Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
wtorek, 15 września 2026 13:23
RZESZÓW INFO
Reklama

Zaginęli w środku lasu, dotarli o 3 w nocy i… zagrali do świtu. WaDaDa kończy 30 lat

Podziel się
Oceń

Była w zespole, gdy afrykańskie bębny na polskiej scenie wciąż były czymś niemal egzotycznym. Jeździli na koncerty po Polsce, gubili się nocą w środku lasu, grali do świtu i spotykali ludzi, których później wspominali przez lata. Dziś WaDaDa ma już 30 lat i wraca na scenę, by świętować jubileusz. 18 września w rzeszowskim Klubie Pod Palmą zespół zagra specjalny koncert, a gościem wydarzenia będzie Renata Przemyk.
Zaginęli w środku lasu, dotarli o 3 w nocy i… zagrali do świtu. WaDaDa kończy 30 lat
Podczas EtnoWiosny, marzec 2024

Źródło: WADADA Facebook

„To była zupełna nowość”

Historia WaDaDy zaczęła się w 1996 roku z inicjatywy Dominika Muszyńskiego. Jednak wspomnienia osób związanych z zespołem sięgają jeszcze czasów, gdy wszystko dopiero się kształtowało.

Monika Wolańska, była członkini zespołu, pamięta moment, kiedy sama zaczynała swoją przygodę z bębnami. Jak wspomina, do WaDaDy trafiła po ukończeniu Uniwersytetu Ludowego we Wzdowie.

- Trafiłam do WaDaDy w 1989 roku, po tym jak skończyłam Uniwersytet Ludowy we Wzdowie. Jeszcze we Wzdowie spotkałam się z Dominikiem. Jak tylko zobaczył, że gram na bębnach i dowiedział się, że wróciłam do Rzeszowa, zaproponował mi wspólne granie. Wtedy też do składu dołączył Romek Chojnacki, był Rafał Jakóbski, i chyba już wtedy też był, Artur Chulinka. To było tak dawno temu, że nie jestem pewna, ale składów w zespole było sporo przez te lata – wspomina Monika Wolańska.

Był to czas, kiedy muzyka etniczna dopiero przebijała się do świadomości polskiej publiczności. Dziś djembe czy conga nikogo specjalnie nie dziwią. Wtedy sytuacja wyglądała zupełnie inaczej.

- Rzeczywiście ta muzyka w latach 90. była zupełnie nowa. Absolutna nowość! Niewiele osób w Polsce grało wtedy na bębnach – ten ruch bębniarski dopiero się pojawiał. Powstawały wtedy jakieś szkoły bębniarskie. Nie było tak, jak teraz, że wszyscy jeżdżą do Afryki, albo Afrykańczycy przyjeżdżają tu. To była rzadkość. Tak więc, te bębny, naprawdę były czymś zupełnie nowym i undergroundowym – mówi była członkini WaDaDy.

To właśnie w takim muzycznym klimacie rozwijał się zespół, który z czasem miał stać się jedną z najbardziej charakterystycznych formacji związanych z Rzeszowem i Podkarpaciem.

Podróże, koncerty i nocne granie do świtu

Za muzyką szły także przygody. I to takie, które po latach stają się częścią historii zespołu.

Monika Wolańska wspomina setki kilometrów, undergroundowe kluby, spotkania z ludźmi i koncerty w miejscach, do których nie zawsze łatwo było trafić.

- Lata z WaDaDą wspominam mega miło! Jakkolwiek zmieniały się składy w ekipach, to zawsze był świetny klimat w zespole. Nie przypominam sobie jakichś trudnych sytuacji – to po prostu zawsze była świetna zabawa. To, co najmilej wspominam, to wyjazdy, podróże, ciekawe miejsca, ciekawi ludzie!

Jedna z takich podróży szczególnie zapadła jej w pamięć.

- Graliśmy w różnych undergroundowych miejscach w Polsce, np. Forum Fabricum w Łodzi, w klubach jazzowych na Śląsku. Pamiętam jeden taki przeciekawy ośrodek w województwie lubskim, nie pamiętam dokładnie miejscowości, ale... zgubiliśmy się i wylądowaliśmy w środku lasu. Zabłądziliśmy. Na miejsce dojechaliśmy dopiero o 3:00 nad ranem! Okazało się, że wszyscy na nas czekają i chcą, żebyśmy zagrali dla nich koncert! Graliśmy wtedy aż do świtu - wspomina.

