Seria groźnych incydentów w gminie Łańcut
Początek tej bulwersującej sprawy sięga końca czerwca, kiedy to na terenie gminy Łańcut doszło do pierwszej groźnej interwencji. Nietrzeźwy Dawid S. pojawił się w domu swojej dalszej rodziny, grożąc jej członkom spaleniem budynku. Kiedy na miejsce przyjechali wezwani policjanci, agresja 31-latka skierowała się przeciwko nim. Mężczyzna zaatakował funkcjonariuszy, co doprowadziło do jego natychmiastowego zatrzymania. Po wytrzeźwieniu w prokuraturze usłyszał zarzuty naruszenia nietykalności cielesnej funkcjonariuszy publicznych oraz kierowania gróźb karalnych.
Wydawało się, że zatrzymanie i prokuratorskie zarzuty studzą emocje, jednak w ubiegłym tygodniu rzeszowianin ponownie nachodził swoich krewnych. Będąc pod wpływem alkoholu, posunął się jeszcze dalej – grożąc bliskim użyciem noża, zmusił ich do ucieczki i opuszczenia własnego domu. Śledczy zakwalifikowali ten czyn jako zmuszanie do określonego zachowania przy użyciu groźby bezprawnej.
Zmiana taktyki przed sądem
W początkowej fazie postępowania przygotowawczego podejrzany przyjął milczącą postawę. Podczas pierwszego przesłuchania przed prokuratorem nie przyznał się do żadnego z zarzucanych mu czynów i stanowczo odmówił składania jakichkolwiek wyjaśnień.
Do przełomu i zmiany tej postawy doszło dopiero podczas sądowego posiedzenia w przedmiocie zastosowania środka zapobiegawczego. Przed obliczem sędziego w Sądzie Rejonowym w Łańcucie 31-latek częściowo zmienił swoje stanowisko. Przyznał się do fizycznego ataku na interweniujących policjantów i złożył w tym zakresie krótkie wyjaśnienia. Mężczyzna wciąż jednak kategorycznie nie przyznaje się do terroryzowania rodziny i zmuszania jej nożem do ucieczki z domu.
Izolacja ze względu na eskalację przemocy
Mimo że Dawid S. nie posiadał dotychczas kartoteki karnej, prokuratura nie miała wątpliwości, że pozostawienie go na wolności stwarza ogromne zagrożenie. Bezwzględny charakter działań, szybka eskalacja agresji oraz sięgnięcie po niebezpieczne narzędzie przemawiały za natychmiastową izolacją. Sąd w pełni podzielił stanowisko oskarżyciela publicznego, uznając, że istnieje realne zagrożenie dla pokrzywdzonych oraz uzasadniona obawa matactwa procesowego.
Najbliższe trzy miesiące 31-letni Rzeszowianin spędzi w areszcie śledczym. Za popełnione przestępstwa grozi mu teraz kara do 3 lat pozbawienia wolności.

Napisz komentarz
Komentarze