Jak podaje Łukasz Malarski, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Tarnobrzegu, akt oskarżenia skierowano do Sądu Rejonowego w Mielcu. Oskarżeni to 47-letni mieszkaniec Mielca oraz 53-letni mieszkaniec Radomyśla Wielkiego.
Zginął podczas powrotu z pracy
Do wypadku doszło 11 września 2024 roku na terenie mieleckiej firmy zajmującej się m.in. produkcją paneli i materiałów drewnopochodnych.
60-letni mieszkaniec powiatu kolbuszowskiego pracował tam od 2005 roku. Tego dnia około godz. 15 został skierowany na oddalone o około 300 metrów torowisko, gdzie miał posprzątać wagony. Poszedł tam razem z kolegą.
Po zakończeniu prac wracał już sam. Przechodził przez plac przyjęcia drewna. Tam został najechany przez ładowarkę marki Volvo.
Operator maszyny około godz. 16 zauważył leżącego na ziemi pracownika. Próbował udzielić mu pomocy, a następnie powiadomił magazyniera. Na miejsce wezwano służby ratunkowe. Lekarz stwierdził zgon 60-latka.
O co dokładnie oskarżono dwóch mężczyzn?
To najważniejsza część zarzutów.
47-latek był kierownikiem placu drewna, a 53-latek magazynierem placu przyjęcia drewna. Według prokuratury obaj odpowiadali za bezpieczeństwo i higienę pracy podległych im pracowników.
Śledczy zarzucają im, że nie dopilnowali podstawowych zasad bezpieczeństwa. Chodziło przede wszystkim o to, aby pracownik poruszał się po terenie zakładu w kamizelce odblaskowej oraz korzystał z wyznaczonych i oznakowanych ciągów pieszych.
Według prokuratury tych zasad nie wyegzekwowano. W efekcie pracownik znalazł się w miejscu, gdzie poruszał się ciężki sprzęt, a operator ładowarki nie miał możliwości dostrzeżenia go przed maszyną.
Prokuratura nie zarzuca więc tym mężczyznom, że sami prowadzili ładowarkę czy że bezpośrednio najechali na pracownika. Zarzut dotyczy tego, że jako osoby odpowiedzialne za organizację i bezpieczeństwo pracy mieli nie dopilnować właściwych zasad poruszania się pracownika po zakładzie.
W ocenie śledczych przez te zaniedbania pracownik został narażony na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, a następnie doszło do jego śmierci.
Biegli: operator ładowarki nie mógł zobaczyć pracownika
Śledztwo wykazało jednocześnie, że sama ładowarka była sprawna. Biegły nie stwierdził usterek układu jezdnego, kierowniczego, hamulcowego ani oświetleniowo-sygnalizacyjnego, które mogłyby mieć związek z wypadkiem.
Przeprowadzono także eksperyment procesowy dotyczący widoczności z kabiny operatora. Okazało się, że przy podniesionej i napełnionej łyżce widoczność była mocno ograniczona.
Biegli ustalili, że operator nie miał możliwości zauważenia osoby znajdującej się bezpośrednio przed ładowarką. Pracownik nie był również widoczny na kamerze znajdującej się wewnątrz pojazdu.
Co istotne, biegli nie stwierdzili podstaw do uznania, że kierowca ładowarki naruszył zasady bezpieczeństwa lub przyczynił się do wypadku.
Biegły BHP wskazał na brak ciągu dla pieszych
W śledztwie zasięgnięto również opinii biegłego z zakresu bezpieczeństwa i higieny pracy. Jego ustalenia były istotne dla zarzutów wobec dwóch oskarżonych.
Biegły wskazał, że w rejonie miejsca pracy 60-latka nie wyznaczono ciągów komunikacyjnych, choć istniała taka możliwość.
Za bezpośrednią przyczynę wypadku uznano najechanie pracownika przez ładowarkę. Wśród przyczyn pośrednich wskazano natomiast m.in. brak wyznaczonych ciągów komunikacyjnych dla pracowników magazynu drewna oraz brak używania lub wyposażenia pracownika w kamizelkę ostrzegawczą, która miała poprawiać jego widoczność.
Na części terenu brakowało również znaków ostrzegających o poruszających się samochodach i ciężkim sprzęcie.
Biegły wskazał jednocześnie, że część ciągów dla pieszych poza terenem magazynu była wyznaczona prawidłowo. Problem występował m.in. na placu składowym oraz na odcinku prowadzącym bezpośrednio do stanowiska pracy 60-latka.
Pracownik miał szkolenia BHP
Śledczy ustalili, że 60-letni pracownik był zatrudniony w firmie od 2005 roku i odbył wszystkie wymagane szkolenia BHP.
Z ustaleń prokuratury wynika jednak, że tego dnia, wracając z torowiska, nie skorzystał z wyznaczonych ciągów komunikacyjnych.
Jednocześnie biegły BHP zwrócił uwagę, że na części terenu nie było odpowiedniego oznakowania zakazującego wejścia ani ostrzegającego przed ciężkim sprzętem.
Oskarżeni nie przyznają się
Obaj mężczyźni nie przyznali się do zarzucanego im czynu. 47-letni mieszkaniec Mielca złożył wyjaśnienia, natomiast 53-latek odmówił ich składania. Żaden z oskarżonych nie był wcześniej karany.
Prokuratura zarzuciła im przestępstwo polegające na nieumyślnym niedopełnieniu obowiązków związanych z bezpieczeństwem i higieną pracy oraz nieumyślnym spowodowaniu śmierci.
Mianowicie, śledczy twierdzą, że obaj mężczyźni mieli obowiązek tak zorganizować i nadzorować pracę, aby pracownik był odpowiednio widoczny i poruszał się bezpieczną, wyznaczoną trasą. Według prokuratury tego nie dopilnowali, a zaniedbania te miały związek z tragicznym wypadkiem.
Ostatecznie o tym, czy oskarżeni ponoszą odpowiedzialność karną, zdecyduje sąd.
Za zarzucane im przestępstwo grozi kara od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności.

Napisz komentarz
Komentarze