Ignorowane wezwania i śledztwo w Rzeszowie
Prokuratura Regionalna w Rzeszowie od dłuższego czasu prowadzi postępowanie dotyczące kulis finansowania i organizacji kampanii „Sprawiedliwe Sądy”. W toku prowadzonego śledztwa śledczy uznali zeznania Beaty Szydło za kluczowe dla sprawy. Była premier ignorowała jednak kolejne wezwania kierowane przez rzeszowskich prokuratorów.
Brak reakcji ze strony kluczowego świadka oraz brak należytego usprawiedliwienia nieobecności zmuszały śledczych do przekładania zaplanowanych czynności. Wobec powtarzającej się absencji prokuratura postanowiła wyciągnąć konsekwencje procesowe, przesyłając mediom oficjalny komunikat w tej sprawie.
Maksymalna sankcja za niestawiennictwo
Decyzją prokuratora z dnia 29 lipca br. na Beatę Szydło nałożona została kara pieniężna w wysokości 3000 złotych. To najwyższa dopuszczalna prawem kwota, jaką organ procesowy może wymierzyć świadkowi za uchylanie się od złożenia zeznań bez podania ważnej przyczyny. Śledczy przypominają, że stawiennictwo na wezwanie prokuratury jest bezwzględnym obowiązkiem każdego obywatela, niezależnie od pełnionych obecnie czy w przeszłości funkcji państwowych.
Wymierzona grzywna ma charakter dyscyplinujący i ma na celu skłonienie byłej premier do wykonania obowiązku procesowego. Prokuratura zaznacza jednocześnie, że wydane postanowienie nie jest jeszcze prawomocne. Beacie Szydło przysługuje prawo do wniesienia zażalenia do sądu, który ostatecznie rozstrzygnie o zasadności nałożonej kary.
Kampania „Sprawiedliwe Sądy”. Wielkie pieniądze, uderzenie w sędziów
Kampania „Sprawiedliwe Sądy” wystartowała w momencie, gdy rząd Prawa i Sprawiedliwości forsował kontrowersyjne ustawy zmieniające funkcjonowanie Sądu Najwyższego, Krajowej Rady Sądownictwa oraz sądów powszechnych. Pomysłodawcą i wykonawcą akcji była Polska Fundacja Narodowa (PFN) – podmiot powołany niedługo wcześniej przez 17 państwowych gigantów energetycznych i paliwowych.
Oficjalnym celem akcji miało być przybliżenie obywatelom założeń reformy oraz rzekome budowanie pozytywnego wizerunku Polski. W praktyce cała przestrzeń publiczna została zalana materiałami uderzającymi w środowisko sędziowskie. Na billboardach w całej Polsce oraz na specjalnie utworzonych stronach internetowych pojawiały się hasła sugerujące patologie w sądownictwie. Eksponowano odosobnione przypadki przewinień sędziów, a całą grupę zawodową określano mianem „nadzwyczajnej kasty”.
Milionowe koszty
Akcja od początku budziła ogromne zastrzeżenia prawne i polityczne. Zgodnie ze swoim statutem Polska Fundacja Narodowa powstała po to, by promować Polskę za granicą, dbać o jej gospodarczy wizerunek oraz chronić dobre imię Rzeczypospolitej. Tymczasem kampania „Sprawiedliwe Sądy” skierowana była do odbiorcy wewnętrznego i służyła budowaniu poparcia dla konkretnych projektów politycznych ówczesnej obozu rządzącego.
Na realizację akcji – obejmującej billboardy, spoty telewizyjne, działania w mediach społecznościowych oraz usługi agencji PR – PFN przeznaczyła ponad 8,4 mln zł. Opozycja i organizacje pozarządowe jednoznacznie wskazywały, że dochodzi do nielegalnego finansowania marketingu politycznego ze środków spółek Skarbu Państwa.
Prokuratorski finał po latach
Mimo że pierwsze doniesienia i wątpliwości pojawiły się tuż po starcie akcji, sprawa doczekała się powrotu do organów ścigania. Śledztwo dotyczące nadużyć w PFN przejęła Prokuratura Regionalna w Rzeszowie. Śledczy ustalili, że wydatkowanie środków na ten cel było wprost sprzeczne ze statutem fundacji.
W efekcie prokuratura postawiła byłym członkom zarządu PFN zarzuty przekroczenia uprawnień i wyrządzenia fundacji szkody majątkowej w wielkich rozmiarach. W toku tego samego postępowania jako świadek wzywana była była premier Beata Szydło, za której rządów powoływano PFN i uruchamiano sporną akcję. Kampania, która miała odmienić wizerunek polskich sądów, sama stała się przedmiotem jednego z najważniejszych śledztw dotyczących rozliczania finansów publicznych.

Napisz komentarz
Komentarze