13 września mieszkańcy zdecydują, kto zostanie nowym burmistrzem Tyczyna. To wybory przedterminowe, zarządzone po wygaśnięciu mandatu poprzedniego burmistrza. Nowy włodarz obejmie urząd na niespełna trzy lata.
Niespełna trzy lata.
To ważne, bo kampania momentami wygląda tak, jakby Tyczyn wybierał burmistrza na kolejną dekadę i miał właśnie rozpoczynać największy program inwestycyjny w swojej historii.
Tymczasem przyszły burmistrz będzie miał bardzo mało czasu na udowodnienie, że wszystkie wielkie hasła da się zamienić w konkret.
I właśnie dlatego te wybory są ciekawsze, niż mogłoby się wydawać.
Tyczyn stał się małym polem wielkiej polityki
Wystarczy spojrzeć na kampanijne zaplecze.
Damian Fudali wystartował jako kandydat KWW „Gmina dla Pokoleń”. Jego kandydatura otrzymała oficjalne poparcie struktur Prawa i Sprawiedliwości. Podczas prezentacji kandydata pojawił się m.in. wicemarszałek województwa Karol Ożóg, a poparcie publicznie wyraziła także Ewa Leniart. Fudali przedstawiany jest jako kandydat PiS.
To nie jest drobny szczegół.
W samorządowej kampanii poparcie dużej partii może być realnym argumentem. Można pokazywać kontakty, możliwości współpracy, dostęp do władz województwa czy powiatu i przekonywać, że dzięki temu łatwiej będzie zdobywać pieniądze na inwestycje.
Taki argument pada zresztą w kampanii Fudaliego. Kandydat mówi o współpracy z powiatem i województwem oraz pozyskiwaniu zewnętrznych pieniędzy na drogi, chodniki, edukację i bezpieczeństwo.
W drugim narożniku mamy Janusza Płodzienia.
Tutaj również trudno mówić o politycznej samotności. Płodzień jest związany z Koalicją Obywatelską, a w regionalnych strukturach partii pełni funkcję członka zarządu. Jego kandydaturę wspierają środowiska KO i PSL. Podczas prezentacji kandydatury pojawili się politycy tych ugrupowań.
W efekcie lokalne wybory zaczynają przypominać miniaturową wersję większego sporu politycznego.
PiS kontra KO i PSL.
Rządzący kontra opozycja.
Jedni pokazują swoich ludzi i swoje możliwości, drudzy robią dokładnie to samo.
A Tyczyn patrzy.
Tylko gdzie w tym wszystkim jest Tyczyn?
To jest chyba najważniejsze pytanie tej kampanii.
Bo mieszkańcy nie wybierają posła.
Nie wybierają senatora.
Nie wybierają członka zarządu województwa.
Wybierają burmistrza.
Człowieka, który będzie odpowiadał za urząd, szkoły, drogi gminne, inwestycje, budżet, gospodarkę komunalną i codzienne funkcjonowanie gminy.
Partyjne kontakty mogą być pomocne. Oczywiście, że mogą.
Ale nie załatwią wszystkiego.
Każdą inwestycję trzeba przygotować. Trzeba znaleźć finansowanie. Trzeba mieć dokumentację. Trzeba przeprowadzić procedury. Trzeba rozliczyć projekt.
I na końcu trzeba jeszcze wziąć odpowiedzialność za decyzję.
Dlatego mieszkańcy powinni zadawać kandydatom bardzo proste pytania.
Ile to będzie kosztowało?
Skąd będą pieniądze?
Kiedy będzie gotowe?
Co zrealizuje pan burmistrz w pierwszym roku?
I jeszcze jedno.
Z czego trzeba będzie zrezygnować, żeby sfinansować nowe pomysły?
To pytanie w kampaniach wyborczych pojawia się zdecydowanie za rzadko.
Setki obietnic mają jedną wspólną cechę
Wszystko brzmi dobrze przed wyborami.
Nowe inwestycje.
Rozbudowa infrastruktury.
Drogi.
Chodniki.
Edukacja.
Sport.
Bezpieczeństwo.
Rozwój gminy.
Pozyskiwanie pieniędzy zewnętrznych.
Lepsza komunikacja.
Lepsza jakość życia.
Każdy z tych tematów jest ważny.
Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy trzeba ułożyć je w budżecie.
Gmina nie ma nieograniczonych pieniędzy. Każda złotówka wydana na jeden cel nie może zostać wydana drugi raz.
Dlatego wyborcy powinni patrzeć na programy kandydatów nie jak na katalog marzeń, ale jak na listę zobowiązań.
Bo po wyborach przyjdzie rachunek.
I wtedy nie będzie już konferencji prasowej, baneru ani partyjnego poparcia.
Będzie budżet.
Adrian Michałek próbuje wyjść z tego układu
I tutaj pojawia się kandydatura Adriana Michałka.
To właśnie jego start sprawia, że wyborów w Tyczynie nie można sprowadzić wyłącznie do pojedynku PiS kontra KO.
Michałek jest obecnym przewodniczącym Rady Miejskiej w Tyczynie i startuje z KWW Adrian Michałek „Inicjatywa Lokalna”. Sam przedstawia się jako kandydat bezpartyjny. W kampanii mocno akcentuje znajomość gminy, doświadczenie samorządowe i potrzebę szybkiego działania.
Jego najważniejszym argumentem jest czas.
Kadencja nowego burmistrza potrwa niespełna trzy lata. Michałek przekonuje, że w takich warunkach gmina nie może sobie pozwolić na długie wdrażanie nowego człowieka w lokalne sprawy.
To ciekawy kontrast.
Fudali mówi o zapleczu politycznym i współpracy z wyższymi szczeblami samorządu.
Płodzień ma za sobą środowisko KO i PSL.
Michałek próbuje sprzedać wyborcom coś zupełnie innego: ciągłość, lokalną znajomość problemów i niezależność od partyjnych central.
Czy to wystarczy?
O tym zdecydują mieszkańcy.
Ale trudno tego argumentu nie zauważyć.
Jest jeszcze Jacek Surówka
W całej tej układance łatwo zgubić czwarte nazwisko.
Jacek Surówka również ubiega się o urząd burmistrza. Jego komitet, KWW Jacka Surówki „Gmina Tyczyn dla Ciebie”, został oficjalnie zarejestrowany. W debacie Polskiego Radia Rzeszów Surówka wystąpił obok Fudaliego, Michałka i Płodzienia. Radio przedstawia go jako emerytowanego żołnierza i mieszkańca Tyczyna.
Jego kandydatura jest o tyle istotna, że pokazuje jeszcze jedną rzecz.
Wybory samorządowe nie muszą być wyłącznie wojną wielkich politycznych szyldów.
Oficjalnie zarejestrowano w Tyczynie osiem komitetów. Czterech kandydatów znalazło się jednak w centrum przedwyborczej debaty.
To oznacza, że wynik może być bardziej nieprzewidywalny, niż sugerowałby prosty podział na dwa polityczne obozy.
Fudali ma PiS. Płodzień ma KO. Michałek ma lokalność. Surówka ma własną drogę
Jeżeli spróbować w kilku słowach opisać dzisiejszą kampanię, można zrobić to właśnie tak.
Damian Fudali: partyjne poparcie PiS, doświadczenie samorządowe i argument o współpracy z województwem i powiatem.
Janusz Płodzień: zaplecze KO i PSL oraz doświadczenie w samorządzie powiatowym i lokalnym.
Adrian Michałek: bezpartyjność, obecna funkcja przewodniczącego Rady Miejskiej i argument o ciągłości działania.
Jacek Surówka: kandydatura spoza głównego partyjnego pojedynku, oparta na własnym komitecie i lokalnym starcie.
I właśnie dlatego wynik może powiedzieć coś więcej niż tylko to, kto zostanie burmistrzem.
Może pokazać, czego mieszkańcy Tyczyna oczekują od swojego samorządu.
Czy mieszkańcy kupią polityczne zaplecze?
To może być kluczowe pytanie.
Jeżeli wygra kandydat wspierany przez PiS, będzie można powiedzieć, że mieszkańcy uznali polityczne zaplecze za atut.
Jeżeli zwycięży Płodzień, będzie to mocny sygnał dla środowisk KO i PSL.
Jeżeli wygra Michałek, będzie to sygnał, że lokalna niezależność potrafi przebić się przez partyjne struktury.
Jeżeli wynik zaskoczy i mocno namiesza Jacek Surówka, okaże się, że wyborcy nie dali się zamknąć w dwóch czy trzech najgłośniejszych kampaniach.
Ale jest jeszcze jedna możliwość.
Że mieszkańcy zwyczajnie odrzucą polityczną kalkulację i wybiorą człowieka, którego uznają za najbardziej wiarygodnego.
I to byłby chyba najciekawszy scenariusz.
Bo burmistrz musi zostać na miejscu
Politycy, którzy przyjeżdżają do Tyczyna udzielić poparcia, po kampanii pojadą dalej.
Poseł wróci do Warszawy.
Europosłanka wróci do swoich obowiązków.
Wicemarszałek zajmie się województwem.
Partyjne struktury będą przygotowywać kolejne kampanie.
Burmistrz zostanie natomiast w Tyczynie.
To on następnego dnia będzie musiał wejść do urzędu i zmierzyć się z problemami, które nie znikną po wyborach.
Dlatego warto patrzeć na tę kampanię chłodno.
Nie przez pryzmat tego, kto stoi za kandydatem.
Nie przez liczbę polityków na zdjęciu.
Nie przez liczbę banerów.
I nawet nie przez liczbę obietnic.
Najważniejsze pytanie brzmi:
kto 14 września będzie gotowy usiąść przy biurku burmistrza i powiedzieć: dobrze, kampania się skończyła. Teraz trzeba to wszystko zrobić.
Tyczyn nie potrzebuje kolejnej politycznej wojny.
Potrzebuje sprawnego burmistrza.
A 13 września mieszkańcy zdecydują, komu powierzają tę rolę.
Artykuł powstał w ramach projektu Opinie/Publicytyka i nie odwierciedla stanowiska całej redakcji, ani wydawcy.
![Tyczyn wybiera burmistrza. Lokalny samorząd czy polityczne zaplecze dla PiS lub KO? [OPINIA] Tyczyn wybiera burmistrza. Lokalny samorząd czy polityczne zaplecze dla PiS lub KO? [OPINIA]](https://static2.rzeszow-info.pl/data/articles/xl-tyczyn-wybiera-burmistrza-lokalny-samorzad-czy-polityczne-zaplecze-dla-pis-lub-ko-opinia-1789111851.jpg)
Napisz komentarz
Komentarze