Linia, która łączyła osiedle z miastem
Linia nr 30 rozpoczyna swój kurs na pętli przy ul. Mikołajczyka. Z przystanku korzystają mieszkańcy ul. Mikołajczyka oraz bloków przy ul. Krakowskiej 18d, e, f i g, a także klienci pobliskiej galerii handlowej.
Następnie autobus przejeżdża przez ul. Ofiar Katynia, zapewniając komunikację mieszkańcom ulic Broniewskiego, Ofiar Katynia i Mikołajczyka. Kolejnym istotnym odcinkiem jest ul. Okulickiego, z której korzystają mieszkańcy ul. Boruty-Spiechowicza, Okulickiego oraz okolicznych uliczek. Linia ta umożliwia bezpośredni dojazd do centrum miasta, na osiedle Matuszczaka, a także w kierunku miejsc pracy, szkół i uczelni.

Fot. Maja Bułaś/Rzeszów Info
Największy protest w mieście, który uznano za „nieważny”
Przypomnijmy, że końcem ubiegłego roku Zarząd Transportu Miejskiego w Rzeszowie ogłosił konsultacje dotyczące reorganizacji siatki połączeń komunikacji miejskiej. Wśród licznych zmian, znalazły się plany likwidacji linii 30. Dotychczasowa trasa linii nr 30 zostanie zastąpiona przez linię nr 36, gdzie w wyniku konsultacji zmieniono jej przebieg obejmując trasę dotychczasowej linii nr 30 od ul. Ofiar Katynia do skrzyżowania ul. Dąbrowskiego z Powstańców Warszawy. Autobus nowej 36-stki zacznie trasę na ulicy bł. Karoliny i pojedzie aż na Słocinę, na pętlę przy ulicy Rocha.
Raport z tych konsultacji poznaliśmy kilka dni temu.
O szczegółach piszemy w naszym artykule:
Mieszkańcy zgłosili ponad 300 wniosków o "zachowanie obecnego przebiegu linii lub utworzenie bezpośredniego połącznia Mikołajczyka (Ofiar Katynia) z Lisa-Kuli". ZTM tej argumentacji nie uwzględnił.
Jak podkreśla Zbigniew Paprocki, członek Rady Osiedla Generała Andersa i działacz Razem dla Rzeszowa, sprzeciw wobec likwidacji linii 30 był największym i najgłośniejszym protestem komunikacyjnym w Rzeszowie.
– Władze ZTM uznały te głosy za nieważne tylko dlatego, że na wielu formularzach powtarzała się ta sama treść – brak zgody na likwidację linii. To absurd. Każdy wyraził swoje zdanie najprościej, jak potrafił. Nie było potrzeby pisania rozprawek – mówi Paprocki.
Zdaniem mieszkańców takie podejście jest nie tylko lekceważące, ale wręcz obraźliwe wobec osób, które w dobrej wierze wzięły udział w konsultacjach.
Konsultacje tylko z nazwy
Jednym z głównych zarzutów jest sposób przeprowadzenia konsultacji społecznych. Według Zbigniewa Paprockiego spotkania z przedstawicielami ZTM miały charakter czysto formalny.
– Na spotkaniach z Radą Osiedla słyszeliśmy wprost, że decyzja i tak już zapadła. Jaki więc był sens konsultacji? Jaki był sens spotkań, skoro nikt nie zamierzał brać pod uwagę naszego zdania? – pyta.
Jak relacjonuje, podczas spotkania w Osiedlowym Klubie „Karton” dyrektor ZTM od początku prezentował wyłącznie własne stanowisko, nie wykazując zainteresowania głosem osób starszych i schorowanych, które mieszkają na osiedlu od kilkudziesięciu lat. Mniej więcej tyle samo lat ma „linia 30”.
Obawy o przyszłość pętli i osiedla
Dodatkowe emocje budzą doniesienia medialne o możliwej likwidacji pętli przy ul. Mikołajczyka i przeznaczeniu tego terenu pod zabudowę deweloperską.
– Jeśli zniknie pętla i duży miejski parking, setki nowych mieszkańców nie będą miały gdzie parkować. Wąskie osiedlowe uliczki tego nie udźwigną. Ale wygląda na to, że głos obecnych mieszkańców nie ma znaczenia – ostrzega Zbigniew Paprocki.
„To był monolog, nie dialog”
Dla mieszkańców osiedla Generała Andersa likwidacja linii 30 stała się symbolem braku realnego dialogu ze strony władz miasta.
– Konsultacje polegały na przedstawieniu gotowej decyzji. To był monolog, nie rozmowa. Po ludzku było nam po prostu przykro – podsumowuje Paprocki.
Mieszkańcy mówią wprost: to uderzy w najsłabszych
Głos w sprawie zabierają sami mieszkańcy osiedla, którzy nie kryją emocji.
Pani Janina i pan Józef, emeryci, jeżdżący linią 30 niemal codziennie, mówią wprost:
– Jesteśmy oburzeni tą decyzją. Tyle lat, prawie codziennie korzystamy z tej linii, jeżdżąc nią do lekarzy. Dla nas to jedyne wygodne połączenie.
Apelują jednocześnie: "Nie zabierajcie nam 30-stki!".
Pan Stanisław uważa likwidację linii za poważny błąd władz miasta:
– To wielki błąd, żeby likwidować tę linię. Przez tyle lat działała i powinna działać nadal. Nie rozumiem, dlaczego ma być zlikwidowana. To na pewno utrudni życie. Ten autobus przecież prowadzi bezpośrednio do centrum, zwłaszcza tych z Mikołajczyka.
Jeszcze ostrzej wypowiada się pan Stefan, który nie ukrywa braku zaufania do intencji miasta:
– Miasto pewnie ma w tym jakiś cel. Mówiąc wprost – to jakiś wał.
Studenci też stracą
W dyskusję włączyła się również pani Katarzyna, studentka drugiego roku pobliskiej Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania.
– Korzystam niemal codziennie z komunikacji miejskiej, a linia 30 zawoziła mnie praktycznie pod samą uczelnię. Nie wyobrażam sobie jeżdżenia w obie strony z przesiadkami – mówi.
Jej zdaniem zmiany znacząco wydłużą czas dojazdu i zniechęcą studentów do korzystania z transportu publicznego.
Mieszkańcy zapowiadają, że nie zamierzają odpuszczać i będą domagać się przywrócenia linii 30 lub wypracowania rozwiązania, które realnie odpowie na potrzeby tysięcy osób korzystających z komunikacji miejskiej.





Napisz komentarz
Komentarze