Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
niedziela, 18 stycznia 2026 18:58
RZESZÓW INFO
Reklama

Grał z największymi, wierzył w najmłodszych. Michał Urbaniak we wspomnieniach rzeszowskich muzyków

Podziel się
Oceń

Są artyści, których obecność uskrzydla i inspiruje. Michał Urbaniak należał do tej rzadkiej grupy ludzi, którzy swoją postawą potrafili przesuwać granice między gatunkami, pokoleniami, środowiskami. Między tym, co „wielkie” i światowe, a tym, co lokalne, młode, dopiero szukające własnego głosu. Dla rzeszowskiej sceny muzycznej jego obecność była czymś znacznie więcej niż wizytą legendy – była potwierdzeniem tego, że muzyka naprawdę nie powinna być szufladkowana. Artysta odszedł 20 grudnia 2025 roku.
Grał z największymi, wierzył w najmłodszych. Michał Urbaniak we wspomnieniach rzeszowskich muzyków
Bartłomiej "Eskaubei" Skubisz i Michał Urbaniak

Autor: Beata Czyżewska/Art Celebration

Spotkanie z legendą, która nie dzieli

Aga Walczak wspomina Michała Urbaniaka przede wszystkim jako człowieka o „pięknej i pogodnej duszy”, pełnego pokory wobec muzyki i ludzi. Wspólny występ był dla niej doświadczeniem niemal inicjacyjnym – momentem, w którym tremę przed dzieleniem sceny z legendą zastąpiło poczucie akceptacji i zaufania. Wybór utworu „Kredki”, spojrzenie Urbaniaka podczas próby, uśmiech i ciche uznanie – to były gesty drobne, ale niosące ogromną wagę.

- Wiedziałam, że na koncercie pójdzie mi już tylko lepiej – wspomina Aga.

W tym jednym zdaniu zawiera się istota relacji, jakie Urbaniak budował z muzykami: nie dominował, nie oceniał z pozycji mistrza, lecz dodawał odwagi. Dla artystów występujących tamtego dnia – obok takich postaci jak Bernard Maseli, Numer Raz czy Eskaubei – był to moment poczucia wspólnoty i sensu wieloletniej drogi artystycznej.

Urbaniak i hip-hop – lekcja otwartości

Bartłomiej „Eskaubei” Skubisz podkreśla, że jego osobiste spotkanie z twórczością Michała Urbaniaka było jednocześnie odkryciem nowego myślenia o muzyce. Lektura książki „Ja, Urbanator. Awantury muzyka jazzowego” uświadomiła mu, jak ważną rolę Urbaniak odegrał w legitymizowaniu hip-hopu jako pełnoprawnego języka artystycznego.

W czasach, gdy w Polsce rap dopiero raczkował, Urbaniak już wcześniej – nagrywając projekty Urbanator w Stanach Zjednoczonych – pokazywał, że hip-hop i jazz mogą współistnieć bez kompleksów. Nie jako eksperyment czy ciekawostka, lecz jako partnerski dialog. Dla młodych raperów i producentów było to jasne przesłanie: „macie prawo tu być”.

- Michał legitymizował byt hip-hopowców w świecie muzycznym. Sprawiał, że hip-hop nie był subkulturą dla jednego typu odbiorcy, tylko częścią wspólnego świata muzyki – mówi Eskaubei.

Dla artysty wywodzącego się z hip-hopu było to doświadczenie formacyjne. Urbaniak nie traktował młodych twórców jak socjologicznej ciekawostki, lecz jak partnerów. To zmieniało perspektywę – nie tylko w postrzeganiu muzyki, ale też samego siebie.

Eskaubei wspomina moment, w którym, wysłał do Urbaniaka nagranie swojego DJ-skiego hołdu. Odpowiedź, jaką otrzymał od Michała i Doroty była ciepła i zachęcająca. Tak zaczęła się relacja, która z czasem przerodziła się we wspólne występy i przyjaźń.

Rzeszów, Krosno i scena bez kompleksów

Szczególne znaczenie miała obecność Michała Urbaniaka na Podkarpaciu. Jego przyjazdy do Rzeszowa, Krosna czy udział w festiwalach takich jak Young Arts Festival miały wymiar symboliczny: światowa legenda nie bała się „prowincji”, bo dla niej taka kategoria po prostu nie istniała.

Jak opowiada Bartłomiej, jedną z największych muzycznych przygód była niespodziewana propozycja, jaką otrzymał od Michała Urbaniaka podczas Young Arts Festival w Krośnie w 2019 roku. Skubisz występował wtedy z Eskaubei & Tomek Nowak Quartet, a dwa dni później zaplanowany był spektakularny koncert Michała Urbaniaka „Urb Symphony” z udziałem orkiestry symfonicznej Filharmonii Lwowskiej pod batutą Marka Mosia. Choć w historii tego projektu często pojawiali się raperzy, tym razem żaden nie był anonsowany.

Los jednak napisał inny scenariusz. Jak wspomina Bartłomiej, po przelotnym spotkaniu z Urbaniakiem na festiwalu, następnego dnia wydarzyło się coś zupełnie nieoczekiwanego.

- Pamiętam, że budzi mnie telefon, patrzę – dzwoni Michał Urbaniak. Odbieram, a on do mnie taki zdecydowany: ‘No i co, będziesz?’. Chwilę później okazało się, że Urbaniak zaprasza go do udziału w niedzielnym koncercie „Urb Symphony”.

Decyzja była natychmiastowa. „Nie zastanawiając się w ogóle, mówię: "Oczywiście Michał, będę” – relacjonuje Eskaubei. Kilka godzin później był już na próbie w Krośnie, gdzie ustalono jego udział w dwóch utworach. Wszystko działo się błyskawicznie – od logistycznych akrobacji między Krakowem a Krosnem, po ekspresowe dopasowywanie tekstów do symfonicznych aranżacji.

Sam koncert do dziś pozostaje dla Skubisza przeżyciem granicznym.

- Byłem bardzo, bardzo zdenerwowany, bo wychodziłem na te ostatnie utwory, a wcześniej było dosłownie po jednym przegraniu każdego numeru – przyznaje. Moment próby i przywitanie przez Maestro Marka Mosia oraz orkiestrę zapamiętał szczególnie mocno: „Poczułem się jak solista Konkursu Chopinowskiego" - żartuje. 

Wsparcie Michała Urbaniaka, Marcina Pospieszalskiego, a później wspólna kolacja po koncercie sprawiły, że to wydarzenie zapisało się w jego pamięci jako coś absolutnie wyjątkowego.

Fot. Beata Czyżewska/Art Celebration

- To było naprawdę niezapomniane, niesamowite przeżycie – największe do tej pory, jeżeli chodzi o moje muzyczne życie – podsumowuje Bartłomiej Skubisz.

Dziedzictwo, które krąży dalej

Michał Urbaniak pozostawił po sobie ogromny dorobek: dziesiątki albumów, międzynarodowe sukcesy, współpracę z największymi nazwiskami jazzu, książki, muzykę filmową. Ale dla rzeszowskiej sceny – i szerzej, dla młodych muzyków w całej Polsce – równie ważne jest to, co niematerialne.

Pozostawił energię. Przekonanie, że nie ma „małych” i „wielkich” miejsc, że nie ma muzyki lepszej i gorszej z definicji. Że liczy się pasja, uczciwość i otwartość na drugiego człowieka. Urbaniak potrafił przyjechać do Rzeszowa czy Krosna i zrobić z młodymi muzykami kawał wielkiej, prawdziwej muzyki – bez dystansu, bez protekcjonalności.

To właśnie dlatego jego obecność była tak ważna. I dlatego pamięć o nim powinna trwać nie tylko w archiwach i dyskografiach, ale w kolejnych koncertach, spotkaniach i odważnych muzycznych wyborach. Bo jeśli czegoś Michał Urbaniak uczył konsekwentnie, to tego, że muzyka – gdy jest szczera – naprawdę nie ma żadnych granic.

Ostatni Art Celebration – mistrz w centrum

Szczególne miejsce w pamięci artystów zajmuje ostatni koncert Michała Urbaniaka podczas Art Celebration w ramach Europejskiego Stadionu Kultury / Wschodu Kultury. Występ odbywał się w fosie Zamku Lubomirskich, w atmosferze letniego, niedzielnego spotkania – ludzie siedzieli na kocach, z dziećmi, w piknikowym nastroju.

- Występ w takim gronie muzyków jak Bernard Maseli, Numer Raz, Eskaubei czy sam Michał Urbaniak i wszyscy którzy w ten dzień występowali, to dla mnie jak nagroda i poczucie że ta droga muzyczna, którą idę konsekwentnie przez wiele lat jest coraz piękniejsza. Czuję się doceniona i wdzięczna za to doświadczenie muzyczne. Za ten dzień – wspomina Aga Walczak.

Gdy zaczęło się ściemniać, koncert nabierał coraz większej mocy. Michał Urbaniak – zmęczony, po przejściach zdrowotnych – wszedł na scenę dopiero na trzy ostatnie utwory. W tym momencie wydarzyło się coś, czego nikt nie reżyserował: publiczność spontanicznie wstała i podeszła pod scenę, a muzycy skupili się wokół Michała, jakby chcieli oddać mu całą swoją energię.

Fot. Beata Czyżewska/Art Celebration

- To był wyjątkowy koncert, wielu z Nas na scenie i myślę, że publiczność również miało ciarki kiedy Michał wszedł na scenę i zaczął grać. Czuliśmy, że dzieje się coś ważnego. A my właśnie bierzemy w tym udział – dodaje wokalistka.

Eskaubei porównuje ten obraz do relacji mistrz–uczeń: jak stary mistrz Splinter i Żółwie Ninja, które kiedyś prowadził, a dziś otaczają go opieką. To była chwila niezwykle symboliczna – pełna czułości, szacunku i wspólnoty.

- Michał Urbaniak wychodził na trzy ostatnie utwory. I pamiętam dokładnie ten moment, kiedy on wszedł na scenę, bo w tym momencie myśmy wszyscy na scenie odwrócili się w jego stronę, skupiając całą naszą energię na nim i witając go. Kiedy zajął swoje miejsce, w tym samym momencie cała publiczność, zupełnie przez nikogo nie nakłaniana, wstała i podeszła pod scenę! - opowiada Skubisz.

- Myśmy się skupili wokół Michała. Między nami jest wielki mistrz – wiedzieliśmy, że był zmęczony – a my wszyscy otaczamy go naszą energią i obecnością. Po prostu sobą. I to było wspaniałe, to było przepiękne! Nie zapomnę tego nigdy! - dodaje.

Michał Urbaniak był gościem koncertu podczas Art Celebration trzykrotnie... Dziś już wiemy, że czerwcowy występ był Jego swoistym pożegnaniem.

Wsparcie, które zmienia losy

Michał Urbaniak słynął z tego, że wspierał młodych artystów nie tylko na scenie, ale i poza nią. Przykładem jest historia Jasia Piwowarczyka, który na Art Celebration śpiewał chórki, a kilka miesięcy później wygrał program The Voice of Poland.

Urbaniak, zachwycony jego talentem, wysyłał dziesiątki, a nawet setki wiadomości do znajomych i współpracowników, prosząc: „Głosujcie na Jasia”. Ten gest – szczery, bezinteresowny – pokazuje, jak bardzo zależało mu na ludziach.

Jasiu Piwowarczyk zaśpiewał później na pogrzebie Michała Urbaniaka.

Pożegnanie mistrza

Ostatnie pożegnanie Michała Urbaniaka było czasem, w którym spotkały się różne pokolenia i środowiska muzyczne. Obok uznanych mistrzów byli młodzi wokaliści, instrumentaliści i raperzy – wszyscy ci, których Michał wspierał, inspirował i zapraszał do wspólnej drogi.

Na trzy tygodnie przed śmiercią Michał Urbaniak pojawił się w Warszawie na koncercie Eskaubei i Tomek Nowak Quartet w klubie Jassmine. Był bardzo zmęczony i wyraźnie osłabiony, a mimo to przyszedł – wcześniej nagrał wideo zapowiedź, zachęcając ludzi do udziału w wydarzeniu. Dla Bartłomieja „Eskaubei” Skubisza był to gest absolutnie wyjątkowy. Jak sam podkreśla: „nieraz zapraszasz kogoś dziesięć razy, ktoś jest zdrowy, ma więcej czasu i tak nie przyjdzie na ten koncert. Michał przyszedł”.

Urbaniak nie tylko był obecny na koncercie, ale też znalazł czas na rozmowę, wsparcie i dobre słowo. Po występie podzielił się swoimi uwagami i radami, a atmosfera spotkania na długo zapadła w pamięć muzyków.

- Pamiętam, jak się cieszyłem, że jest – wspomina Eskaubei, dodając, że towarzyszyło temu poczucie, iż dzieje się coś ważnego i symbolicznego. Zrobili sobie wspólne zdjęcie, a ich ostatnie pożegnanie miało miejsce w windzie prowadzącej do klubu.

- Moje ostatnie spotkanie z Michałem było dla mnie czymś absolutnie wyjątkowym. Będę mu zwyczajnie za to wdzięczny. Dzisiaj szczególnie to do mnie dociera – mówi Skubisz.

22 stycznia odbędzie się koncert, który pierwotnie miał być urodzinowym prezentem dla Michała Urbaniaka. Niestety, zamiast świętowania, wydarzenie stanie się koncertem wspomnieniowym. Będzie to wieczór pamięci o artyście, jego muzyce i idei, którą niósł przez całe życie. Jak zapowiada Eskaubei, chce: „Żeby Michał Urbaniak był pamiętany, a jego twórczość była słuchana i grana przez kolejne pokolenia”. Dzięki temu muzyka i duch Michała Urbaniaka mają żyć dalej.

- Podczas Art Celebration, Michał poznał Zuzę Baum, która była potem bardzo blisko z Michałem i z Dorotą, pomagała w codziennych sprawach. Również zaśpiewała na pogrzebie Michała Urbaniaka – wspomina Bartłomiej.

Dziedzictwo, które zobowiązuje

Michał Urbaniak osiągnął międzynarodowy sukces, jakiego nie osiągnął żaden inny polski muzyk jazzowy: współpracował z Milesem Davisem, Herbiem Hancockiem, Quincy Jonesem, nagrywał płyty obecne na światowych listach przebojów, stworzył międzynarodowy hit „Papaya” z Urszulą Dudziak.

- Michał zostawił po sobie wszystko, co mógł zostawić jeżeli chodzi o dorobek muzyczny. Zostawił też energię, która teraz krąży w nas wszystkich, we wszystkich dzieciach Father Urbzza, jak ja to mówię – żartuje Skubisz. 

Takich swoich „muzycznych dzieci” Michał ma wiele, młodzi muzycy zawsze go inspirowali, nakręcali, zawsze chciał być blisko – wspomina raper.

Fot. Beata czyżewska/Art Celebration

Ale jego największym dziedzictwem pozostaje postawa. Bezinteresowność. Otwartość. Wiara w młodych ludzi. Przekonanie, że muzyka nie powinna znać granic, murów ani podziałów na „prowincjonalnych” i „wielkich”.

- Warto pamiętać, że to człowiek, który kochał swoje życie, kochał muzykę i ludzi. Rozpalał ogień pasji w muzykach, pokazywał, że można wszystko, jeśli naprawdę chcesz – zauważa Aga Walczak.

- Wielka postać, która w pełni zasłużyła sobie na tak wielkie uznanie nie tylko jako światowej rangi muzyk, ale również, jako wspaniały człowiek – dodaje.


Napisz komentarz

Komentarze