Festiwal od lat reklamowany jest jako „miejsce dialogu kultur”. Ale po czterech latach wojny w Ukrainie pytanie brzmi już inaczej niż kiedyś: czy Rzeszów naprawdę stał się miastem pogranicza kulturowego? I czy mieszkańcy nadal czują wyjątkowość tego wydarzenia?
„Kiedyś to był egzotyczny festiwal. Dziś to codzienność”
Na Podkarpaciu język ukraiński nikogo już nie dziwi. Słychać go w autobusie, galerii handlowej, na uczelni i w restauracjach. Dla wielu mieszkańców obecność ludzi zza wschodniej granicy przestała być czymś niezwykłym.
– Mam wrażenie, że kilka lat temu Europejski Stadion Kultury robił większe wrażenie. Był czymś nowym, trochę egzotycznym. Teraz Ukraińcy są częścią miasta i to już po prostu codzienność – mówi 24-letnia studentka Uniwersytetu Rzeszowskiego.
Podobnie uważa Artem, student informatyki z Iwano-Frankiwska, który mieszka w Rzeszowie od 2022 roku.
– Na początku wojny ludzie byli bardzo otwarci i ciekawi Ukrainy. Dziś emocje są spokojniejsze, ale mam wrażenie, że relacje są bardziej normalne i prawdziwe. Nie czuję się już „gościem, uchodźcą wojennym”, tylko mieszkańcem miasta. Choć bywa tak, że można odczuc pewnego rodzaju napięcie – mówi.
Festiwal, który zmieniła wojna?
Europejski Stadion Kultury od początku miał łączyć artystów z Polski i krajów Partnerstwa Wschodniego. W poprzednich latach był przede wszystkim projektem artystycznym i muzycznym. Po rosyjskiej agresji na Ukrainę zyskał jednak dodatkowy wymiar.
W 2022 roku podczas koncertu głównego wykonano „Gitarowy Hymn dla Ukrainy”, a wydarzenie stało się symbolem solidarności z walczącym krajem. Dziś organizatorzy nadal podkreślają ideę dialogu kultur, ale sam kontekst jest już zupełnie inny. Rzeszów stał się jednym z głównych miast pomocy humanitarnej i logistycznym zapleczem dla Ukrainy.
– Wcześniej „Wschód Kultury” był bardziej hasłem promocyjnym. Wojna sprawiła, że nagle to wszystko stało się realne – mówi jeden z uczestników poprzednich edycji festiwalu. – Ludzie zaczęli inaczej słuchać ukraińskich artystów i inaczej rozumieć ideę pogranicza.
Miasto pogranicza czy miasto tranzytowe?
Wielu młodych Ukraińców przyznaje jednak, że mimo codziennej obecności w Rzeszowie nadal istnieją dwie równoległe rzeczywistości.
– Polacy i Ukraińcy często żyją obok siebie, ale nie zawsze razem – mówi 21-letnia studentka ekonomii z Kijowa. – Na uczelni jest dobrze, ale poza tym każdy ma swoje środowisko.
Podobne obserwacje mają również polscy studenci.
– Rzeszów zrobił się bardziej międzynarodowy niż kiedyś, ale nie wiem, czy naprawdę wielokulturowy. Nadal brakuje miejsc i wydarzeń, które faktycznie integrują ludzi. My się trochę boimy ich lub oni nas? – mówi student Politechniki Rzeszowskiej.
I właśnie tutaj Europejski Stadion Kultury może nadal mieć znaczenie. Nie jako kolejny letni festiwal, ale jako jedno z niewielu wydarzeń, które próbują stworzyć wspólną przestrzeń dla mieszkańców miasta i ludzi, którzy przyjechali tutaj z różnych stron Europy Wschodniej.
Pogranicze nowej generacji
Tegoroczna edycja odbywa się pod hasłem „INNOVATION”. Organizatorzy zapowiadają koncerty, sztuki wizualne, performansy i projekty wykorzystujące nowe technologie. Jednak być może najciekawsze w tym festiwalu od dawna dzieje się poza sceną.
W kolejkach po kawę, w rozmowach studentów, w mieszanych grupach znajomych spacerujących wieczorem po bulwarach.
Bo dziś pytanie nie brzmi już, czy kultura Wschodu przyjeżdża do Rzeszowa. Bardziej aktualne wydaje się inne: czy Rzeszów sam staje się nowym miastem pogranicza?
Europejski Stadion Kultury odbędzie się w dniach 25–28 czerwca w różnych przestrzeniach miasta. Wstęp na wydarzenia jest bezpłatny.

Napisz komentarz
Komentarze