Trudno dziś wyobrazić sobie lepszy obraz zespołu, który swoją muzykę traktował nie tylko jako występ, ale jako sposób na spotkanie z ludźmi i wspólne przeżywanie muzyki.

- Przygód było naprawdę wiele – są to dla mnie niezapomniane chwile i doświadczenia, które wtedy miały na mnie duży wpływ. Byłam młodą dziewczyną, miałam dwadzieścia kilka lat, a miałam okazję na spotkania z fajnymi ludźmi, rozmowy - to wszystko mnie kształtowało i nie było bez znaczenia. Bardzo sobie cenię ten czas z WaDaDą! – dodaje Wolańska.

Muzyka, która nie chciała się zestarzeć

Przez trzy dekady zmieniały się składy, muzycy, sceny i sposób odbioru muzyki. Zmieniała się również sama WaDaDa.

Jej fundamentem od początku pozostawały rytmy inspirowane muzyką Afryki, Kuby i Brazylii. Z czasem do tradycyjnych instrumentów perkusyjnych coraz śmielej dołączały gitara, instrumenty klawiszowe i elektronika.

Od 2013 roku zespół rozwija właśnie ten kierunek. W 2018 roku ukazała się płyta „Wolna 7”.

Monika Wolańska, choć pamięta WaDaDę z jej początków, zwraca uwagę, że dzisiejsze brzmienie zespołu jest inne. Nie oznacza to jednak utraty tego, co było najważniejsze.

- Dzisiaj, oczywiście, mogę powiedzieć, że WaDaDa brzmi inaczej. Jednak to jest niesamowite, że ta muzyka się nie starzeje. Ona jest oparta na motywach etnicznych, może czasem wręcz archaicznych, ale to jest wartość, która przetrwała przez te wszystkie lata.

I właśnie ta ciągłość wydaje się jednym z najważniejszych elementów historii zespołu. WaDaDa się zmieniała, ale nie porzuciła źródła, z którego czerpała od początku.

- Myślę, że przetrwa kolejne, dlatego życzę Zespołowi, żeby się nie poddawał i żeby cały czas czerpał z tego Źródła afro-kubańskiej muzyki! Czerpcie nadal z tego radość, inspirację, satysfakcję! Niech to wszystko prowadzi Was, WaDaDo, do sukcesu – mówi Monika Wolańska.

„To muzyka, która wchodzi w człowieka”

O sile WaDaDy mówią także muzycy, którzy obserwowali jej rozwój z zewnątrz.

Bartłomiej „Eskaubei” Skubisz podkreśla przede wszystkim autentyczność zespołu.

- Szanując i podziwiając konsekwencję w działaniu, życzę zespołowi WaDaDa dalszej pięknej drogi twórczej. Ich koncerty zawsze robią na mnie duże wrażenie i świetnie się ich słucha. Mam poczucie, że to prawdzie, korzenne granie. Nie ma w tym żadnej ściemy!  Czuć za to pasję. Mają ogromną wiedzę i jasno określonę wizję zespołu. No i radość ze wspólnego grania. 

Serdecznie pozdrawiam Dominika i całą załogę. Niech rytm Was prowadzi - życzy "Eskaubei".

Podobnie na WaDaDę patrzy Marcin Barański, basista Jesus Chrysler Suicide. Dla niego zespół był częścią muzycznego świata, który dopiero się rodził.

- Kiedy oni już grali, ja dopiero rozpoczynałem swoją przygodę z muzyką. To było niesamowite, że można było wtedy grać muzykę etno, kiedy wszyscy wokół słuchali metalu i rocka. Powinni grać przynajmniej kolejne 30 lat! - wspomina basista jednego z najbardziej hardrockowych zespołów Rzeszowa.

Jeszcze dalej idzie Andrzej Depa, były członek punkowego SMAR SW, który wspomina początki zespołu jako część czasów, w których kształtowały się muzyczne gusta całego pokolenia.

- Faktycznie kilka prób odwiedziłem i coś mi się zdaje, że graliśmy na jednym koncercie.To te czasy, w których formowały się nasze gusta muzyczne. Śledziłem z pełnym podziwem początki i rozwój Dominika z Zespołem. To było coś niesamowitego, jak można zagłębić się w tej muzyce. Super czasy.

