Skala zniszczeń przeraża, a w sercach muzealników i mieszkańców regionu pozostała głęboka wyrwa. Dramat jest tym większy, że dotknął miejsca symbolicznego dla całej kultury Podkarpacia.
WIĘCEJ:
"Tylko nie ten kościół". Słowa dyrektora łamią serce
Gdy nad sanockim skansenem pojawiła się łuna ognia, na miejsce natychmiast ruszyli ratownicy oraz kierownictwo placówki. Widok, jaki zastał dyrektor Muzeum Budownictwa Ludowego, rozdarł serca wszystkich obecnych na miejscu.
Dyrektor placówki, Marcin Krowiak, w rozmowie z tvn24.pl, nie krył ogromnego wzruszenia i łez. Jak sam przyznaje, widok trawionego przez żywioł kościoła był dla niego osobistym ciosem, ponieważ to właśnie w tej świątyni brał ślub. W rozmowie podkreślał, że choć to uczucie może wydawać się okrutne, w pierwszej chwili pomyślał tylko o tym, by ogień oszczędził ten konkretny budynek. Był on bowiem nie tylko osobistym miejscem wspomnień, ale przede wszystkim prawdziwą perłą i absolutną duma sanockiej kolekcji.
Niestety, żywioł okazał się bezwzględny. Ogień błyskawicznie opanował drewnianą konstrukcję, nie dając szans na uratowanie wnętrza.
Bezpowrotnie utracone dziedzictwo i symboliczny krzyż
Świątynia datowana na 1667 rok spłonęła niemal doszczętnie. Wraz z drewnianą substancją budynku w dymem poszło całe bogate wyposażenie wnętrza. Dziś wiemy już, że spłonęły unikalne, zabytkowe organy, kunsztownie rzeźbione ołtarze oraz niezwykle cenne dzieła sztuki sakralnej. Nie przetrwało również gontowe ogrodzenie, którym otoczony był obiekt – z kamienno-drewnianego muru ocalały jedynie elementy murowane.

W tym gigantycznym dramacie wydarzyło się jednak coś, co wprawiło w osłupienie nawet doświadczonych muzealników i strażaków. Przed wejściem do świątyni, po jej prawej stronie, wciąż stoi drewniany krzyż. Obiekt wyszedł z pożaru niemal bez szwanku.
Dyrektor Krowiak nie kryje zdumienia tym faktem. Jak wspomina, cytowany przez tvn24.pl, temperatura w szczytowym momencie pożaru była tak ekstremalna, że nie dało się podejść do budynku na odległość mniejszą niż kilkanaście metrów. Żar był na tyle potężny, że poważnie uszkodził korony okolicznych drzew i spalił ich liście. Dlaczego stojący tuż obok drewniany krzyż nie zajął się ogniem? To zagadka, na którą trudno znaleźć jednoznaczne wytłumaczenie.
Straty w zabudowie gospodarczej i akcja ratunkowa
Kościół św. Mikołaja nie był jedyną ofiarą nocnego żywiołu. Płomienie przeniosły się również na sąsiednie obiekty usytuowane w tej części ekspozycji. Completely spłonęła stojąca nieopodal drewniana stodoła. Poważnym uszkodzeniom uległa także XIX-wieczna chałupa z Niebocka.
W przypadku chałupy spłonął cały dach oraz jedna ze ścian zewnętrznych. W tym miejscu strażakom udało się jednak przeprowadzić sprawną akcję gaśniczą i zabezpieczającą, dzięki czemu z wnętrza budynku zdołano uratować kilka cennych eksponatów. Na tle całokształtu strat jest to jednak zaledwie mały pociecha.
Biegli szukają przyczyn. Skansen pozostaje zamknięty
Obecnie cały teren objęty pożarem został ścisłe zabezpieczony przez policję. Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku decyzją dyrekcji zostało całkowicie zamknięte dla zwiedzających i turystów. Na ten moment nie wiadomo, jak długo potrwa przerwa w funkcjonowaniu placówki.
O godzinie 11 na miejscu tragedii rozpoczęły się szczegółowe oględziny z udziałem śledczych oraz biegłego z zakresu pożarnictwa. Ich kluczowym zadaniem będzie dokładne ustalenie źródła oraz bezpośredniej przyczyny wybuchu ognia.
Warto przypomnieć, że sanocki skansen, założony w 1958 roku, jest jednym z największych i najpiękniejszych muzeów na wolnym powietrzu w Europie. Na powierzchni kilkudziesięciu hektarów zgromadzono ponad 150 obiektów prezentujących dawną kulturę Bojków, Łemków, Pogórzan i Dolinian. To miejsce co roku przyciągało dziesiątki tysięcy turystów z Polski i całego świata, zachwycając m.in. odtworzonym rynkiem galicyjskiego miasteczka.
Mroczne echo wydarzeń sprzed lat
Tragiczny nocny pożar wywołał wśród pracowników muzeum i lokalnej społeczności bolesne wspomnienia. To bowiem drugi tak duży i katastrofalny w skutkach pożar w historii sanockiej placówki.
Do pierwszego wielkiego dramatu doszło tu w 1994 roku. Wówczas, w ciągu zaledwie kilkunastu minut, szalejący żywioł strawił aż 15 zabytkowych obiektów. Wraz z nimi bezpowrotnie zniszczonych zostało 1324 unikalnych eksponatów o nieocenionej wartości historycznej. Tamtejsze śledztwo wykazało, że najbardziej prawdopodobną przyczyną tragedii było celowe podpalenie. Czy i tym razem mieliśmy do czynienia z ludzką głupotą lub celowym działaniem, czy też zawiniła siła wyższa? Na te pytania odpowie trwające śledztwo.

Napisz komentarz
Komentarze