Głos z wnętrza kataklizmu – historia Leokadii Głogowskiej
Dla wielu 11 września to podsumowania geopolityczne i archiwalne nagrania. Dla świadków tamtych zdarzeń to wstrząsające, osobiste wspomnienia, które pozostają na całe życie. Jednym z najbardziej przejmujących polskich świadectw o zamachu na WTC jest książka Jaromira Kwiatkowskiego „Drzewo przetrwania. Ucieczka z 82. piętra”, stanowiąca zapis rozmowy z Leokadią Głogowską – Polką, która w momencie uderzenia pierwszego samolotu o godzinie 8:46 znajdowała się na 82. piętrze Północnej Wieży.
Głogowska wspominała pierwszą reakcję na niesamowity huk, jaki wstrząsnął wieżowcem:
- Myślałam, że to trzęsienie ziemi. To była moja pierwsza myśl. Ale przypomniałam sobie, że kiedy studiowałam w Nowym Jorku na budownictwie lądowym, na zajęciach z fundamentowania profesor powiedział, że gdyby w Nowym Jorku zdarzyło się trzęsienie ziemi o najwyższej możliwej skali, to dwa budynki, które na pewno się nie zawalą, to wieże WTC – tak mocne są fundamenty, na których zostały zbudowane.
- Zaczęłam więc sobie powtarzać, że te wieże się nie zawalą. Wtedy przyszła mi do głowy druga myśl: gdzie są mój mąż Marek i syn Michał i czy coś im grozi. Pojawił się strach o nich.
Heroiczna ucieczka z 82. piętra zakończyła się ocaleniem, jednak powrót do codzienności po przeżyciu tak ogromnej traumy wymagał lat. Pani Leokadia po katastrofie musiała zmierzyć się z zespołem stresu pourazowego (PTSD). Jak opowiadała, jej mąż – który oglądał płonące wieże z zewnątrz i był przekonany, że żona zginęła – jeszcze długo po zamachu nie potrafił wymazać z pamięci obrażeń i grozy tamtych chwil.
- Nachodziły go takie myśli, że jeżeli okaże się, iż zginęłam, to zabierze Michała i wrócą do Polski, bo już nie widzi siebie w Nowym Jorku – czytamy w „Drzewie przetrwania (...)”
Telefon od żony po czterech długich godzinach był nie tylko wieścią o ocaleniu, ale – jak opisywał autor książki – „głosem zza światów” i „zmartwychwstaniem”.
Podkarpacki hołd na szczycie Olszynki Park
Dzisiejsza, 25. rocznica tragedii to nie tylko czas wspomnień, ale i widoczny gest solidarności z ofiarami oraz bohaterami akcji ratunkowych. W Rzeszowie, z inicjatywy lokalnego dewelopera APKLAN oraz pasjonatów z firm BRODMIR i Automacher, powstała wyjątkowa instalacja, która przypomina o 11 września 2001 roku.
Na szczycie wieżowca Olszynki Park – najwyższego budynku mieszkalnego w Polsce, mierzącego ponad 220 metrów wysokości – zawisła ogromna flaga Stanów Zjednoczonych. Wybór miejsca nie jest przypadkowy. Strzelisty, nowoczesny obiekt APKLAN-u staje się naturalnym punktem odniesienia na mapie miasta, a zamontowanie flagi na takiej wysokości niosło ze sobą ogromne wyzwanie techniczne. Mimo trudności realizacyjnych pomysł zyskał pełne poparcie i do skutku doprowadziły go podmioty, dla których relacje z kulturą i historią USA od lat stanowią ważny element tożsamości.
Wyjątkowym uzupełnieniem akcji u stóp wieżowca jest obecność autentycznego, amerykańskiego wozu strażackiego, który przed ćwierćwieczem brał udział w akcji ratowniczo-gaśniczej na Manhattanie. Pojazd stanowi bezpośredni hołd dla 343 strażaków oraz setek ratowników i policjantów, którzy oddali życie, ratując innych.
Pamiętamy
Wysoka na ponad dwieście metrów flaga powiewająca nad Rzeszowem w ten wrześniowy dzień przypomina, że pamięć o uniwersalnych wartościach – ludzkiej solidarności, odwadze w obliczu nieszczęścia i szacunku dla ludzkiego życia – nie zaciera się wraz z upływem lat, ani granic terytorialnych. Symboliczny gest jest głośnym manifestem pamięci.

Napisz komentarz
Komentarze