Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
czwartek, 19 lutego 2026 14:19
RZESZÓW INFO
Reklama

Gdy alimenty istnieją tylko na papierze

Podziel się
Oceń

W polskim systemie wsparcia rodzinnego istnieje paradoks, który dotyka tysiące dzieci. Matka pracuje, nie otrzymuje zasądzonych alimentów od ojca, a mimo to nie kwalifikuje się do pomocy z Funduszu Alimentacyjnego, ponieważ przekracza próg dochodowy wynoszący 1209 zł na osobę w rodzinie. W efekcie dziecko pozostaje bez realnego wsparcia ani od jednego z rodziców, ani od państwa. Do naszej redakcji napisała pani Ewa (na prośbę czytelniczki imię zostało zmienione), która bezradnie rozkłada ręce, bo choć pracuje, to mimo tego czuje, jakby „karę” ponosiła też ona. Za niealimentację grozi kara pozbawienia wolności, ale najczęściej kończy się zasądzeniem pracy społecznej, czyli takiej, w której osoba unikająca płacenia alimentów, za pracę nie otrzymuje wynagrodzenia.
Gdy alimenty istnieją tylko na papierze

Źródło: Freepik

Alimenty zasądzone, ale niepłacone

Wyrok sądu nakłada na rodzica obowiązek utrzymania dziecka. W praktyce jednak część zobowiązanych z różnych powodów nie płaci. Najczęściej to z powodu: utraty pracy, pracy „na czarno”, konfliktu z drugim rodzicem lub zwyczajnej nieodpowiedzialności. Formalnie alimenty istnieją, w rzeczywistości nie trafiają do dziecka.

W takiej sytuacji państwo przewiduje wsparcie z Funduszu Alimentacyjnego, obsługiwane przez lokalne instytucje pomocy społecznej, takie jak Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej. Warunkiem jest jednak spełnienie kryterium dochodowego.

Próg, który karze za pracę

Obecnie próg uprawniający do świadczeń wynosi 1209 zł netto na osobę w rodzinie. Dla samotnego rodzica pracującego nawet na niskiej płacy oznacza to często jego przekroczenie, czasem o kilka złotych.

W praktyce prowadzi to do sytuacji, w której:

  • rodzic nie otrzymuje alimentów,
  • państwo nie wypłaca świadczenia zastępczego,
  • dziecko utrzymywane jest wyłącznie z dochodu jednego opiekuna.

Dodatkowo system „złotówka za złotówkę” łagodzi skutki przekroczenia progu, ale nie zawsze wystarczająco, by zrekompensować brak realnych alimentów.

To problem dziecka, nie tylko matki

W debacie publicznej często mówi się o nadużyciu przez rodzica, przy którym dziecko pozostaje po rozwodzie. Lub wręcz sprowadza się tego rodzica do roli agresora, a drugiego – tego, który nie wywiązuje się z obowiązku alimentacyjnego - ofiary. Tymczasem w centrum tej sytuacji znajduje się dziecko, które pozbawione jest stabilnego wsparcia finansowego od obojga rodziców. Nie zawsze przekroczony próg dochodowy świadczy o stabilności finansowej.

Jeżeli rodzic nie otrzymuje alimentów (pierwotnie od rodzica, na którym spoczywa ten obowiązek, lub z Funduszu) istotnie to wpływa na możliwości rozwijające dziecka: edukację, zajęcia dodatkowe. Może się to przekładać na narastający stres ekonomiczny u dorosłego.

System prawny zakłada, że obowiązek utrzymania dziecka spoczywa na obojgu rodzicach, niezależnie od ich relacji.

„Mam nie pracować?” 

Pani Ewa, która samotnie wychowuje dziecko, zwraca uwagę, że problem nie polega wyłącznie na braku świadczeń, lecz na poczuciu bezradności wobec systemu, który, jej zdaniem, nie nadąża za realnymi kosztami życia.

- To nie jest tak, że patrzę jedynie na wsparcie zewnętrzne, instytucjonalne. Cieszę się, że mam pracę, jednak niekiedy nawet to za mało, by zapewnić dziecku wakacje, wyjścia do teatru czy oszczędzanie – mówi.

