Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
czwartek, 29 stycznia 2026 10:22
RZESZÓW INFO
Reklama

Jest raport, który ujawnia kulisy katastrofy śmigłowca pod Rzeszowem

Podziel się
Oceń

Minęły dokładnie dwa miesiące od dramatycznego wypadku w podkarpackim Cierpiszu, w którym życie straciło dwóch braci – znanych lokalnych przedsiębiorców. Opublikowany 28 stycznia wstępny raport Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych (PKBWL) rzuca nowe światło na przebieg zdarzenia. Okazuje się, że na pokładzie Robinsona R44 początkowo znajdowała się jeszcze jedna osoba.
Jest raport, który ujawnia kulisy katastrofy śmigłowca pod Rzeszowem
Miejsce katastrofy.

Źródło: PKBWL

Do tragedii doszło 29 listopada 2025 roku. Choć śledczy wciąż badają ostateczne przyczyny katastrofy, wstępny dokument pozwala odtworzyć ostatnie minuty lotu i wskazuje na drastyczne pogorszenie warunków pogodowych jako kluczowy czynnik.

Feralny lot i "szczęście" trzeciego pasażera

Z ustaleń komisji wynika, że maszyna wystartowała z Krosna o godzinie 14:10. Wówczas na pokładzie znajdowało się trzech mężczyzn: pilot oraz dwóch pasażerów. Lot przebiegał spokojnie przez zaledwie 12 minut. O godzinie 14:22 śmigłowiec wylądował w miejscowości Zagorzyce.

To właśnie tam rozegrała się scena, która zadecydowała o życiu jednego z uczestników podróży. Jeden z pasażerów wysiadł ze śmigłowca. Po krótkim postoju, bracia – będący właścicielami firmy SupFol – wzbili się w powietrze już tylko we dwóch, obierając kurs na Przeworsk. Nie wiedzieli, że lecą prosto w pułapkę atmosferyczną.

Mgła, która zabrała widoczność

Raport PKBWL szczegółowo opisuje warunki, z jakimi musiał zmierzyć się pilot. Pogoda nad południowo-wschodnią Polską załamywała się błyskawicznie.

  • Zachmurzenie stało się całkowite.
  • Podstawy chmur, początkowo znajdujące się na wysokości 300–600 metrów, gwałtownie opadły do poziomu zaledwie 50–100 metrów nad ziemią.
  • Widzialność pozioma skurczyła się z 5 kilometrów do 300 metrów, gdy maszynę otoczyła gęsta mgła.

W takich warunkach pilotowanie śmigłowca bez specjalistycznego oprzyrządowania i uprawnień do lotów według wskazań przyrządów (IFR) staje się śmiertelnie niebezpieczne.

Ostatnie minuty i cisza w eterze

Dramat rozegrał się krótko przed godziną 15:00. O 14:52 kontrolerzy z wieży w Jasionce próbowali wywołać pilota Robinsona R44. W eterze panowała cisza. Zaledwie kilka minut później do służb ratunkowych zaczęły spływać pierwsze sygnały o możliwym wypadku.

Śmigłowiec zboczył z kursu i zaczął tracić wysokość. Maszyna z impetem uderzyła w drzewa w lesie w miejscowości Cierpisz. Siła uderzenia była tak duża, że kadłub uległ dezintegracji.

„Podczas zderzenia z ziemią doszło do pęknięcia jednego ze zbiorników paliwa, w wyniku czego nastąpił pożar. Drugi zbiornik oddzielił się od kadłuba” – czytamy w raporcie.

Wrak znaleziono kilkaset metrów od drogi. Obaj bracia zginęli na miejscu. Sekcja zwłok potwierdziła, że przyczyną śmierci były wielonarządowe obrażenia, identyczne u obu ofiar.

Co dalej ze śledztwem?

Choć raport wstępny przybliża okoliczności zdarzenia, nie jest to jeszcze koniec pracy śledczych. Eksperci z PKBWL kontynuują analizę szczątków spalonego wraku. Pod lupą znajduje się nie tylko stan techniczny maszyny, ale także historia szkoleń i uprawnienia pilota. Kluczowe będzie ustalenie, czy decyzja o kontynuowaniu lotu w tak fatalnych warunkach była błędem pilotażu, czy też złożyły się na nią inne czynniki.


Napisz komentarz

Komentarze