Płomienie tuż przy zabudowaniach i nocna ewakuacja
Sytuacja w regionie robiła się z minuty na minutę coraz bardziej krytyczna. Nocą ogień podejście pod centrum Omiša zatrzymał w odległości zaledwie około 50 metrów. Strażacy w skrajnie trudnych warunkach polewali dachy budynków, by zapobiec ich zajęciu przez płomienie. Żywioł strawił między innymi potężne stalowe zabezpieczenia chroniące domy przed osuwającymi się skałami, a w wielu miejscach doszło do całkowitego zaniku zasilania.
W obliczu bezpośredniego zagrożenia życia służby podjęły decyzję o natychmiastowej ewakuacji mieszkańców oraz przebywających w kurortach turystów. Dla osób, które musiały opuścić apartamenty w Lokvie Rogoznicy, przygotowano schronienie w hali sportowej w Omišu. Łącznie z zagrożonych terenów ewakuowano ponad tysiąc osób. W obwodzie pozostawał również okręt marynarki wojennej. Według danych agencji Reuters poszkodowanych zostało 36 osób, z czego część trafiła do szpitala w Splicie.
"Nie pakujcie nic, po prostu uciekajcie"
Wśród Polaków, którzy przeżyli gwałtowną ucieczkę przed ognistą pułapką, znalazł się rzeszowski samorządowiec Robert Walawender wraz z małżonką. Jak relacjonowali w rozmowie z dziennikarką RMF FM, kluczowym momentem była nagła utrata prądu w całej miejscowości oraz telefoniczny alarm od bliskich, którzy znajdowali się bliżej źródła ognia.
My mieszkaliśmy tak jakby w piątej alejce, a część rodziny mieszkała w pierwszej alejce i tamta część rodziny, która mieszkała bliżej tego pożaru, do nas zadzwoniła i przekazała: „Nie pakujcie nic, po prostu uciekajcie”. I taką podjęliśmy decyzję. W ciągu jednej sekundy zaczęliśmy uciekać, pozostawiając wszystkie rzeczy w tych apartamentach. I tak naprawdę dotąd nie wiemy, czy one pozostały w całości, czy nie, bo nie mamy nawet żadnej informacji od właścicieli - relacjonował Witold Walawender w rozmowie reporterką RMF FM.
W ciągu kilku sekund podjęto decyzję o opuszczeniu kwatery i ucieczce tak, jak stali – bez zabierania bagaży czy dokumentów. Uciekający turyści znaleźli ostatecznie schronienie w centrum pomocy zorganizowanym w Splicie, nie mając pewności, czy ich opuszczone apartamenty przetrwały atak żywiołu. Rzecznik MSZ Maciej Wewiór poinformował, że nie ma doniesień o poszkodowanych obywatelach Polski.
Służby opanowały główny żywioł
Do walki z katastrofalnym pożarem skierowano potężne siły – w nocnej operacji uczestniczyło niemal 300 strażaków i prawie sto pojazdów. Poranek przyniósł upragnioną poprawę sytuacji. Główny front ognia w rejonie Omiša został powstrzymany, a w Lokvie Rogoznicy i Mimicach sytuacja została opanowana, choć nad okolicą wciąż unosiły się gęste kłęby dymu.
Sytuacja wymusiła również poważne zmiany w ruchu drogowym – zamknięty został kluczowy odcinek Jadranskiej magistrali, a ruch przekierowywano na autostradę A1. Do akcji gaśniczej włączono samoloty gaśnicze Canadair, które po opanowaniu sytuacji w Omišu zostały zadysponowane do wsparcia walki z ogniem na półwyspie Pelješac.
Próbowaliśmy się skontaktować z Witoldem Walawendrem - niestety bezskutecznie.

Napisz komentarz
Komentarze