Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
piątek, 21 sierpnia 2026 16:05
RZESZÓW INFO
Reklama

Bernardyn opalał się na dachu klasztoru. Polski kabareciarz nie odpuścił: „Skąd u bernardynów taki duży komin?”

Podziel się
Oceń

Niecodzienny widok z dachu klasztoru przy ul. Sokoła w Rzeszowie wywołał spore poruszenie. O sprawie, którą jako pierwsi opisali dziennikarze „To Rzeszów”, teraz żartobliwie wypowiedział się znany polski kabareciarz.
Bernardyn opalał się na dachu klasztoru. Polski kabareciarz nie odpuścił: „Skąd u bernardynów taki duży komin?”

Źródło: Google Maps

Zdjęcie zakonnika opalającego się nago na dachu klasztoru bernardynów przy ul. Sokoła w Rzeszowie zaczęło krążyć w mediach społecznościowych. Fotografię otrzymała redakcja „To Rzeszów” od czytelnika i to właśnie ten portal jako pierwszy opisał nietypową sytuację.

Okazało się, że widok był doskonale widoczny z sąsiedniego budynku Podkarpackiego Urzędu Wojewódzkiego. Nietypowa sytuacja szybko stała się tematem rozmów, a teraz doczekała się również komentarza w humorystycznym stylu. Wiemy też, że sprawa zgłoszona jest na policję.

Znany kabareciarz komentuje sprawę

Do sprawy odniósł się Tomek Nowaczyk z kabaretu Czesuaf. Kabareciarz potraktował sytuację z charakterystycznym dla siebie przymrużeniem oka.

W swoim wpisie zwrócił uwagę już na samo określenie „bernardyn”, żartując, że można by pomyśleć o psie tej rasy. Jak zauważył, tym razem chodziło jednak o zakonnika.

Niecodzienny widok z dachu klasztoru stał się dla niego punktem wyjścia do serii żartów dotyczących tego, co mogli zobaczyć pracownicy urzędu wojewódzkiego.

„Skąd u bernardynów taki duży komin?”

Nowaczyk żartobliwie zauważył, że pracownicy Podkarpackiego Urzędu Wojewódzkiego mogli początkowo zastanawiać się, skąd na dachu klasztoru pojawił się tak nietypowy „komin”.

Kabareciarz nawiązał również do historii pomnika Czynu Rewolucyjnego w Rzeszowie, którego teren przez lata należał do bernardynów. W swoim stylu zasugerował nawet, że nietypowa sytuacja na dachu mogłaby stać się swoistym kontrapunktem dla charakterystycznego pomnika.

Od zdjęcia czytelnika do internetowego żartu

Cała historia zaczęła się od zdjęcia przesłanego redakcji „To Rzeszów”. Portal jako pierwszy poinformował o nietypowym zachowaniu zakonnika i zwrócił uwagę na to, że mężczyzna był widoczny dla osób przebywających w sąsiednich budynkach.

Sprawa trafiła też do mundurowych, którzy podkreślają, że każdą taką sytuację należy oceniać indywidualnie. Znaczenie ma m.in. miejsce zdarzenia, jego widoczność oraz reakcja osób, które mogły obserwować zachowanie.

Według policji w określonych okolicznościach w grę może wchodzić art. 140 Kodeksu wykroczeń, dotyczący nieobyczajnego wybryku.

Na razie jednak historia z klasztornego dachu żyje przede wszystkim w mediach społecznościowych. A dzięki komentarzowi znanego kabareciarza doczekała się także swojej humorystycznej odsłony.

Źródło: To Rzeszów oraz Tomek Nowaczyk Facebook

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama