W jego fotografiach nie ma krzyku, a jednak trudno przejść obok nich obojętnie. Filip Łagowski patrzy na ludzi, miejsca i wydarzenia z dystansu, który nie oznacza chłodu. Przeciwnie – pozwala mu dostrzec szczegół, gest, spojrzenie, układ ciał czy światło, które nagle sprawiają, że zwyczajna chwila zaczyna opowiadać własną historię.
Wszystko zaczęło się na studiach – od burz
Historia Filipa Łagowskiego z fotografią zaczęła się podczas studiów na Uniwersytecie Jagiellońskim, gdzie studiował geografię i meteorologię. To właśnie wtedy kupił swój pierwszy, zwykły aparat.
Początkowo cel był konkretny – fotografowanie burz. Fascynacja gwałtownymi zjawiskami atmosferycznymi z czasem przerodziła się jednak w znacznie szersze zainteresowanie fotografią. Aparat zaczął prowadzić Łagowskiego w zupełnie inne miejsca – między ludzi, wydarzenia, kultury i historie.
Dziś najbliższa jest mu fotografia dokumentalna.
– Wszystko zaczęło się od burz. Najpierw kupiłem zwykły aparat, żeby robić zdjęcia burzom, skończyłem geografię z meteorologią – mówi Filip Łagowski.
I choć od tamtego pierwszego aparatu minęło sporo czasu, jedno pozostało niezmienne: ciekawość świata i potrzeba zatrzymania tego, co trwa czasem zaledwie ułamek sekundy.
Nie chce być w centrum. Chce być tam, gdzie dzieje się coś prawdziwego
Łagowski jest samoukiem. Fotografii nie traktuje jak zestawu sztywnych reguł. Najbardziej fascynuje go dokument – właśnie dlatego, że wymaga czujności i cierpliwości.
– Lubię dokument, bo najbardziej fascynujące i trudne zarazem jest właśnie złapanie tej jednej chwili. W tym wszystkim trzeba być niewidocznym, bardziej obserwatorem niż uczestnikiem.
To podejście doskonale widać w jego zdjęciach. Nie próbuje dominować nad fotografowanym światem. Raczej delikatnie się w niego wślizguje. Obserwuje, czeka i dopiero wtedy naciska spust migawki.
A czasem, żeby dotrzeć do tego jednego momentu, musi zrobić coś, co nie przychodzi mu łatwo – przełamać własną introwertyczność i wejść bliżej ludzi.
– Najtrudniejsze jest również to, że muszę się przełamać, przebijać, aby dostać się do „tej chwili” – przyznaje.
I właśnie ta sprzeczność jest jednym z najciekawszych elementów jego fotografii: człowiek, który woli obserwować z boku, szuka momentów, które można znaleźć tylko wtedy, gdy znajdzie się wystarczająco blisko.
Fotograf, który przenika między światami
Jego aparat pojawia się tam, gdzie spotykają się ludzie i ich historie. Szczególnie bliskie są mu wydarzenia religijne i duchowe, ale równie mocno interesują go inne kultury i sposoby przeżywania świata.
To sprawia, że jego fotografie można czytać jak fragmenty większej opowieści. Nie pokazuje jedynie miejsca. Pokazuje człowieka w miejscu. Nie zatrzymuje się na wydarzeniu. Szuka emocji, która wydarzenie przeżywa.
Nie próbuje wszystkiego wyjaśnić. Zostawia odbiorcy przestrzeń.
W tym sensie Łagowski jest fotografem niezwykle subtelnym, ale jednocześnie bardzo wyrazistym. Jego obecność za aparatem jest niemal niewidoczna, za to decyzja o tym, co ostatecznie znajdzie się w kadrze, jest bardzo konkretna.
Najtrudniej jest wejść do środka
Być dobrym obserwatorem nie zawsze oznacza być człowiekiem, który z łatwością wchodzi między innych.
Łagowski otwarcie mówi, że jest osobą o dość introwertycznym podejściu do ludzi i świata. Tymczasem fotografia dokumentalna często wymaga przełamania własnych barier. Trzeba podejść. Trzeba znaleźć się blisko. Trzeba czasem zapytać, czasem poczekać, a czasem po prostu wytrzymać w miejscu wystarczająco długo, żeby wydarzyło się coś ważnego.
To paradoks jego fotografii: żeby pozostać niewidocznym, czasem trzeba najpierw zdobyć czyjeś zaufanie.
„Marnujesz się” – usłyszał po wystawie
Podczas oglądania zdjęć na Nocnym Targu Poetyckim ktoś rzucił w jego stronę: „Marnujesz się”.
Wcześniej jego fotografie można było oglądać również w Rzeszowie – przy ul. 3 Maja prezentowane były zdjęcia starych cmentarzy. To także charakterystyczny dla niego wybór: miejsca, które dla jednych są jedynie przestrzenią, dla fotografa mogą stać się opowieścią o czasie, pamięci i przemijaniu.
Choć jego fotografie mają wyraźny język i własną wrażliwość, Łagowski niechętnie mówi o sobie „artysta”.
Nie wynika to jednak z braku szacunku do sztuki. Wręcz przeciwnie.
Uważa, że słowo „artysta” jest dziś zbyt często używane i nie każdy, kto tworzy, powinien automatycznie otrzymywać taki tytuł. On sam woli mówić o pasji, fotografowaniu i nieustannym poszukiwaniu dobrego kadru.
Jest samoukiem. Fotografii nie traktuje wyłącznie jako zawodu, lecz przede wszystkim jako obszar fascynacji.
Nie każdy kadr opowiada całą historię
W fotografii istnieją różne szkoły patrzenia. Jedna mówi, że nie da się opowiedzieć wszystkiego na jednym zdjęciu. Trzeba wybrać „to coś” – detal, gest, światło, moment, który uruchomi wyobraźnię odbiorcy.
Łagowski zetknął się jednak także z innym podejściem. Takim, które zakłada, że fotografia może być znacznie szerszym zapisem rzeczywistości. Sam przyznaje, że nie w każdym kadrze uda się uchwycić całą historię.
I może właśnie dlatego jego zdjęcia nie próbują krzyczeć: „Zobaczcie, tutaj jest znaczenie!”
One raczej mówią: „Popatrz jeszcze chwilę.”
Między dokumentem a emocją
W fotografii Filipa Łagowskiego fascynujące jest to, że potrafi przechodzić między różnymi światami bez utraty własnego spojrzenia. Religijne uroczystości, duchowość, inne kultury, codzienność, stare cmentarze – każde z tych miejsc wymaga innej wrażliwości.
A jednak w jego zdjęciach powraca ten sam motyw: człowiek i chwila.
Niepozorna. Czasami piękna. Czasami trudna. Niekiedy intymna. Taka, której za kilka sekund już nie będzie.
Łagowski nie próbuje jej zatrzymać na siłę, dlatego jego fotografie dobrze współbrzmią z poezją. Wiersz również nie musi wszystkiego dopowiadać. Czasem wystarczy kilka słów, by otworzyć przed odbiorcą cały świat.
Fotograf robi podobnie – tylko zamiast słów wybiera światło, przestrzeń, gest i moment.
Filip Łagowski pozostaje więc trochę na granicy. Między uczestnikiem a obserwatorem. Między dokumentem a sztuką. Między różnymi kulturami i sposobami przeżywania świata. I właśnie z tej granicy patrzy najciekawiej.
Napisz komentarz
Komentarze