WaDaDa nie jest tylko zespołem do słuchania

Dla Sylwestra Stabryły, sanockiego artysty malarza i męża Angeli Gaber, jednej z wokalistek WaDaDy, muzyka zespołu ma jeszcze inny wymiar.

- WaDaDa ma w sobie coś, czego nie da się do końca opisać językiem słów, dla mnie ten zespół generuje obrazy i wywołuje emocje. Można analizować rytmy, instrumenty, inspiracje i muzyczne tradycje, a ja pragnąłbym zwrócić uwagę moment, w którym ta muzyka przestaje być czymś, czego słuchamy, a zaczyna być czymś, co wchodzi w człowieka.

Stabryła opisuje WaDaDę jako muzykę, która przywraca słuchaczowi coś bardzo pierwotnego – potrzebę rytmu, tańca i wspólnoty.

- Na myśl przychodzi mi „ pierwszy człowiek” - ten, który nie potrzebował jeszcze muzyki do słuchania. Potrzebował jej do tańca, do rytuału, do wspólnoty, do wejścia w trans. Ten, który nie pytał, "co i po co", tylko pozwalał, żeby rytm przejął nad nim kontrolę.

I właśnie dlatego, jego zdaniem, WaDaDę najlepiej poznaje się podczas koncertu.

 "Tę właściwość ma ten zespół. Wywołuje w nas potrzebę wyrwania się na chwilę z uporządkowanego świata i wejścia w przestrzeń, w której obowiązują inne prawa. Dlatego ich muzyka sprawdza się doskonale na żywo, na koncertach" - zauważa Stabryła.

- WaDaDy nie da się tylko słuchać, przy niej wcześniej, czy później zaczyna się uczestniczyć i przeżywać coś, co można nazwać utratą kontroli. Ich prawdziwą siłą jest dzikość i energia, która ziemię pod nami porusza - dodaje Sylwester.

30 lat historii, która wciąż trwa

Przez trzy dekady WaDaDa przeszła długą drogę. Od czasów, gdy granie na afrykańskich bębnach było w Polsce muzycznym undergroundem, przez setki koncertów, kolejne składy i eksperymenty, aż po współczesne brzmienie łączące tradycyjne rytmy z elektroniką.

materiały prasowe

Ale wspomnienia Moniki Wolańskiej pokazują, że za historią zespołu nie stoją wyłącznie daty, płyty i koncerty. Są przede wszystkim ludzie, podróże, przyjaźnie, przypadkowe spotkania i muzyka, która potrafiła połączyć bardzo różne osoby.

I jest jeszcze jeden szczególny dowód na to, jak mocno WaDaDa potrafi wejść w życie swoich słuchaczy.

- Trzydzieści lat to w muzyce bardzo dużo. Wspomnę jeszcze z sentymentem o tym, że ich rytmy są obecne nie tylko na scenach, ale również w życiu – także w tym najbardziej osobistym, kiedy zagrali na naszym ślubie – wspomina Sylwester Stabryła.

Dziś WaDaDa nie zamierza jednak zatrzymywać się na jubileuszu. Zespół pracuje nad materiałem na kolejny album zatytułowany "Mać". Trzydziestolecie jest więc nie tylko okazją do spojrzenia wstecz, ale również początkiem kolejnego rozdziału.

Jubileuszowy koncert w Rzeszowie

30-lecie WaDaDy będzie można świętować 18 września 2026 roku w Klubie Pod Palmą w Rzeszowie. Początek koncertu zaplanowano na godz. 18.

Na scenie, obok WaDaDy, pojawi się Renata Przemyk – gość specjalny jubileuszowego wydarzenia.

Będzie to spotkanie trzech dekad historii zespołu, muzyki inspirowanej Afryką, Kubą i Brazylią oraz doświadczeń muzyków, którzy przez lata tworzyli własny, niepowtarzalny język.

Monika Wolańska, która pamięta czasy, gdy te rytmy dopiero przebijały się do polskiego undergroundu, dziś patrzy na tę historię z perspektywy osoby, która była jej częścią.

Jej wspomnienia pokazują, że WaDaDa przetrwała nie dlatego, że przez 30 lat grała dokładnie to samo.

Przetrwała dlatego, że nie przestała szukać, ale też nigdy nie zgubiła źródła, z którego wyrosła.

I wygląda na to, że ten rytm nadal ma w sobie wystarczająco dużo energii, by prowadzić WaDaDę przez kolejne 30 lat.


Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama