Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
czwartek, 23 lipca 2026 16:09
RZESZÓW INFO
Reklama

Wspomnienie Jaromira Kwiatkowskiego. Dziennikarza, pisarza, a przede wszystkim dobrego człowieka

Podziel się
Oceń

Dziś o godzinie 11.00 rozpoczęły się uroczystości pogrzebowe Jaromira Kwiatkowskiego. Kiedyś napisałabym o Nim: dziennikarz, publicysta, autor książek. Dziś jednak przede wszystkim chcę powiedzieć: syn, mąż, ojciec, dziadek i serdeczny przyjaciel. Dziennikarz spoczął na cmentarzu Staromieście-Rzeszów, msza pogrzebowa odprawiona była w kościele pw. Matki Bożej Saletyńskiej przy ul. Dąbrowskiego w Rzeszowie.
Wspomnienie Jaromira Kwiatkowskiego. Dziennikarza, pisarza, a przede wszystkim dobrego człowieka

Autor: Rzeszów Info

Człowiek, który zostawiał po sobie dobro

Jaromir Kwiatkowski przez dziesięciolecia był związany z podkarpackimi mediami. Był cenionym dziennikarzem i publicystą. Przez wiele lat opisywał najważniejsze wydarzenia społeczne, polityczne i kulturalne naszego regionu. Dał się poznać jako autor rzetelnych, wyważonych tekstów, człowiek ciekawy świata i ludzi, który z ogromnym szacunkiem podchodził do swoich rozmówców. Był także autorem książek oraz publikacji poświęconych historii i współczesności Podkarpacia.

To jednak nie dorobek zawodowy definiował Go najbardziej. W pamięci pozostanie przede wszystkim jako człowiek niezwykle dobry. Taki, przy którym człowiek po prostu czuł się bezpiecznie. Nie oceniał. Słuchał. Rozumiał. Potrafił znaleźć właściwe słowo wtedy, kiedy inni milczeli.

Rahijki i nojahijki

Choć dzisiaj nie miałam odwagi stanąć przy mównicy, pragnę napisać kilka słów. 

Uwielbialiśmy bawić się słowem. Kiedy wymienialiśmy się na swoich tablicach na Facebooku ulubionymi artystami, nazwaliśmy to „rahijkami” – od Ciebie dla mnie, a „nojahijkami” – ode mnie dla Ciebie. Były też nasze językowe zabawy, małe rytuały, które rozumieliśmy tylko my.

Pewnego razu urządziliśmy konkurs na to, kto przytoczy więcej palindromów. Oczywiście byłeś w tym znakomity. Gdy zabrakło mi już przykładów, odczytałam Twoje imię od końca – Rimoraj. Od tamtej pory tak właśnie się do Ciebie zwracałam, często skracając do Raju.

Uśmiechałam się wtedy i mówiłam, że w Twoim imieniu ukryło się słowo „raj”. Dzisiaj myślę, że to nie był przypadek. Bo jeśli „raj” można byłoby opisać jednym człowiekiem, to byłbyś właśnie Ty. Bił od Ciebie spokój. Biło dobro. Ciepło. Zrozumienie. Ogromny szacunek do drugiego człowieka. Nigdy nie podnosiłeś głosu, choć potrafiłeś powiedzieć wszystko. Zawsze z klasą.

Od wykładowcy do współautora

Poznaliśmy się około 2010 roku. Byłeś wtedy wykładowcą w Wyższej Szkole Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie i prowadziłeś warsztaty prasowe. Byłam Twoją studentką.

Nie przypuszczałam wtedy, że sześć lat później połączy nas wspólna książka. W 2016 roku wydaliśmy bajko-powieść dla dzieci „Niezapomniane wakacje Kruszynki w Obłokowie”.

Dla Ciebie było to zupełnie nowe literackie doświadczenie. Wielokrotnie opowiadałeś, że napisanie bajki okazało się trudniejsze niż niejeden wymagający tekst dziennikarski.

– Napisanie bajki było dla mnie rzeczą zdecydowanie trudniejszą niż choćby najbardziej żmudnego tekstu dziennikarskiego. Z dwóch podstawowych powodów: w tekście dziennikarskim jednak zajmuję się faktami, rzeczywistością – w bajce jest to rzeczywistość w dużym stopniu wykreowana, choć – jak w naszym przypadku – oparta na faktach z życia autorów i ich wspólnych dyskusji. Trzeba jednak mieć dobry pomysł na takie literackie przetworzenie rzeczywistości – mówiłeś.

Wspominałeś również, że ogromnym wyzwaniem było znalezienie odpowiedniego języka.

– Druga trudność, jeżeli chodzi o bajkę: w tekstach dziennikarskich piszę jednak do ludzi dorosłych. Tu – nie tylko do dorosłych, ale i dzieci. Dlatego trzeba narrację prowadzić tak, aby była ona podana językiem w miarę prostym, ale nie infantylnym. Linia rozgraniczająca jedno od drugiego jest dość cienka. Wreszcie, bardzo dużo czasu spędziliśmy na wycyzelowaniu tekstu bajki, włącznie z eliminacją tych samych wyrazów położonych zbyt blisko siebie. W tekście dziennikarskim na takie „drobiazgi” często nie zwraca się uwagi – opowiadałeś.

Dziś myślę, że ta książka była czymś więcej niż wspólnym projektem. Była spotkaniem dwóch światów, które połączyła miłość do słowa.

Obłokowo istnieje naprawdę

Wierzę, że jesteś już w Obłokowie. Pełen radości. Pewnie właśnie puszczasz nam oczko i uśmiechasz się tak, jak zawsze – czule, spokojnie i prawdziwie.

Marek Pękala napisał, że jego ulubionym rozdziałem naszej książki było „Bardzo długie powitanie pożegnania”.

Dzisiaj zrozumiałam te słowa jeszcze bardziej. Nawet najdłuższe pożegnanie okazało się za krótkie. Bo przecież nigdy nie jesteśmy gotowi rozstać się z kimś, kto był tak ważną częścią naszego życia.

Do zobaczenia, Puszynku

Dziś pożegnaliśmy nie tylko znakomitego dziennikarza i autora, ale przede wszystkim człowieka o wielkim sercu. Życzliwego. Skromnego. Pełnego ciepła. Szlachetnego.

Są ludzie, którzy zostawiają po sobie teksty. Są tacy, którzy zostawiają wspomnienia. Ty zostawiłeś jedno i drugie. A przede wszystkim zostawiłeś dobro, którego nie da się zmierzyć ani opisać.

Nie napiszę „żegnaj”.

Pozwól, że ostatni raz będę Kruszynką z Obłokowa i powiem:

– Kololotów, Puszynku.


Napisz komentarz

Komentarze

Reklama