Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
sobota, 29 sierpnia 2026 10:29
RZESZÓW INFO
Reklama

Niezwykły świat fotografii Filipa Łagowskiego: "Niewidoczny obserwator"

Podziel się
Oceń

Podczas 9. Nocnego Targu Poetyckiego, który odbył się w piątek, 28 sierpnia w Bibliotece przy ul. Sokoła 13 w Rzeszowie, jego fotografie stały się jedną z części wieczoru. Najpierw były wiersze, deklamacje i słowa. Później przyszła cisza, w której uczestnicy mogli uważnie przyjrzeć się obrazom Łagowskiego.

W jego fotografiach nie ma krzyku, a jednak trudno przejść obok nich obojętnie. Filip Łagowski patrzy na ludzi, miejsca i wydarzenia z dystansu, który nie oznacza chłodu. Przeciwnie – pozwala mu dostrzec szczegół, gest, spojrzenie, układ ciał czy światło, które nagle sprawiają, że zwyczajna chwila zaczyna opowiadać własną historię.

Wszystko zaczęło się na studiach – od burz

Historia Filipa Łagowskiego z fotografią zaczęła się podczas studiów na Uniwersytecie Jagiellońskim, gdzie studiował geografię i meteorologię. To właśnie wtedy kupił swój pierwszy, zwykły aparat.

Początkowo cel był konkretny – fotografowanie burz. Fascynacja gwałtownymi zjawiskami atmosferycznymi z czasem przerodziła się jednak w znacznie szersze zainteresowanie fotografią. Aparat zaczął prowadzić Łagowskiego w zupełnie inne miejsca – między ludzi, wydarzenia, kultury i historie.

Dziś najbliższa jest mu fotografia dokumentalna.

Wszystko zaczęło się od burz. Najpierw kupiłem zwykły aparat, żeby robić zdjęcia burzom, skończyłem geografię z meteorologią – mówi Filip Łagowski.

I choć od tamtego pierwszego aparatu minęło sporo czasu, jedno pozostało niezmienne: ciekawość świata i potrzeba zatrzymania tego, co trwa czasem zaledwie ułamek sekundy.

Nie chce być w centrum. Chce być tam, gdzie dzieje się coś prawdziwego

Łagowski jest samoukiem. Fotografii nie traktuje jak zestawu sztywnych reguł. Najbardziej fascynuje go dokument – właśnie dlatego, że wymaga czujności i cierpliwości.

– Lubię dokument, bo najbardziej fascynujące i trudne zarazem jest właśnie złapanie tej jednej chwili. W tym wszystkim trzeba być niewidocznym, bardziej obserwatorem niż uczestnikiem.

To podejście doskonale widać w jego zdjęciach. Nie próbuje dominować nad fotografowanym światem. Raczej delikatnie się w niego wślizguje. Obserwuje, czeka i dopiero wtedy naciska spust migawki.

A czasem, żeby dotrzeć do tego jednego momentu, musi zrobić coś, co nie przychodzi mu łatwo – przełamać własną introwertyczność i wejść bliżej ludzi.

– Najtrudniejsze jest również to, że muszę się przełamać, przebijać, aby dostać się do „tej chwili” – przyznaje.

I właśnie ta sprzeczność jest jednym z najciekawszych elementów jego fotografii: człowiek, który woli obserwować z boku, szuka momentów, które można znaleźć tylko wtedy, gdy znajdzie się wystarczająco blisko.
 

Fotograf, który przenika między światami

Jego aparat pojawia się tam, gdzie spotykają się ludzie i ich historie. Szczególnie bliskie są mu wydarzenia religijne i duchowe, ale równie mocno interesują go inne kultury i sposoby przeżywania świata.

To sprawia, że jego fotografie można czytać jak fragmenty większej opowieści. Nie pokazuje jedynie miejsca. Pokazuje człowieka w miejscu. Nie zatrzymuje się na wydarzeniu. Szuka emocji, która wydarzenie przeżywa.

Nie próbuje wszystkiego wyjaśnić. Zostawia odbiorcy przestrzeń.

W tym sensie Łagowski jest fotografem niezwykle subtelnym, ale jednocześnie bardzo wyrazistym. Jego obecność za aparatem jest niemal niewidoczna, za to decyzja o tym, co ostatecznie znajdzie się w kadrze, jest bardzo konkretna.

Najtrudniej jest wejść do środka

Być dobrym obserwatorem nie zawsze oznacza być człowiekiem, który z łatwością wchodzi między innych.

Łagowski otwarcie mówi, że jest osobą o dość introwertycznym podejściu do ludzi i świata. Tymczasem fotografia dokumentalna często wymaga przełamania własnych barier. Trzeba podejść. Trzeba znaleźć się blisko. Trzeba czasem zapytać, czasem poczekać, a czasem po prostu wytrzymać w miejscu wystarczająco długo, żeby wydarzyło się coś ważnego.

To paradoks jego fotografii: żeby pozostać niewidocznym, czasem trzeba najpierw zdobyć czyjeś zaufanie.

„Marnujesz się” – usłyszał po wystawie

Podczas oglądania zdjęć na Nocnym Targu Poetyckim ktoś rzucił w jego stronę: „Marnujesz się”.

Wcześniej jego fotografie można było oglądać również w Rzeszowie – przy ul. 3 Maja prezentowane były zdjęcia starych cmentarzy. To także charakterystyczny dla niego wybór: miejsca, które dla jednych są jedynie przestrzenią, dla fotografa mogą stać się opowieścią o czasie, pamięci i przemijaniu.

Choć jego fotografie mają wyraźny język i własną wrażliwość, Łagowski niechętnie mówi o sobie „artysta”.

Nie wynika to jednak z braku szacunku do sztuki. Wręcz przeciwnie.

Uważa, że słowo „artysta” jest dziś zbyt często używane i nie każdy, kto tworzy, powinien automatycznie otrzymywać taki tytuł. On sam woli mówić o pasji, fotografowaniu i nieustannym poszukiwaniu dobrego kadru.

Jest samoukiem. Fotografii nie traktuje wyłącznie jako zawodu, lecz przede wszystkim jako obszar fascynacji.

Nie każdy kadr opowiada całą historię

W fotografii istnieją różne szkoły patrzenia. Jedna mówi, że nie da się opowiedzieć wszystkiego na jednym zdjęciu. Trzeba wybrać „to coś” – detal, gest, światło, moment, który uruchomi wyobraźnię odbiorcy.

Łagowski zetknął się jednak także z innym podejściem. Takim, które zakłada, że fotografia może być znacznie szerszym zapisem rzeczywistości. Sam przyznaje, że nie w każdym kadrze uda się uchwycić całą historię.

I może właśnie dlatego jego zdjęcia nie próbują krzyczeć: „Zobaczcie, tutaj jest znaczenie!”

One raczej mówią: „Popatrz jeszcze chwilę.”

Między dokumentem a emocją

W fotografii Filipa Łagowskiego fascynujące jest to, że potrafi przechodzić między różnymi światami bez utraty własnego spojrzenia. Religijne uroczystości, duchowość, inne kultury, codzienność, stare cmentarze – każde z tych miejsc wymaga innej wrażliwości.

A jednak w jego zdjęciach powraca ten sam motyw: człowiek i chwila.

Niepozorna. Czasami piękna. Czasami trudna. Niekiedy intymna. Taka, której za kilka sekund już nie będzie.

Łagowski nie próbuje jej zatrzymać na siłę, dlatego jego fotografie dobrze współbrzmią z poezją. Wiersz również nie musi wszystkiego dopowiadać. Czasem wystarczy kilka słów, by otworzyć przed odbiorcą cały świat.

Fotograf robi podobnie – tylko zamiast słów wybiera światło, przestrzeń, gest i moment.

Filip Łagowski pozostaje więc trochę na granicy. Między uczestnikiem a obserwatorem. Między dokumentem a sztuką. Między różnymi kulturami i sposobami przeżywania świata. I właśnie z tej granicy patrzy najciekawiej.


Napisz komentarz

Komentarze

Reklama