W mediach społecznościowych pojawił się post mieszkanki osiedla Baranówka, która zaapelowała do rodziców o ostrożność oraz zwróciła uwagę na niebezpieczny stan zjeżdżalni. Jak relacjonowała: „Jeden z ostatnich zjazdów mógł zakończyć się tragicznie – na szczęście skończyło się „tylko” złamaniem żeber”. Autorka wpisu wprost zaapelowała także do radnego miasta Rzeszowa, Mateusza Maciejczyka, o pilne zabezpieczenie miejsca, zanim dojdzie do poważniejszego wypadku.

Jest sygnał - jest reakcja
Sprawa, choć poruszona w mediach społecznościowych, nie została zbagatelizowana. Wręcz przeciwnie – reakcja była szybka i adekwatna. Już następnego dnia Mateusz Maciejczyk poinformował, że Zarząd Zieleni Miejskiej zabezpieczył zjeżdżalnię, eliminując potencjalne zagrożenie. Radny zaprosił jednocześnie mieszkańców do korzystania z górki saneczkowej, podkreślając, że obecnie jest ona bezpieczna, o ile oczywiście pozwalają na to warunki pogodowe.
Cała sytuacja pokazuje, jak może i powinna wyglądać nowoczesna komunikacja na linii mieszkaniec–władza. Jeden sygnał zgłoszony publicznie, jasno opisany problem i szybka reakcja osoby odpowiedzialnej za sprawy miasta. Bez zbędnej biurokracji, bez wielotygodniowego oczekiwania – za to z realnym efektem. "Baranówka - Grupa dyskusyjna mieszkańców z osiedla Baranówka" ma charakter prywatny.

To również dowód na to, że media społecznościowe, odpowiednio wykorzystywane, mogą pełnić rolę lokalnego systemu wczesnego ostrzegania. Mieszkańcy zyskują poczucie sprawczości, a samorząd – bezpośredni kontakt z realnymi problemami, które wymagają natychmiastowego działania. Dialog w sieci nie musi kończyć się na komentarzach i udostępnieniach. Może prowadzić do konkretnych decyzji, poprawy bezpieczeństwa i realnej troski o wspólną przestrzeń. Oby takich przykładów było jak najwięcej.





Napisz komentarz
Komentarze