Kobieta wyraźnie zaznacza, że brak alimentów uderza przede wszystkim w dziecko, a nie w dorosłych.

- Uważam, że wszelkie konsekwencje związane z niealimentacją ponosi moje dziecko tylko dlatego, że jestem na tyle zaradna. Mam nie pracować? - pyta retorycznie.

Jednocześnie nie kwestionuje obowiązujących przepisów:  "Z kryteriami Funduszu nie dyskutuję" - wskazując raczej na potrzebę ich aktualizacji.

Rzeczywiście, próg dochodowy w Funduszu Alimentacyjnym przez wiele lat pozostawał zamrożony na poziomie 725 zł na osobę w rodzinie (od 2008 r. do października 2023 r.), co przy rosnących wynagrodzeniach oznaczało realne zawężanie dostępu do pomocy. Od 1 października 2023 r. został podniesiony do 1209 zł netto na osobę i obowiązuje w okresach świadczeniowych 2024/2025 oraz 2025/2026. Zapowiedziano jednak kolejną waloryzację — od 1 października 2026 r. próg ma wzrosnąć do 1665 zł netto.

W przypadku jego przekroczenia stosowany jest mechanizm „złotówka za złotówkę”, co oznacza, że świadczenie jest pomniejszane o kwotę przekroczenia, a nie automatycznie odbierane. Mimo tych zmian wielu rodziców podkreśla, że system nadal nie uwzględnia sytuacji, w której alimenty są zasądzone, lecz faktycznie nie trafiają do dziecka.

- Łatwo się ocenia: „nie trzeba było się rozwodzić”, „masz to, czego chciałaś”. Nie zgadzam się na taki lincz! Bo, niestety, ale konsekwencje rozwodu ponoszą wszyscy w rodzinie: ja, mój były mąż i nasze dzieci. Jednak w przypadku, gdy dochodzi do tego jeszcze brak wsparcia finansowego, ciężar spoczywa na mnie. Psychiczny, ekonomiczny i emocjonalny. Nikomu nie życzę tego, by „szarpać się” czy z byłym mężem, czy z systemem o 600-700 złotych! - reasumuje pani Ewa.

Ojcowie także bywają w trudnej sytuacji

Obraz nie zawsze jest jednostronny. W części przypadków ojcowie deklarują chęć uczestnictwa w życiu dziecka, lecz po rozwodzie doświadczają ograniczania kontaktów, czyli zjawiska określanego mianem alienacji rodzicielskiej. Może ona przyjmować formę: utrudniania spotkań, manipulowania dzieckiem przeciwko drugiemu rodzicowi, czy wręcz niewydawania dziecka mimo orzeczeń sądu, czyli niestosowania się do wyroku sądu.

Choć nie usprawiedliwia to niepłacenia alimentów, konflikt rodzicielski bywa czynnikiem pogłębiającym problem. Dziecko traci wówczas podwójnie, bo finansowo i emocjonalnie.

- Oczywiście spotykam się z krzywdzącą narracją: masz dziecko przy sobie, czemu ojciec ma płacić jeszcze za to, że nie bierze „czynnego udziału” w wychowywaniu? Odpowiem: bo nie chce! Nawet nie pojawia się w wyznaczonych, czyli zasądzonych wyrokiem sądu, terminach kontaktu z dzieckiem – tłumaczy pani Ewa.

System między pomocą a sankcją

Instytucje pomocy społecznej działają w oparciu o przepisy prawa i mają ograniczone możliwości elastycznego reagowania. Pracownicy socjalni podkreślają, że: nie mogą przyznać świadczenia po przekroczeniu progu, nie mają narzędzi do egzekwowania alimentów (tym zajmuje się komornik), i są związani decyzjami administracyjnymi i ustawą.

Na systemowy wymiar problemu zwraca uwagę także Kornel Opiela, adwokat zajmujący się m.in. sprawami rodzinnymi. Jak podkreśla:  "Po rozstaniu to najczęściej jeden z rodziców, ten, z którym dziecko mieszka na stałe przejmuje pełną odpowiedzialność za jego codzienne funkcjonowanie" - tłumaczy. Egzekucja należności spoczywa głównie na komorniku i systemie prawnym, który bywa niewydolny, szczególnie gdy dłużnik ukrywa dochody.

- Istnieją prawne sposoby walki z uchylaniem się od wspomnianego obowiązku, ale mają one charakter następczy i często są długotrwałe, dlatego nie zastępują środków potrzebnych na bieżące utrzymanie dziecka – podkreśla Kornel Opiela. 

Według adwokata dodatkową trudność stanowią kryteria dochodowe Funduszu Alimentacyjnego, które sprawiają, że część rodzin pozostaje poza systemowym wsparciem mimo faktycznego braku pieniędzy od zobowiązanego rodzica.

"Rodzic, z którym zostaje dziecko po rozwodzie, przejmuje nie tylko codzienną opiekę, ale i praktycznie wszelkie konsekwencje niewywiązywania się drugiej strony z obowiązku alimentacyjnego - nie tylko finansowe, ale i emocjonalne" - wskazuje adwokat. Dodaje, że choć prawo przewiduje instrumenty służące egzekwowaniu alimentów, w praktyce nie rozwiązują one problemów dnia codziennego. Oznacza to, że rodzic nadal ponosi odpowiedzialność za organizowanie budżetu domowego.

- W rezultacie ciężar odpowiedzialności za stabilność życia dziecka spoczywa niemal wyłącznie na tym rodzicu, który i tak już ponosi największy trud jego wychowania - podsumowuje.

Co można zmienić?

Eksperci wskazują kilka możliwych kierunków reform. Może to być podniesienie lub waloryzacja progu dochodowego czy większe powiązanie świadczeń z faktycznym otrzymywaniem alimentów, a nie tylko dochodem.

Przy większości tego typu konfliktów, jeszcze w czasie procesu rozwodowego, sąd proponuje rozwiązanie mediacyjne, które często ogranicza konflikty na poziomie alimentów czy kontaktów rodzica z dzieckiem. Bywa jednak tak, że i ta forma wsparcia nie kończy się ugodą czy realnym wywiązywaniem się z „umowy”. Niestety, sprawy rodzinne, a szczególnie rodzicielskie nigdy nie należą do zero jedynkowych. Dotykamy tematu bezskutecznej egzekucji alimentacyjnej, która trwa latami, nie mówimy o sporadycznych sytuacjach, w których rodzic nie płaci. Są przecież rodzice, którzy mimo rozpadu małżeństwa, potrafią się ze sobą porozumieć i nawet utrzymywać przyjacielskie stosunki. To jednak wymaga pracy, chęci i dojrzałości obydwu stron.

- Do mediacji w moim przypadku nie doszło, ponieważ ojciec dziecka zaproponował alimenty w wysokości 200 zł miesięcznie. Przy czym, już na sali sądowej, ojciec dziecka uznał, że: „Matka przetrzymuje dziecko w domu dla korzyści majątkowych”. A przypomnę, że prawo do kontaktu nie wygasa, ojciec ma je ustalone. To nie moja odpowiedzialność, że z niego nie korzysta – opowiada pani Ewa.

Najważniejsze: dobro dziecka

Niezależnie od tego, czy problem wynika z niewypłacalności ojca, konfliktu między rodzicami czy niedoskonałości systemu, konsekwencje ponosi przede wszystkim dziecko. Pytanie tylko, w czyim interesie leży stworzenie takich rozwiązań, które nie będą karały dzieci za decyzje i konflikty dorosłych?

- To nigdy nie są sprawy łatwe. Jednak, gdy mówimy jedynie o sprawie alimentacyjnej, wtedy główny nacisk kładziony jest na pieniądze. Na to, ile realnie rodzic może miesięcznie partycypować na utrzymanie dziecka – wyjaśnia adwokat Opiela.

 


Napisz komentarz

Komentarze