W wielu miejscowościach, w tym w Rzeszowie, zawyły syreny alarmowe. W związku z sytuacją uruchomiono również działania polskiego lotnictwa wojskowego. Alarm został odwołany po około godzinie.
Rządowe Centrum Bezpieczeństwa przekazało wówczas komunikat: „Zagrożenie atakiem z powietrza. Znajdź bezpieczne miejsce. Stosuj się do poleceń służb. Oczekuj dalszych komunikatów”.
„Ujawniła, jak bardzo jesteśmy nieprzygotowani”
Piotr Pomykała ocenił, że wydarzenia z 17 września pokazały problemy związane z przygotowaniem mieszkańców i instytucji.
– 17 września mieszkańcy Podkarpacia otrzymali alerty Rządowego Centrum Bezpieczeństwa z ostrzeżeniem o zagrożeniu atakiem z powietrza, związanym z pojawieniem się drona w pobliżu polskiej granicy. Zawyły także syreny alarmowe – mówił.
Jak podkreślał, sam dron nie naruszył polskiej przestrzeni powietrznej, jednak sytuacja – jego zdaniem – powinna stać się impulsem do sprawdzenia obowiązujących procedur.
Pomykała zwrócił również uwagę na częstotliwość komunikatów kierowanych do mieszkańców. Jego zdaniem zbyt częste alarmy, jeśli nie będą odpowiednio uzasadnione i wyjaśniane, mogą w przyszłości prowadzić do lekceważenia kolejnych ostrzeżeń.
– Straszenie bez procedur niszczy czujność. Jeśli alerty SMS zastąpimy systemem Cell Broadcast, ale komunikaty będą miały tak dużą częstotliwość, to ludzie nie będą na nie reagować – mówił.
Politycy mówią o sytuacji w szkołach
Jednym z tematów konferencji było funkcjonowanie szkół podczas alarmu. Pomykała przekonywał, że w poszczególnych placówkach podejmowano różne decyzje dotyczące dzieci.
– Szkoły nie mogą być poligonem emocji. Dzieci były przetrzymywane w salach gimnastycznych lub piwnicach. W niektórych miejscach zestresowane dzieci odbierali rodzice, gdzie indziej dzieci nie mogły zostać odebrane – mówił.
Według niego potrzebne są przede wszystkim jasne i wcześniej przećwiczone procedury, tak aby w sytuacji realnego zagrożenia nauczyciele, dyrektorzy, rodzice i uczniowie wiedzieli, jak postępować.
Pomykała poruszył również kwestię pieniędzy przeznaczanych na ochronę ludności i obronę cywilną. Jak mówił, według przedstawianych przez niego danych na ten cel wydawanych jest około 300 mln zł rocznie, natomiast niewielka część tych środków trafia na edukację.
– Warto zainteresować się, jak wydatkowane są środki przeznaczone na Ochronę Ludności i Obronę Cywilną w gminach i powiatach – stwierdził.
Buczek: „W czwartek mieliśmy obraz totalnego chaosu”
Do wydarzeń z 17 września odniósł się również Tomasz Buczek. Europoseł mówił przede wszystkim o braku jednolitych zasad postępowania w instytucjach.
– W czwartek mieliśmy obraz totalnego chaosu na skutek nieprzygotowania instytucji, na skutek braku jasnych instrukcji. W wielu szkołach podchodzono do zaleceń inaczej, w urzędach inaczej – powiedział.
Jako przykład podał różne reakcje instytucji na pojawienie się zagrożenia.
– Z jednej strony pracownicy NFZ-u zostali wyprowadzeni z budynku, z drugiej strony mieliśmy sytuację, że życie toczyło się normalnie – mówił Buczek.
Jego zdaniem nie można dopuścić do sytuacji, w której kolejne alarmy będą przede wszystkim źródłem niepokoju mieszkańców.
– Nie możemy pozwolić, żebyśmy byli szarpani emocjami – podkreślał.
„Może powtórzyć się taka sytuacja”
Buczek zaznaczył, że podobne zdarzenia mogą się powtórzyć, dlatego – jak mówił – konieczne jest wcześniejsze przygotowanie zarówno instytucji, jak i mieszkańców.
– Może powtórzyć się taka sytuacja, ale nie możemy być na to nieprzygotowani, bo to budzi strach. Strach rodziców o własne dzieci, strach seniorów męczonych ciągłymi komunikatami – powiedział.
Europoseł mówił również o ryzyku pojawienia się w społeczeństwie znużenia kolejnymi ostrzeżeniami.
– To jest również zagrożenie wciągnięcia nas później do wojny. Rosjanie mogą podejmować prowokacje, ale również w interesie Ukrainy może być wciągnięcie Europy do wojny – stwierdził Buczek.
„Nie jesteśmy przeciw ćwiczeniom”
Polityk zaznaczył jednocześnie, że nie sprzeciwia się szkoleniom i ćwiczeniom dotyczącym reagowania na zagrożenia. Jego zdaniem powinny one jednak być odpowiednio przygotowane i poprzedzone jasnymi instrukcjami.
– Nie jesteśmy przeciw ćwiczeniom, ale musi być to wszystko przygotowane – mówił.
Buczek odniósł się także do kwestii ochrony miast i infrastruktury. Przywołał niedawną wypowiedź jednego z generałów, według której skutecznie chronione są przede wszystkim wybrane strategiczne obiekty państwowe.
– My tej ochrony nie mamy – powiedział.
Potrzebne procedury, nie tylko alarmy
Podczas konferencji zarówno Buczek, jak i Pomykała akcentowali potrzebę lepszego przygotowania mieszkańców do sytuacji kryzysowych. Chodzi nie tylko o sprawne przekazanie alertu, ale również o to, co mieszkańcy mają zrobić po jego otrzymaniu.
W ocenie uczestników konferencji konieczne jest przećwiczenie procedur w szkołach, urzędach i innych instytucjach oraz jasne określenie zasad postępowania.
Pytanie o skuteczność systemu alarmowania pozostaje szczególnie istotne po wydarzeniach z 17 września. Wtedy mieszkańcy Podkarpacia i Lubelszczyzny otrzymali ostrzeżenia o zagrożeniu z powietrza, a w wielu miejscach usłyszeli syreny, podczas gdy ostatecznie polska przestrzeń powietrzna nie została naruszona.

Napisz komentarz
Komentarze