Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
czwartek, 3 września 2026 15:24
RZESZÓW INFO
Reklama

Referendum za 450 tys. zł i polityczna riposta PSL. „Poseł Dziedzic zaprasza europosła Buczka na korepetycje”

Podziel się
Oceń

Referendum w sprawie odwołania Rady Powiatu Kolbuszowskiego nie przyniosło zmiany władz. Niedzielne głosowanie okazało się nieważne z powodu zbyt niskiej frekwencji. Dzień później do wyników i kampanii referendalnej odnieśli się podczas konferencji prasowej politycy Polskiego Stronnictwa Ludowego. Nie zabrakło mocnych słów pod adresem jednego z inicjatorów referendum – europosła Tomasza Buczka.
Referendum za 450 tys. zł i polityczna riposta PSL. „Poseł Dziedzic zaprasza europosła Buczka na korepetycje”

Źródło: PSL w Rzeszowie

Referendum nieważne. Zdecydowała frekwencja

W niedzielę mieszkańcy powiatu kolbuszowskiego mieli zdecydować, czy chcą odwołania Rady Powiatu Kolbuszowskiego przed upływem kadencji. Ostatecznie referendum nie było wiążące, ponieważ do urn poszła zbyt mała liczba mieszkańców. Frekwencja wyniosła niespełna 25 procent.

Przedstawiciele PSL podczas konferencji, która odbyła się 2 września, podkreślali, że nie kwestionują samego prawa do organizowania referendum. Ich zastrzeżenia dotyczyły przede wszystkim sposobu prowadzenia kampanii.

Zdaniem ludowców przekaz inicjatorów referendum skupiał się przede wszystkim na krytyce obecnych władz powiatu. – jak wskazywali – zabrakło natomiast konkretnych propozycji dotyczących tego, jak powiat powinien się rozwijać i jakie działania należałoby podjąć po ewentualnej zmianie władz.

„Nie tylko krytykował, ale również zaczął pracować na rzecz powiatu”

Szczególną uwagę przedstawiciele PSL poświęcili Tomaszowi Buczkowi, który był jednym z głównych inicjatorów referendum.

Dominik Błaszczyk, dyrektor biura posła Adama Dziedzica, przekonywał, że krytyka samorządu powinna iść w parze z konkretnymi działaniami na rzecz mieszkańców.

- Pan poseł Dziedzic z chęcią udzieli posłowi Buczkowi korepetycji, tak aby nie tylko krytykował władze powiatu, ale również zaczął pracować na jego rzecz i pozyskiwać dla powiatu środki – powiedział Dominik Błaszczyk.

W ten sposób PSL skierowało do europosła propozycję „szkolenia” z zakresu pozyskiwania funduszy i wspierania samorządu. Ludowcy podkreślali, że mandat europosła daje możliwości działania na rzecz lokalnych społeczności, w tym wspierania inwestycji i zabiegania o środki zewnętrzne.

450 tys. zł za referendum. PSL pyta o odpowiedzialność za publiczne pieniądze

Podczas konferencji sporo miejsca poświęcono również kosztom przeprowadzenia referendum.

Przedstawiciele PSL wskazywali, że organizacja głosowania kosztowała około 450 tys. zł. W tym kontekście Ernest Dąbrowski, dyrektor biura PSL, odniósł się do różnicy pomiędzy wynagrodzeniem europosła a posła na Sejm RP.

- Ta kwota 25 tysięcy złotych, którą mógłby przeznaczyć na zwrot kosztów referendum, zwróciłaby się w 18 miesięcy. Gdyby przez te 18 miesięcy odkładał po 25 tysięcy złotych do tej skarbonki, ta kwota by się zwróciła i wtedy pan europoseł mógłby swoje zaplecze budować za prywatne pieniądze. Za prywatne można, ale szanujmy w końcu pieniądze publiczne – powiedział Ernest Dąbrowski.

Wyliczenie przedstawione przez PSL jest proste: 25 tys. zł miesięcznie przez 18 miesięcy daje 450 tys. zł, czyli kwotę wskazywaną jako koszt przeprowadzenia referendum.

Po odłożeniu takiej sumy, jak wskazywali ludowcy, europosłowi pozostałaby kwota odpowiadająca mniej więcej miesięcznemu wynagrodzeniu posła na Sejm RP.

PSL: mieszkańcy powinni usłyszeć konkretne propozycje

Ludowcy podkreślali, że kampania referendalna powinna być nie tylko oceną dotychczasowych działań władz, ale również przedstawieniem alternatywy.

Ich zdaniem mieszkańcy powiatu powinni wiedzieć, co konkretnie miałoby się zmienić po odwołaniu rady, jakie inwestycje byłyby realizowane oraz w jaki sposób nowa większość zamierzałaby pozyskiwać pieniądze na ich realizację.

To właśnie na tym tle PSL mówiło o konieczności „pracy na rzecz powiatu”, a nie wyłącznie krytykowania jego władz.

Podobna próba była w powiecie mieleckim

Do kwestii referendów odwołujących władze samorządowe odniósł się również starosta powiatu mieleckiego Kazimierz Gacek.

Przypomniał, że podobną próbę podejmowano wcześniej także w powiecie mieleckim. Tam jednak procedura zakończyła się na wcześniejszym etapie – inicjatorom nie udało się zebrać wymaganej liczby podpisów.

W efekcie referendum w sprawie odwołania władz powiatu mieleckiego nie doszło do skutku.

Polityczny spór o przyszłość powiatu

Nieważne referendum w powiecie kolbuszowskim nie kończy jednak politycznej dyskusji o funkcjonowaniu lokalnego samorządu. Wynik głosowania oznacza, że obecna Rada Powiatu pozostaje na stanowiskach, ale jednocześnie pokazuje, jak silne emocje wywołuje ocena jej pracy.

Konferencja PSL z 2 września była przede wszystkim odpowiedzią na argumenty pojawiające się podczas kampanii referendalnej. Ludowcy nie tylko bronili obecnych władz powiatu, ale także zaatakowali politycznych przeciwników, wskazując na – ich zdaniem – niewystarczające przedstawienie konkretnych pomysłów na rozwój regionu.

materiały PSL w Rzeszowie

Najmocniejszym akcentem konferencji okazała się propozycja „korepetycji” dla Tomasza Buczka oraz dyskusja o 450 tys. zł wydanych na referendum, które ostatecznie okazało się nieważne.


Napisz komentarz

Komentarze

Reklama