Do tragedii doszło 29 listopada 2025 roku. Choć śledczy wciąż badają ostateczne przyczyny katastrofy, wstępny dokument pozwala odtworzyć ostatnie minuty lotu i wskazuje na drastyczne pogorszenie warunków pogodowych jako kluczowy czynnik.
Feralny lot i "szczęście" trzeciego pasażera
Z ustaleń komisji wynika, że maszyna wystartowała z Krosna o godzinie 14:10. Wówczas na pokładzie znajdowało się trzech mężczyzn: pilot oraz dwóch pasażerów. Lot przebiegał spokojnie przez zaledwie 12 minut. O godzinie 14:22 śmigłowiec wylądował w miejscowości Zagorzyce.
To właśnie tam rozegrała się scena, która zadecydowała o życiu jednego z uczestników podróży. Jeden z pasażerów wysiadł ze śmigłowca. Po krótkim postoju, bracia – będący właścicielami firmy SupFol – wzbili się w powietrze już tylko we dwóch, obierając kurs na Przeworsk. Nie wiedzieli, że lecą prosto w pułapkę atmosferyczną.
Mgła, która zabrała widoczność
Raport PKBWL szczegółowo opisuje warunki, z jakimi musiał zmierzyć się pilot. Pogoda nad południowo-wschodnią Polską załamywała się błyskawicznie.
- Zachmurzenie stało się całkowite.
- Podstawy chmur, początkowo znajdujące się na wysokości 300–600 metrów, gwałtownie opadły do poziomu zaledwie 50–100 metrów nad ziemią.
- Widzialność pozioma skurczyła się z 5 kilometrów do 300 metrów, gdy maszynę otoczyła gęsta mgła.
W takich warunkach pilotowanie śmigłowca bez specjalistycznego oprzyrządowania i uprawnień do lotów według wskazań przyrządów (IFR) staje się śmiertelnie niebezpieczne.
Ostatnie minuty i cisza w eterze
Dramat rozegrał się krótko przed godziną 15:00. O 14:52 kontrolerzy z wieży w Jasionce próbowali wywołać pilota Robinsona R44. W eterze panowała cisza. Zaledwie kilka minut później do służb ratunkowych zaczęły spływać pierwsze sygnały o możliwym wypadku.
Śmigłowiec zboczył z kursu i zaczął tracić wysokość. Maszyna z impetem uderzyła w drzewa w lesie w miejscowości Cierpisz. Siła uderzenia była tak duża, że kadłub uległ dezintegracji.
„Podczas zderzenia z ziemią doszło do pęknięcia jednego ze zbiorników paliwa, w wyniku czego nastąpił pożar. Drugi zbiornik oddzielił się od kadłuba” – czytamy w raporcie.
Wrak znaleziono kilkaset metrów od drogi. Obaj bracia zginęli na miejscu. Sekcja zwłok potwierdziła, że przyczyną śmierci były wielonarządowe obrażenia, identyczne u obu ofiar.
Co dalej ze śledztwem?
Choć raport wstępny przybliża okoliczności zdarzenia, nie jest to jeszcze koniec pracy śledczych. Eksperci z PKBWL kontynuują analizę szczątków spalonego wraku. Pod lupą znajduje się nie tylko stan techniczny maszyny, ale także historia szkoleń i uprawnienia pilota. Kluczowe będzie ustalenie, czy decyzja o kontynuowaniu lotu w tak fatalnych warunkach była błędem pilotażu, czy też złożyły się na nią inne czynniki.





Napisz komentarz
Komentarze