Spektakl, oparty na noweli Stefana Grabińskiego, to pierwsza w historii teatru realizacja w formie monodramu – i jednocześnie przełomowy moment w karierze aktora i twórcy przedstawienia, Jakuba Adamskiego.
- Przygotowania do premiery były od samego początku bardzo intensywne. Próby trwały miesiąc, niemal codziennie, w bardzo wąskim gronie twórców: na linii reżyser–aktor–scenograf - wspomina Adamski.
Na scenie aktor pozostaje sam - bez partnerów, bez możliwości ukrycia się za zespołem. Cały ciężar opowieści spoczywa na jego barkach. Tym bardziej imponujące było, jak Adamski poradził sobie z materią tekstu i emocjonalną głębią postaci Jerzego Szamoty.

Fot. Sebastian Stankiewicz/UMWP Rzeszów
- Najważniejsze na początku było przyswojenie scenariusza, który sam opracowałem na podstawie tekstu Grabińskiego. Równolegle powstawały koncepcje scenografii, multimediów i wizja reżyserska. Później dochodziły kolejne elementy - choreografia, światło, muzyka - opowiada artysta.
Za reżyserię odpowiada Aneta Adamska-Szukała, a scenografię i multimedia przygotował Maciej Szukała. Wspólnie stworzyli przestrzeń, która subtelnie balansuje między rzeczywistością a światem nadprzyrodzonym - dokładnie tak, jak w prozie Grabińskiego.
- To była dla mnie zupełnie nowa ścieżka. Nigdy wcześniej nie mierzyłem się z formą monodramu, co wiązało się z ogromną odpowiedzialnością i presją - przyznaje.
Sam spektakl przenosi widzów w świat tajemnicy, psychologicznego napięcia i niejednoznacznych emocji. Historia młodego redaktora uwikłanego w relację z enigmatyczną Jadwigą Kalergis odsłania mechanizmy ludzkiej psychiki: iluzję, wyparcie i pragnienia, które wymykają się racjonalnemu poznaniu.

Fot. Sebastian Stankiewicz/UMWP Rzeszów
- Postać Jerzego Szamoty jednocześnie mnie przerażała i fascynowała. Ta amplituda emocji była czymś niezwykłym - czymś, co napędzało mnie do jeszcze większego wysiłku, zarówno aktorskiego, jak i muzycznego - mówi Adamski, który podczas spektaklu wykonuje również muzykę na żywo przy pianinie.
Owacje na stojąco
Owacje na stojąco, które publiczność zgotowała artyście tuż po zakończeniu przedstawienia na długo pozostaną z Jakubem Adamskim.
- To było coś niepojętego. Ulga, euforia, ekscytacja i spełnienie - wszystko naraz. A potem kwiaty, podziękowania, uściski… I nagle wróciły wszystkie wspomnienia z mojej drogi twórczej, która trwa już 15 lat - dodaje wzruszony aktor.
Premiera „Kochanki Szamoty” okazała się nie tylko sukcesem artystycznym, ale i ważnym momentem dla całego zespołu teatru. To dowód na to, że odwaga w sięganiu po nowe formy i klasyczną literaturę może przynieść niezwykłe efekty.
Jak podkreśla sam Adamski: „Tegorocznego Dnia Teatru nie zapomnę już nigdy. To był wieczór wyjątkowy - taki, który zostaje w pamięci na zawsze”.
Spektakl będzie można oglądać w kolejnych terminach w Teatrze Przedmieście - a wszystko wskazuje na to, że zainteresowanie widzów nie osłabnie jeszcze przez długi czas.





Napisz komentarz
Komentarze