Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
czwartek, 29 stycznia 2026 11:20
RZESZÓW INFO
Reklama

Co wydarzyło się w ZDZ w Rzeszowie? O mało nie doszło do tragedii!

Podziel się
Oceń

Do groźnego zdarzenia doszło w poniedziałek, 27 stycznia br., około godziny 9.30, podczas zajęć praktycznych odbywających się na warsztacie metalowym w Zespole Szkół Zakładu Doskonalenia Zawodowego w Rzeszowie.
Co wydarzyło się w ZDZ w Rzeszowie? O mało nie doszło do tragedii!
Raniony uczeń. Z oczywistych powodów wizerunek ucznia i krew zostały zamazane.

Źródło: nadesłane

Z relacji uczniów oraz informacji, do których dotarła nasza redakcja wynika, że w trakcie zajęć jeden z uczniów miał zaatakować ucznia klasy pierwszej, używając pilnika do metalu. Narzędzie to zostało wbite w nogę poszkodowanego. Według świadków zdarzenia obrażenia były bardzo poważne - niewiele brakowało do uszkodzenia tętnicy, co mogło doprowadzić do tragedii.

Na miejsce wezwana została karetka pogotowia ratunkowego, która zabrała rannego ucznia do szpitala. Interweniowała również policja.

Jak informuje podkom. Magdalena Żuk, Oficer Prasowy Komendy Miejskiej Policji w Rzeszowie, zgłoszenie o zdarzeniu wpłynęło do dyżurnego miejskiego po godzinie 9.00.

Ze wstępnych ustaleń interweniujących na miejscu policjantów wynika, że podczas zajęć praktycznych doszło do zranienia 15-latka pilnikiem w udo przez kolegę z klasy. Zranionemu nastolatkowi została udzielona pomoc – przekazała policjantka.

Jak dodaje rzeczniczka rzeszowskiej policji, w tej sprawie matka poszkodowanego chłopca złożyła zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa (z art. 157 §1 Kodeksu karnego), dotyczącego spowodowania uszczerbku na zdrowiu.

Z uwagi na wiek sprawcy materiały zostaną przekazane do Sądu Rodzinnego w Rzeszowie – informuje.

Brak nadzoru i pytania o bezpieczeństwo

Szczególny niepokój budzi fakt, że do zdarzenia doszło podczas zajęć praktycznych, w miejscu, gdzie uczniowie pracują z niebezpiecznymi narzędziami, a obowiązują podwyższone standardy bezpieczeństwa. 

Jak twierdzą świadkowie tego zdarzenia, w chwili incydentu uczniowie mogli pozostawać bez bezpośredniego nadzoru opiekuna grupy warsztatowej. Po pomoc mieli udać się do nauczyciela-instruktora prowadzącego zajęcia z inną grupą w osobnej pracowni.

Nie jest jasne, gdzie w tym czasie znajdowali się inni pracownicy odpowiedzialni za bezpieczeństwo uczniów. Zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa oświatowego szkoła ma obowiązek zapewnić uczniom bezpieczne i higieniczne warunki nauki, a nauczyciel lub instruktor ponosi odpowiedzialność za uczniów przez cały czas trwania zajęć.

W przypadku zajęć praktycznych, zwłaszcza prowadzonych w warsztatach i pracowniach technicznych, nadzór powinien mieć charakter stały i bezpośredni – uczniowie nie mogą pozostawać bez opieki nawet na krótki czas. 

Choć przepisy nie określają jednej, sztywnej liczby uczniów przypadających na jednego opiekuna, w praktyce przyjmuje się, że jedna grupa warsztatowa powinna liczyć maksymalnie kilkanaście osób, a przy pracy z niebezpiecznymi narzędziami konieczne jest zmniejszenie liczebności grupy lub zapewnienie dodatkowego instruktora. Kwestie te każdorazowo podlegają ocenie kuratorium oraz innych organów nadzorczych, zwłaszcza w sytuacjach, gdy dochodzi do zdarzeń zagrażających zdrowiu lub życiu uczniów.

Wiadomo, że opisywana sprawa trafiła do Kuratorium Oświaty w Rzeszowie. 

Sygnały o narastającym problemie

Pojawiają się sprzeczne informacje dotyczące motywów ataku. Część relacji wskazuje na możliwy konflikt na tle kibicowskim, inne temu zaprzeczają. Jednocześnie uczniowie oraz rodzice zwracają uwagę, że przemoc w szkole - niezależnie od jej podłoża - nie jest zjawiskiem nowym. Według tych relacji od dłuższego czasu mają występować problemy związane z agresją, przyzwoleniem na przemoc oraz brakiem realnych konsekwencji wobec sprawców.

- Na obecnym etapie postępowania, wykluczono, aby zdarzenie miało związek z identyfikacją z jakąkolwiek drużyną klubową lub środowiskiem kibicowskim – informuje podkom. Magdalena Żuk.

Dyrekcja szkoły również zaprzecza, aby incydent miał podłoże kibicowskie. Jak zaznaczył dyrektor Stanisław Zams, cytowany przez portal Rzeszów News, między uczniami mogło wcześniej dochodzić do napięć i wzajemnych prowokacji. 

To był raczej spokojny chłopak, nie sprawiał większych problemów wychowawczych. Twierdzi, że próbował się bronić, bo drugi uczeń miał mu dokuczać. Z kolei rodzice poszkodowanego wskazują, że napastnik wcześniej się odgrażał. Trudno to jednoznacznie rozstrzygnąć – dodał, określając zachowanie uczniów jako niebezpieczne „cwaniakowanie”, które może prowadzić do poważnych konsekwencji.

„To nie był wypadek, tylko incydent”

Incydent rodzi poważne pytania o organizację zajęć praktycznych, nadzór instruktorski, obowiązujące procedury bezpieczeństwa oraz skuteczność reagowania na sytuacje agresji w środowisku szkolnym.

Jak informuje portal Rzeszów News, dyrektor Zespołu Szkół Zakładu Doskonalenia Zawodowego w Rzeszowie, mgr Stanisław Zams, potwierdził, że te zdarzenie od samego początku było ono traktowane bardzo poważnie.  

"Poszkodowanemu udzielono pomocy na miejscu, wezwano pogotowie ratunkowe oraz policję. To nie był wypadek, tylko incydent w wykonaniu jednego ucznia w stosunku do drugiego" – podkreślił w rozmowie z redakcją Rzeszów News.

Dyrektor zaznaczył również, że sytuacja była dla niego dużym zaskoczeniem i w jego wieloletniej praktyce zawodowej ma charakter niemal bezprecedensowy.

- Wiadomo, że czasami coś się zdarza między uczniami, ale reagujemy i nie odnotowujemy przemocy. Zdarzenia na taką skalę jeszcze nie mieliśmy – przyznał.


Napisz komentarz

Komentarze