W czwartek mieszkańcy Podkarpacia otrzymali najpierw informację o rosyjskim ataku powietrznym na Ukrainę i operowaniu polskiego lotnictwa. Następnie RCB wysłało komunikat: „Zagrożenie atakiem z powietrza. Znajdź bezpieczne miejsce. Stosuj się do poleceń służb. Oczekuj dalszych komunikatów”. Alert objął cały region, w tym Rzeszów. Kilkadziesiąt minut później zagrożenie zostało odwołane, a RCB poinformowało o braku zagrożenia na terenie Polski.
Fijołek: „To był sprawdzian w warunkach realnego zagrożenia”
Do sytuacji odniósł się prezydent Rzeszowa Konrad Fijołek. W swoim wpisie podkreślił, że dla miasta był to sprawdzian działania w sytuacji, która wymagała rzeczywistej reakcji.
- Dzisiejszy alert dotyczący zagrożenia z powietrza był dla całego Rzeszowa sprawdzianem w warunkach realnego zagrożenia – napisał.
Prezydent zwrócił uwagę, że w takich momentach kluczowe są – jego zdaniem – dwie rzeczy: zachowanie spokoju oraz stosowanie się do oficjalnych procedur bezpieczeństwa i komunikatów służb.
Fijołek podziękował również dyrektorom szkół, nauczycielom, pracownikom miejskich jednostek oraz urzędnikom za szybką reakcję i opiekę nad mieszkańcami oraz dziećmi.
- Dziękuję również Państwu za opanowanie. To właśnie spokój i dyscyplina pozwalają uniknąć niepotrzebnej paniki – podkreślił.
„Każde tego typu zdarzenie to także lekcja dla systemu”
Prezydent zapowiedział jednocześnie, że miasto będzie analizowało przebieg czwartkowych działań.
Jak zaznaczył, analiza ma objąć funkcjonowanie miejskich placówek i sposób reagowania na zagrożenie. Chodzi o to, by w przyszłości jeszcze lepiej dostosować lokalne działania do krajowych wytycznych.
- Każdego typu zdarzenie to także lekcja dla systemu – napisał Fijołek, zapowiadając bieżącą analizę działań podejmowanych we wszystkich miejskich placówkach.
Prezydent podkreślił, że celem ma być przede wszystkim usprawnienie lokalnej komunikacji oraz reagowania w sytuacjach kryzysowych.
Na koniec zaapelował do mieszkańców, aby w podobnych sytuacjach korzystali wyłącznie ze sprawdzonych informacji.
- Pamiętajmy, w sytuacjach kryzysowych opierajmy się wyłącznie na sprawdzonych, oficjalnych komunikatach – zaapelował.
Mieszkanka zapytała wprost: „Gdzie było to zagrożenie?”
Pod wpisem prezydenta szybko pojawiły się komentarze. Jedna z internautek zwróciła uwagę, że sam sposób sformułowania alertu mógł wywołać u mieszkańców strach.
Pytała, czy komunikat o „zagrożeniu z powietrza” i konieczności natychmiastowego znalezienia bezpiecznego miejsca nie sugerował, że niebezpieczeństwo znajduje się już bardzo blisko Rzeszowa.
- Chcielibyśmy dowiedzieć się, gdzie było to zagrożenie skoro przyszedł tego typu alert? Był dron nad Rzeszowem? Albo nawet nad Polską? – pytała.
To właśnie na ten komentarz prezydent zdecydował się odpowiedzieć szerzej.
Fijołek: „Trzeba wyraźnie rozdzielić kompetencje miasta od kompetencji służb państwowych”
Prezydent zaczął od przyznania, że mieszkańcy mają prawo oczekiwać konkretnych informacji.
- Rozumiem te pytania, bo po takim komunikacie mieszkańcy mają prawo oczekiwać możliwie konkretnych informacji – odpowiedział.
Jednocześnie wyjaśnił, że Rzeszów nie jest instytucją, która decyduje o wysłaniu Alertu RCB.
Jak zaznaczył, miasto nie podejmuje decyzji o wysłaniu alertu, nie ustala jego treści ani obszaru, na który zostanie on wysłany.
Za te działania odpowiada Rządowe Centrum Bezpieczeństwa, które otrzymuje informacje między innymi od właściwych służb i instytucji państwowych.
- Trzeba jednak wyraźnie rozdzielić kompetencje miasta od kompetencji służb państwowych – podkreślił Fijołek.
„Jako samorząd nie mamy pełnej wiedzy operacyjnej”
To właśnie brak dostępu miasta do informacji operacyjnych jest – według prezydenta – powodem, dla którego nie może on odpowiedzieć mieszkańcom na wszystkie pytania dotyczące konkretnego zagrożenia.
Fijołek wymienił kilka kwestii, których miasto nie jest w stanie samodzielnie rozstrzygnąć. Chodzi m.in. o to, gdzie dokładnie znajdowało się zagrożenie, jaki miało charakter, jak blisko znajdowało się polskiej granicy oraz na podstawie jakich danych podjęto decyzję o takim poziomie ostrzeżenia.
- Jako samorząd nie mamy pełnej wiedzy operacyjnej pozwalającej udzielić odpowiedzi – zaznaczył.
Jak dodał, takimi informacjami dysponują przede wszystkim RCB, wojsko oraz właściwe służby państwowe.
Pojawiły się jednak również zdecydowanie bardziej krytyczne głosy. Niektórzy komentujący zarzucali władzom wywoływanie strachu i określali działania związane z alarmem jako „tresurę” społeczeństwa. Część internautów pytała także, gdzie mieszkańcy mieliby się schronić w przypadku rzeczywistego zagrożenia i czy Rzeszów dysponuje wystarczającą liczbą miejsc schronienia.
„Nie gapić się w okno i nie robić selfie z dronem”
W dyskusji pojawiły się też bardziej praktyczne komentarze. Jeden z internautów przypomniał, że w przypadku zagrożenia należy unikać okien i szukać miejsca możliwie dobrze osłoniętego. Nawiązał również do dawnego szkolnego przysposobienia obronnego, żartując, że najważniejsze jest, by „nie robić sobie selfie z lecącym dronem w tle”.
Inna komentująca wskazywała natomiast, że informacje o miejscach schronienia można sprawdzić wcześniej, zamiast czekać na sytuację kryzysową.
Dron eksplodował kilka kilometrów od polskiej granicy
Wątpliwości dotyczące tego, czy zagrożenie było realne, warto zestawić z informacjami przekazanymi przez wojsko. Według rzecznika Dowództwa Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych około 4 km od polskiej granicy doszło do eksplozji drona. Jednocześnie nie odnotowano naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej.
W związku z sytuacją polskie i sojusznicze lotnictwo zostało poderwane, a czasowo wstrzymano również operacje na lotniskach w Rzeszowie i Lublinie.

Napisz komentarz
Komentarze