Bon żłobkowy w wysokości 300 zł miesięcznie został wprowadzony w 2021 roku z inicjatywy prezydenta Konrada Fijołka, tuż po jego pierwszym zwycięstwie wyborczym. Wówczas brakowało miejsc w miejskich placówkach, a dopłata miała pomóc rodzicom korzystającym z prywatnych żłobków. Wycofanie rzeszowskiego bonu żłobkowego spotkało się z wyraźnym sprzeciwem wśród rodziców i kierowników niepublicznych żłobków.
– Szukanie jakichkolwiek oszczędności w edukacji to nieporozumienie – podkreślał radny Mirosław Kwaśniak z klubu Rozwój Rzeszowa.
Magistrat: są wolne miejsca, więc bon niepotrzebny
Według urzędników sytuacja na rynku opieki żłobkowej znacząco się poprawiła. Jak poinformowała dyrektor MOPS w Rzeszowie Joanna Wisz, obecnie dostępnych jest ponad 260 wolnych miejsc w publicznych żłobkach, a do końca września ma ich być nawet około 600.
Od początku funkcjonowania programu miasto przeznaczyło na bony łącznie 8,5 mln zł, czyli średnio 1,8 mln zł rocznie. W styczniu z dopłaty korzystało 528 dzieci.
Prezydent Rzeszowa argumentował, że dalsze utrzymywanie świadczenia mija się z celem, skoro publiczne żłobki nie są w pełni obłożone. Likwidacja bonu miała zachęcić rodziców do wyboru placówek miejskich.
Radni: teoria nie zawsze działa w praktyce
Podczas sesji Rady Miasta głos w sprawie zabrało wielu radnych, wskazując na liczne problemy, których – ich zdaniem – ratusz nie wziął pod uwagę.
Rafał Kulig, przewodniczący klubu Razem dla Rzeszowa, zauważył, że choć liczby wyglądają dobrze „na papierze”, rzeczywistość bywa bardziej skomplikowana.
– Większość żłobków publicznych znajduje się w centrum miasta. Dla rodziców mieszkających na peryferiach lub pracujących w strefach ekonomicznych dojazd jest realnym problemem. Wybór między czasem a pieniędzmi jest prosty – wybiera się czas – argumentował.
Radni przypominali także, że uzyskanie bonu nie jest automatyczne – oboje rodzice muszą pracować i rozliczać podatki w Rzeszowie. Z dopłaty korzystają również osoby samotnie wychowujące dzieci.
– Miasto stać na utrzymanie tego świadczenia – podkreślała Marta Niewczas (KO), zaznaczając, że nie ma żadnej gwarancji, iż po likwidacji bonu rodzice przeniosą dzieci do publicznych żłobków.
Ważny aspekt: adaptacja dzieci a zmiany placówek
Szczególnie emocjonalny głos zabrał radny PiS Mateusz Szpyrka, który zwrócił uwagę na aspekt psychologiczny.
– Dzieci to nie worek z ziemniakami, który można swobodnie przenosić. Przywiązują się do opiekunów, a nagła zmiana może być dla nich dramatem – mówił.
Pojawiły się także zarzuty dotyczące braku konsultacji społecznych i zbyt nagłego ogłoszenia planów likwidacji świadczenia. Radny Piotr Kilar (PiS) zaproponował, by ewentualne wygaszanie bonu odbywało się stopniowo.
– 1,8 mln zł rocznie to mniej niż wydatki na świąteczne iluminacje – zauważył jeden z radnych. – Jeśli dzięki temu ktoś zdecydował się na kolejne dziecko, to naprawdę warto ten bon utrzymać.
Prezydent ustępuje… częściowo
Po długiej i gorącej dyskusji prezydent Konrad Fijołek ogłosił, że wycofuje projekt uchwały o likwidacji bonu z porządku styczniowej sesji.
– Zostawiamy bon do końca września – zapowiedział. – Jednocześnie chcemy jasno komunikować rodzicom, którzy dopiero będą wybierać placówkę, że miasto oferuje bezpłatne miejsca w żłobkach publicznych.
Prezydent nie ukrywał jednak, że temat nie jest zamknięty.
– W lutym wrócimy z projektem uchwały – zapowiedział.
Dyskusja wokół Rzeszowskiego Bonu Żłobkowego pokazuje, jak ważnym społecznie tematem jest polityka prorodzinna i jak duże emocje wywołują decyzje dotyczące najmłodszych mieszkańców miasta. Czy lutowa sesja przyniesie ostateczne rozstrzygnięcie – przekonamy się już wkrótce.





Napisz komentarz
Komentarze