Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
poniedziałek, 21 września 2026 18:43
RZESZÓW INFO
Reklama

Alarm był, chaos został. "Ukraina może Europę wciągnąć do wojny"

Podziel się
Oceń

W czwartek, 17 września, mieszkańcy Podkarpacia i Lubelszczyzny otrzymali alerty Rządowego Centrum Bezpieczeństwa dotyczące zagrożenia z powietrza. Do sytuacji z 17 września wrócili podczas poniedziałkowej konferencji prasowej europoseł Tomasz Buczek oraz Piotr Pomykała, lider Ruchu Narodowego i Konfederacji w regionie. Politycy skupili się przede wszystkim na sposobie alarmowania mieszkańców oraz przygotowaniu instytucji i społeczeństwa na sytuacje kryzysowe.
Alarm był, chaos został. "Ukraina może Europę wciągnąć do wojny"

Źródło: materiały prasowe

W wielu miejscowościach, w tym w Rzeszowie, zawyły syreny alarmowe. W związku z sytuacją uruchomiono również działania polskiego lotnictwa wojskowego. Alarm został odwołany po około godzinie.

Rządowe Centrum Bezpieczeństwa przekazało wówczas komunikat: „Zagrożenie atakiem z powietrza. Znajdź bezpieczne miejsce. Stosuj się do poleceń służb. Oczekuj dalszych komunikatów”.

„Ujawniła, jak bardzo jesteśmy nieprzygotowani”

Piotr Pomykała ocenił, że wydarzenia z 17 września pokazały problemy związane z przygotowaniem mieszkańców i instytucji.

– 17 września mieszkańcy Podkarpacia otrzymali alerty Rządowego Centrum Bezpieczeństwa z ostrzeżeniem o zagrożeniu atakiem z powietrza, związanym z pojawieniem się drona w pobliżu polskiej granicy. Zawyły także syreny alarmowe – mówił.

Jak podkreślał, sam dron nie naruszył polskiej przestrzeni powietrznej, jednak sytuacja – jego zdaniem – powinna stać się impulsem do sprawdzenia obowiązujących procedur.

Pomykała zwrócił również uwagę na częstotliwość komunikatów kierowanych do mieszkańców. Jego zdaniem zbyt częste alarmy, jeśli nie będą odpowiednio uzasadnione i wyjaśniane, mogą w przyszłości prowadzić do lekceważenia kolejnych ostrzeżeń.

– Straszenie bez procedur niszczy czujność. Jeśli alerty SMS zastąpimy systemem Cell Broadcast, ale komunikaty będą miały tak dużą częstotliwość, to ludzie nie będą na nie reagować – mówił.

Politycy mówią o sytuacji w szkołach

Jednym z tematów konferencji było funkcjonowanie szkół podczas alarmu. Pomykała przekonywał, że w poszczególnych placówkach podejmowano różne decyzje dotyczące dzieci.

– Szkoły nie mogą być poligonem emocji. Dzieci były przetrzymywane w salach gimnastycznych lub piwnicach. W niektórych miejscach zestresowane dzieci odbierali rodzice, gdzie indziej dzieci nie mogły zostać odebrane – mówił.

Według niego potrzebne są przede wszystkim jasne i wcześniej przećwiczone procedury, tak aby w sytuacji realnego zagrożenia nauczyciele, dyrektorzy, rodzice i uczniowie wiedzieli, jak postępować.

Pomykała poruszył również kwestię pieniędzy przeznaczanych na ochronę ludności i obronę cywilną. Jak mówił, według przedstawianych przez niego danych na ten cel wydawanych jest około 300 mln zł rocznie, natomiast niewielka część tych środków trafia na edukację.

– Warto zainteresować się, jak wydatkowane są środki przeznaczone na Ochronę Ludności i Obronę Cywilną w gminach i powiatach – stwierdził.

Buczek: „W czwartek mieliśmy obraz totalnego chaosu”

Do wydarzeń z 17 września odniósł się również Tomasz Buczek. Europoseł mówił przede wszystkim o braku jednolitych zasad postępowania w instytucjach.

– W czwartek mieliśmy obraz totalnego chaosu na skutek nieprzygotowania instytucji, na skutek braku jasnych instrukcji. W wielu szkołach podchodzono do zaleceń inaczej, w urzędach inaczej – powiedział.

Jako przykład podał różne reakcje instytucji na pojawienie się zagrożenia.

– Z jednej strony pracownicy NFZ-u zostali wyprowadzeni z budynku, z drugiej strony mieliśmy sytuację, że życie toczyło się normalnie – mówił Buczek.

Jego zdaniem nie można dopuścić do sytuacji, w której kolejne alarmy będą przede wszystkim źródłem niepokoju mieszkańców.

– Nie możemy pozwolić, żebyśmy byli szarpani emocjami – podkreślał.

„Może powtórzyć się taka sytuacja”

Buczek zaznaczył, że podobne zdarzenia mogą się powtórzyć, dlatego – jak mówił – konieczne jest wcześniejsze przygotowanie zarówno instytucji, jak i mieszkańców.

– Może powtórzyć się taka sytuacja, ale nie możemy być na to nieprzygotowani, bo to budzi strach. Strach rodziców o własne dzieci, strach seniorów męczonych ciągłymi komunikatami – powiedział.

Europoseł mówił również o ryzyku pojawienia się w społeczeństwie znużenia kolejnymi ostrzeżeniami.

– To jest również zagrożenie wciągnięcia nas później do wojny. Rosjanie mogą podejmować prowokacje, ale również w interesie Ukrainy może być wciągnięcie Europy do wojny – stwierdził Buczek.

„Nie jesteśmy przeciw ćwiczeniom”

Polityk zaznaczył jednocześnie, że nie sprzeciwia się szkoleniom i ćwiczeniom dotyczącym reagowania na zagrożenia. Jego zdaniem powinny one jednak być odpowiednio przygotowane i poprzedzone jasnymi instrukcjami.

– Nie jesteśmy przeciw ćwiczeniom, ale musi być to wszystko przygotowane – mówił.

Buczek odniósł się także do kwestii ochrony miast i infrastruktury. Przywołał niedawną wypowiedź jednego z generałów, według której skutecznie chronione są przede wszystkim wybrane strategiczne obiekty państwowe.

– My tej ochrony nie mamy – powiedział.

Potrzebne procedury, nie tylko alarmy

Podczas konferencji zarówno Buczek, jak i Pomykała akcentowali potrzebę lepszego przygotowania mieszkańców do sytuacji kryzysowych. Chodzi nie tylko o sprawne przekazanie alertu, ale również o to, co mieszkańcy mają zrobić po jego otrzymaniu.

W ocenie uczestników konferencji konieczne jest przećwiczenie procedur w szkołach, urzędach i innych instytucjach oraz jasne określenie zasad postępowania.

Pytanie o skuteczność systemu alarmowania pozostaje szczególnie istotne po wydarzeniach z 17 września. Wtedy mieszkańcy Podkarpacia i Lubelszczyzny otrzymali ostrzeżenia o zagrożeniu z powietrza, a w wielu miejscach usłyszeli syreny, podczas gdy ostatecznie polska przestrzeń powietrzna nie została naruszona.


Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama