie zabrakło również konkretów. Jak poinformował, podczas wydarzenia zbierano pieniądze dla dzieci pozostających pod opieką rzeszowskiego hospicjum.
Ponad 2 tysiące złotych dla Igi
To jednak nie był jedyny cel, który lekarz postawił sobie podczas niedzielnego startu.
Król połączył wydarzenie z prowadzoną akcją na rzecz Igi Jastrzębskiej. Młoda lekarka w 2024 roku zachorowała na kleszczowe zapalenie mózgu. Ciężki przebieg choroby doprowadził do poważnych problemów neurologicznych i konieczności intensywnego leczenia.
Po walce o życie Iga rozpoczęła długotrwałą rehabilitację. Jej bliscy starają się zapewnić jej terapię, która pozwoli na dalsze odzyskiwanie sprawności.
Podczas niedzielnej akcji udało się zebrać na ten cel ponad 2 tys. zł.
Król poinformował o tym również swoich obserwatorów.
- Ponadto zebraliśmy ponad 2000 zł na rehabilitację Igi – napisał, dodając oznaczenie profilu poświęconego jej historii.
Garnitur, który ma zwracać uwagę
Dla przypadkowego obserwatora lekarz biegnący w garniturze może być po prostu nietypowym widokiem. Dla osób, które śledzą jego profil, charakterystyczny strój ma już inny wymiar.
Król wykorzystuje go, aby zatrzymać uwagę odbiorców, a następnie opowiedzieć o osobie, dla której biegnie. Wcześniej był to Antoni Król i jego walka z DMD. Tym razem w centrum uwagi znalazła się Iga oraz dzieci pozostające pod opieką hospicjum.
To także pokazuje, jak zmienił się jego profil. Sport nie jest już wyłącznie treningiem czy rywalizacją. Stał się narzędziem pomagania.
„Powiedzieć, że to spełnienie marzeń, to nic nie powiedzieć”
Na koniec swojego wpisu Marcin Król napisał zdanie, które najlepiej podsumowuje znaczenie niedzielnego wydarzenia.
„Powiedzieć, że to spełnienie marzeń, to nic nie powiedzieć”.
W Łańcucie garnitur znów przyciągał wzrok. Tym razem jednak nie chodziło o sam strój. Każdy kilometr miał przypominać o tych, którzy potrzebują wsparcia – dzieciach pod opieką rzeszowskiego hospicjum i Idze Jastrzębskiej, dla której udało się zebrać ponad 2 tys. zł.

Napisz komentarz
Komentarze