Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
piątek, 18 września 2026 09:49
RZESZÓW INFO
Reklama

Alert RCB w Rzeszowie wywołał burzę. Fijołek odpowiada mieszkańcom: „Nie będę go bagatelizował”

Podziel się
Oceń

Czwartkowy alert Rządowego Centrum Bezpieczeństwa dotyczący zagrożenia atakiem z powietrza wywołał w Rzeszowie nie tylko reakcję służb i miejskich instytucji, ale także sporą dyskusję wśród mieszkańców. Część internautów zastanawiała się, dlaczego otrzymali tak stanowczy komunikat i gdzie dokładnie znajdowało się zagrożenie.
Alert RCB w Rzeszowie wywołał burzę. Fijołek odpowiada mieszkańcom: „Nie będę go bagatelizował”

Autor: Filip Łagowski/Rzeszów Info

W czwartek mieszkańcy Podkarpacia otrzymali najpierw informację o rosyjskim ataku powietrznym na Ukrainę i operowaniu polskiego lotnictwa. Następnie RCB wysłało komunikat: „Zagrożenie atakiem z powietrza. Znajdź bezpieczne miejsce. Stosuj się do poleceń służb. Oczekuj dalszych komunikatów”. Alert objął cały region, w tym Rzeszów. Kilkadziesiąt minut później zagrożenie zostało odwołane, a RCB poinformowało o braku zagrożenia na terenie Polski.

Fijołek: „To był sprawdzian w warunkach realnego zagrożenia”

Do sytuacji odniósł się prezydent Rzeszowa Konrad Fijołek. W swoim wpisie podkreślił, że dla miasta był to sprawdzian działania w sytuacji, która wymagała rzeczywistej reakcji.

- Dzisiejszy alert dotyczący zagrożenia z powietrza był dla całego Rzeszowa sprawdzianem w warunkach realnego zagrożenia – napisał.

Prezydent zwrócił uwagę, że w takich momentach kluczowe są – jego zdaniem – dwie rzeczy: zachowanie spokoju oraz stosowanie się do oficjalnych procedur bezpieczeństwa i komunikatów służb.

Fijołek podziękował również dyrektorom szkół, nauczycielom, pracownikom miejskich jednostek oraz urzędnikom za szybką reakcję i opiekę nad mieszkańcami oraz dziećmi.

- Dziękuję również Państwu za opanowanie. To właśnie spokój i dyscyplina pozwalają uniknąć niepotrzebnej paniki – podkreślił.

„Każde tego typu zdarzenie to także lekcja dla systemu”

Prezydent zapowiedział jednocześnie, że miasto będzie analizowało przebieg czwartkowych działań.

Jak zaznaczył, analiza ma objąć funkcjonowanie miejskich placówek i sposób reagowania na zagrożenie. Chodzi o to, by w przyszłości jeszcze lepiej dostosować lokalne działania do krajowych wytycznych.

- Każdego typu zdarzenie to także lekcja dla systemu – napisał Fijołek, zapowiadając bieżącą analizę działań podejmowanych we wszystkich miejskich placówkach.

Prezydent podkreślił, że celem ma być przede wszystkim usprawnienie lokalnej komunikacji oraz reagowania w sytuacjach kryzysowych.

Na koniec zaapelował do mieszkańców, aby w podobnych sytuacjach korzystali wyłącznie ze sprawdzonych informacji.

- Pamiętajmy, w sytuacjach kryzysowych opierajmy się wyłącznie na sprawdzonych, oficjalnych komunikatach – zaapelował.

Mieszkanka zapytała wprost: „Gdzie było to zagrożenie?”

Pod wpisem prezydenta szybko pojawiły się komentarze. Jedna z internautek zwróciła uwagę, że sam sposób sformułowania alertu mógł wywołać u mieszkańców strach.

Pytała, czy komunikat o „zagrożeniu z powietrza” i konieczności natychmiastowego znalezienia bezpiecznego miejsca nie sugerował, że niebezpieczeństwo znajduje się już bardzo blisko Rzeszowa.

- Chcielibyśmy dowiedzieć się, gdzie było to zagrożenie skoro przyszedł tego typu alert? Był dron nad Rzeszowem? Albo nawet nad Polską? – pytała.

To właśnie na ten komentarz prezydent zdecydował się odpowiedzieć szerzej.

Fijołek: „Trzeba wyraźnie rozdzielić kompetencje miasta od kompetencji służb państwowych”

Prezydent zaczął od przyznania, że mieszkańcy mają prawo oczekiwać konkretnych informacji.

- Rozumiem te pytania, bo po takim komunikacie mieszkańcy mają prawo oczekiwać możliwie konkretnych informacji – odpowiedział.

Jednocześnie wyjaśnił, że Rzeszów nie jest instytucją, która decyduje o wysłaniu Alertu RCB.

Jak zaznaczył, miasto nie podejmuje decyzji o wysłaniu alertu, nie ustala jego treści ani obszaru, na który zostanie on wysłany.

Za te działania odpowiada Rządowe Centrum Bezpieczeństwa, które otrzymuje informacje między innymi od właściwych służb i instytucji państwowych.

- Trzeba jednak wyraźnie rozdzielić kompetencje miasta od kompetencji służb państwowych – podkreślił Fijołek.

„Jako samorząd nie mamy pełnej wiedzy operacyjnej”

To właśnie brak dostępu miasta do informacji operacyjnych jest – według prezydenta – powodem, dla którego nie może on odpowiedzieć mieszkańcom na wszystkie pytania dotyczące konkretnego zagrożenia.

Fijołek wymienił kilka kwestii, których miasto nie jest w stanie samodzielnie rozstrzygnąć. Chodzi m.in. o to, gdzie dokładnie znajdowało się zagrożenie, jaki miało charakter, jak blisko znajdowało się polskiej granicy oraz na podstawie jakich danych podjęto decyzję o takim poziomie ostrzeżenia.

- Jako samorząd nie mamy pełnej wiedzy operacyjnej pozwalającej udzielić odpowiedzi – zaznaczył.

Jak dodał, takimi informacjami dysponują przede wszystkim RCB, wojsko oraz właściwe służby państwowe.

Pojawiły się jednak również zdecydowanie bardziej krytyczne głosy. Niektórzy komentujący zarzucali władzom wywoływanie strachu i określali działania związane z alarmem jako „tresurę” społeczeństwa. Część internautów pytała także, gdzie mieszkańcy mieliby się schronić w przypadku rzeczywistego zagrożenia i czy Rzeszów dysponuje wystarczającą liczbą miejsc schronienia.

„Nie gapić się w okno i nie robić selfie z dronem”

W dyskusji pojawiły się też bardziej praktyczne komentarze. Jeden z internautów przypomniał, że w przypadku zagrożenia należy unikać okien i szukać miejsca możliwie dobrze osłoniętego. Nawiązał również do dawnego szkolnego przysposobienia obronnego, żartując, że najważniejsze jest, by „nie robić sobie selfie z lecącym dronem w tle”.

Inna komentująca wskazywała natomiast, że informacje o miejscach schronienia można sprawdzić wcześniej, zamiast czekać na sytuację kryzysową.

Dron eksplodował kilka kilometrów od polskiej granicy

Wątpliwości dotyczące tego, czy zagrożenie było realne, warto zestawić z informacjami przekazanymi przez wojsko. Według rzecznika Dowództwa Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych około 4 km od polskiej granicy doszło do eksplozji drona. Jednocześnie nie odnotowano naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej.

W związku z sytuacją polskie i sojusznicze lotnictwo zostało poderwane, a czasowo wstrzymano również operacje na lotniskach w Rzeszowie i Lublinie.


Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama