Podkarpacie od lat uchodzi za bastion Prawa i Sprawiedliwości, twierdzę niemal nie do zdobycia dla formacji liberalnych. W takim terenie rola szefa struktur partyjnych wymaga nie tylko talentu organizacyjnego, ale przede wszystkim charyzmy, widoczności i zdolności do gry w ofensywie. Deklaracja Pawła Kowala o chęci przejęcia sterów w regionie to wydarzenie, które wykracza poza zwykłe wewnątrzpartyjne przepychanki. To zderzenie dwóch wizji uprawiania polityki.

Lokomotywa chce prowadzić pociąg
W wyborach parlamentarnych w 2023 roku Paweł Kowal został rzucony na głęboką wodę. Jako lider rzeszowskiej listy miał trudne zadanie: „urwać” PiS-owi głosy w ich mateczniku. I choć Podkarpacie nie stało się nagle „niebieskie”, wynik Kowala i jego kampanijna aktywność zostały w centrali ocenione pozytywnie.
Kowal to polityk medialny, merytoryczny, z zacięciem międzynarodowym, ale w kampanii pokazał, że potrafi też „gryźć trawę” w terenie. Jego ambicje sięgają jednak dalej niż mandat poselski. Ogłoszenie startu na szefa struktur to sygnał, że nie chce być postrzegany jako „spadochroniarz” z Warszawy, ale jako realny lider budujący swoje zaplecze. Kowal rozumie, że w polityce bez własnych struktur, bez „szabli” w terenie, jest się tylko solistą, którego pozycja zależy od humoru centrali.
Gdzie jest Zdzisław Gawlik?
Na przeciwległym biegunie znajduje się obecny szef podkarpackiej PO, Zdzisław Gawlik. Od dłuższego czasu jego styl przywództwa można określić mianem „politycznej hibernacji”. W regionie, gdzie opozycja powinna krzyczeć najgłośniej, punktując potknięcia lokalnych władz PiS, głos Gawlika jest niemal niesłyszalny.
Brak aktywności medialnej, słaba widoczność w terenie i zachowawczość – to zarzuty, które coraz częściej słychać w kuluarach. Gawlik reprezentuje starą szkołę partyjną: gabinetową, opartą na cichych układach i utrzymywaniu status quo.
Jednak w starciu z machiną PiS na Podkarpaciu taka strategia to de facto oddawanie pola walkowerem. Milczenie Gawlika w obliczu ofensywy Kowala jest wymowne – może świadczyć albo o pewności siebie wynikającej z kontroli nad delegatami, albo o całkowitym braku pomysłu na kontratak.
Dlaczego teraz?
Decyzja Pawła Kowala o otwartej konfrontacji właśnie w tym momencie nie jest przypadkowa i wynika ze splotu kilku kluczowych czynników. Przede wszystkim wyczuwalne jest ogromne zmęczenie materiału w lokalnych strukturach. Doły partyjne na Podkarpaciu są znużone wieloletnią stagnacją, a kolejne porażki w wyborach samorządowych oraz brak perspektyw na realne „odbicie” regionu rodzą frustrację. W tym kontekście Kowal jawi się jako nowa energia i szansa na to, by Koalicja Obywatelska przestała być na Podkarpaciu jedynie tłem dla PiS.
Nie bez znaczenia jest również kontekst ogólnokrajowy i prawdopodobne „zielone światło” z samej góry. Trudno przypuszczać, by tak wytrawny gracz jak Kowal rzucił wyzwanie urzędującemu baronowi bez cichego przyzwolenia Donalda Tuska. Centrala partii z pewnością szuka sposobów na dynamizację struktur w najtrudniejszym dla siebie regionie, a pasywny styl Gawlika zupełnie nie przystaje do wizji walczącej Platformy, którą promuje obecne kierownictwo.
Dopełnieniem tego obrazu jest kalendarz wyborczy, a konkretnie nadchodzące wybory prezydenckie. To starcie, które będzie wymagało pełnej, bezwzględnej mobilizacji każdej pary rąk. Struktury zarządzane przez „przezroczystego” lidera mogą nie dowieźć wyniku i nie podołać wyzwaniom kampanijnym. Paweł Kowal, jako polityk formatu ogólnopolskiego, daje gwarancję większego zaangażowania mediów, a co za tym idzie – skuteczniejszego dotarcia do wyborców w kluczowym momencie kampanii prezydenckiej.
Oby zwyciężył obywatel...
Starcie Kowal–Gawlik to coś więcej niż walka o stołek w Rzeszowie. To test dla Koalicji Obywatelskiej na Podkarpaciu. Czy partia postawi na „ciepłą wodę w kranie” i trwanie pod wodzą Zdzisława Gawlika, czy zaryzykuje i pójdzie za ofensywnym stylem Pawła Kowala?
Jedno jest pewne: cisza, która do tej pory charakteryzowała podkarpacką Platformę, właśnie się skończyła. Paweł Kowal wniósł do gry dynamikę, której Zdzisław Gawlik nie będzie mógł dłużej ignorować, jeśli chce zachować swoje stanowisko.





Napisz komentarz
Komentarze