Historia zaczęła się niewinnie. Na jednym z portali społecznościowych kobieta natrafiła na ogłoszenie zachęcające do inwestowania na giełdzie. Obietnica wysokich zysków i prostych zasad skusiła ją do kliknięcia w link i rejestracji w rzekomej aplikacji inwestycyjnej. To był pierwszy krok w dobrze zaplanowanej manipulacji.
Po rejestracji z kobietą zaczęły kontaktować się osoby podające się za doradców finansowych i analityków. Budowali zaufanie, instruowali ją krok po kroku, co kupować i kiedy sprzedawać. Wszystko wyglądało profesjonalnie – na koncie inwestycyjnym pojawiały się nawet „zyski”.
Klasyczny schemat oszustwa
Kluczowym momentem było namówienie 38-latki do zainstalowania aplikacji do zdalnego pulpitu. Oszust przekonywał, że pomoże jej unikać błędów inwestycyjnych. W rzeczywistości uzyskał dostęp do jej urządzenia – a tym samym do pieniędzy.
Z czasem fikcyjne inwestycje obejmowały już nie tylko waluty, ale także papiery wartościowe i kruszce. Na ekranie wszystko wyglądało obiecująco – saldo rosło. Problem pojawił się, gdy kobieta chciała wypłacić środki. Wtedy usłyszała, że musi dokonać kolejnych wpłat, aby „odblokować” zysk.
Kiedy zorientowała się, że została zmanipulowana, było już za późno. Z jej konta zniknęło blisko 185 tys. zł. W środę, kobieta zgłosiła się na policję do Jarosławia, informując o tym, że została oszukana.
Policja apeluje o rozwagę i przypomina, że nie istnieją gwarantowane, szybkie i wysokie zyski bez ryzyka. Każda presja czasu to sygnał ostrzegawczy a instalowanie aplikacji do zdalnego dostępu na polecenie nieznajomych to prosta droga do utraty pieniędzy.
Oszuści coraz częściej wykorzystują profesjonalnie wyglądające strony, fałszywe profile ekspertów i zaawansowane techniki manipulacji. Ich celem są nie tylko osoby starsze, ale również młodsze – aktywne w sieci i zainteresowane inwestowaniem.
Jedno kliknięcie może kosztować fortunę. W świecie internetowych „okazji” ostrożność to dziś najcenniejsza inwestycja.





Napisz komentarz
Komentarze