Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
piątek, 14 sierpnia 2026 17:45
RZESZÓW INFO
Reklama

Koszmar na wakacjach w Chorwacji. Wśród ewakuowanych radny z Rzeszowa

Podziel się
Oceń

Dramatyczne chwile przeżyli turyści wypoczywający w rejonie chorwackiego Omiša. W czwartkowy wieczór w miejscowości Lokva Rogoznica wybuchł gwałtowny pożar, który z powodu porywistego wiatru błyskawicznie rozprzestrzenił się w stronę miejskich zabudowań. Wśród osób zmuszonych do ucieczki przed żywiołem był rzeszowski radny Robert Walawender, który przebywał tam z żoną.
Koszmar na wakacjach w Chorwacji. Wśród ewakuowanych radny z Rzeszowa
Miejsce pożaru.

Źródło: X

Płomienie tuż przy zabudowaniach i nocna ewakuacja

Sytuacja w regionie robiła się z minuty na minutę coraz bardziej krytyczna. Nocą ogień podejście pod centrum Omiša zatrzymał w odległości zaledwie około 50 metrów. Strażacy w skrajnie trudnych warunkach polewali dachy budynków, by zapobiec ich zajęciu przez płomienie. Żywioł strawił między innymi potężne stalowe zabezpieczenia chroniące domy przed osuwającymi się skałami, a w wielu miejscach doszło do całkowitego zaniku zasilania.

W obliczu bezpośredniego zagrożenia życia służby podjęły decyzję o natychmiastowej ewakuacji mieszkańców oraz przebywających w kurortach turystów. Dla osób, które musiały opuścić apartamenty w Lokvie Rogoznicy, przygotowano schronienie w hali sportowej w Omišu. Łącznie z zagrożonych terenów ewakuowano ponad tysiąc osób. W obwodzie pozostawał również okręt marynarki wojennej. Według danych agencji Reuters poszkodowanych zostało 36 osób, z czego część trafiła do szpitala w Splicie.

"Nie pakujcie nic, po prostu uciekajcie"

Wśród Polaków, którzy przeżyli gwałtowną ucieczkę przed ognistą pułapką, znalazł się rzeszowski samorządowiec Robert Walawender wraz z małżonką. Jak relacjonowali w rozmowie z dziennikarką RMF FM, kluczowym momentem była nagła utrata prądu w całej miejscowości oraz telefoniczny alarm od bliskich, którzy znajdowali się bliżej źródła ognia.

My mieszkaliśmy tak jakby w piątej alejce, a część rodziny mieszkała w pierwszej alejce i tamta część rodziny, która mieszkała bliżej tego pożaru, do nas zadzwoniła i przekazała: „Nie pakujcie nic, po prostu uciekajcie”. I taką podjęliśmy decyzję. W ciągu jednej sekundy zaczęliśmy uciekać, pozostawiając wszystkie rzeczy w tych apartamentach. I tak naprawdę dotąd nie wiemy, czy one pozostały w całości, czy nie, bo nie mamy nawet żadnej informacji od właścicieli - relacjonował Witold Walawender w rozmowie reporterką RMF FM.

W ciągu kilku sekund podjęto decyzję o opuszczeniu kwatery i ucieczce tak, jak stali – bez zabierania bagaży czy dokumentów. Uciekający turyści znaleźli ostatecznie schronienie w centrum pomocy zorganizowanym w Splicie, nie mając pewności, czy ich opuszczone apartamenty przetrwały atak żywiołu. Rzecznik MSZ Maciej Wewiór poinformował, że nie ma doniesień o poszkodowanych obywatelach Polski.

Służby opanowały główny żywioł

Do walki z katastrofalnym pożarem skierowano potężne siły – w nocnej operacji uczestniczyło niemal 300 strażaków i prawie sto pojazdów. Poranek przyniósł upragnioną poprawę sytuacji. Główny front ognia w rejonie Omiša został powstrzymany, a w Lokvie Rogoznicy i Mimicach sytuacja została opanowana, choć nad okolicą wciąż unosiły się gęste kłęby dymu.

Sytuacja wymusiła również poważne zmiany w ruchu drogowym – zamknięty został kluczowy odcinek Jadranskiej magistrali, a ruch przekierowywano na autostradę A1. Do akcji gaśniczej włączono samoloty gaśnicze Canadair, które po opanowaniu sytuacji w Omišu zostały zadysponowane do wsparcia walki z ogniem na półwyspie Pelješac.

Próbowaliśmy się skontaktować z Witoldem Walawendrem - niestety bezskutecznie. 


Napisz komentarz

Komentarze

Reklama