Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Mecz Domelo Sokół Łańcut z PGE Spójnia Stargard zakończony porażką 73:86.

Drugie zwycięstwo w tym sezonie nie dla Domelo Sokoła Łańcut, nie pomógł nawet atut własnej hali. PGE Spójnia Stargard od samego początku narzuciła swoje tempo i do ostatniej syreny nie oddała prowadzenia. Mimo pościgu gospodarzy zabrakło skuteczności, która była kluczowa w tym starciu. Tyler Cheese po raz kolejny był najlepszym zawodnikiem na parkiecie, zdobywając aż 26 punktów. Kolejna szansa na wygraną już w czwartek w Łańcucie.
  • Źródło: Domelo Sokół Łańcut
Mecz Domelo Sokół Łańcut z PGE Spójnia Stargard zakończony porażką 73:86.

Źródło: Domelo Sokół Łańcut

Kibice od pierwszej syreny okazywali mnóstwo wsparcia, lecz początek tego spotkania to był popis umiejętności zawodników Spójni. Ze szczególnie dobrej strony pokazywał się Brown Jr, ponieważ już po niespełna 4 minutach miał na swoim koncie 6 punktów. Berzins oraz Szczypiński rozpoczęli trafianie po stronie Sokoła, lecz nie trwało to długo. Ze stanu 4:6, dość szybko zrobiło się 4:18, co było znaczącą zaliczką. Trójka najskuteczniejszych zawodników Spójni w tym sezonie wzięła sprawy w swoje ręce, zarówno Daniels, Brown Jr, jak i Langović, byli niemalże bezbłędni. Sokół próbował podnieść się po tej serii punktowej, lecz rywale byli dziś świetnie przygotowani i pierwsza kwarta zakończyła się wynikiem 12:25.


Kolejne 10 minut dobrze rozpoczął wchodzący z ławki Tyler Cheese, dwukrotnie skutecznie wchodząc pod kosz. Jednak z każdą serią punktową gospodarzy o przerwę prosił trener rywali Sebastian Machowski, a to wybijało Domelo Sokół Łańcut z rytmu. Dzięki tak szybkim reakcjom goście byli w stanie od razu odpowiadać punktami, co skutkowało powiększeniem prowadzania. Na przerwę podopieczni Marka Łukomskiego schodzili ze stratą aż 15 punktów, co było jasnym znakiem dla kibiców, że ten mecz będzie bardzo ciężki dla ich ulubieńców.


Przerwa oraz rozmowy w szatni podziałały bardzo motywująco na Sokoły, szczególnie na Kacpra Młynarskiego. Przez pierwsze trzy minuty zdołał dwukrotnie trafić zza łuku, a do tego wywalczył akcję 2+1, niestety nie wykorzystał rzutu wolnego. Jednak dał jasny sygnał zarówno swojej drużynie, jak i kibicom, że to nie koniec. Mimo iż Sokół poprawił w tej kwarcie własną skuteczność, to było jednak za mało na gości. Spójnia raz po raz odpowiadała na każdy cios, nawet w rzutach za trzy punkty. W tym elemencie Kowalczyk oraz Simons pokazywali klasę, skutecznie stopując Sokoła. Po przerwie widać było różnicę w grze oraz w zaangażowaniu, lecz zaliczka z pierwszych minut pozwalała Spójni nieco swobodniej poruszać się po parkiecie, a gra punkt za punkt była im na rękę.


Czwarta kwarta również rozpoczęła się od wymiany ciosów i cały czas na tablicy wyników utrzymywała się różnica 11 oczek, czego Sokół nie był w stanie przezwyciężyć. Na 4 minuty do końca Simons po raz kolejny trafił zza łuku, co już definitywnie zaważyło o wyniku. 14 punktów różnicy i bardzo mało czasu na odrabianie strat. Pod koniec głównym motorem napędowym starał się być Cheese, który dziś świetnie wchodził pod obręcz i raz po raz kończył to efektownymi lay-upami. Jednak do samego końca PGE Spójnia Stargard utrzymała to, co wypracowała sobie w pierwszej kwarcie.


Zdecydowanie brakowało dziś celności rzutowej, ponieważ Sokół zakończył to spotkanie ze skutecznością 42.6% z gry. Dla porównania rywale trafiali już na poziomie 52.4%, co widoczne było na parkiecie. Tylko 5 na 20 trafionych trójek to podkreślenie istniejącego problemu Sokoła w rzutach zza łuku. W dodatku dziś w ekipie Marka Łukomskiego zabrakło elementu, który był ich zdecydowanym atutem, mianowicie tylko 12 asyst w całym spotkaniu. Na plus zaliczymy kolejny świetny występ Tylera Cheese’a, który rzucił 26 punktów, trafiając 9 na 17 oddanych rzutów. 13 oczek dołożył Kacper Młynarski, lecz zdecydowanie najbardziej brakowało dziś Coreya Sandersa (10 punktów).


Spójnia konsekwentnie realizowała swoją taktykę od początku do końca tego spotkania. Mimo iż Sokół kilka razy zbliżył się na 7 oczek, to nie trwało to zbyt długo. Kibice mieli nadzieje, że po wygranej z Czarnymi Słupsk koszykarze z Podkarpacia pójdą za ciosem, niestety była to 6 porażka w tym sezonie Orlen Basket Ligi. Pamiętamy ostatni sezon, kiedy po słabszym starcie Sokół był w stanie rozpocząć serię zwycięstw, a teraz miejmy nadzieję, historia pisze już podobny scenariusz. Kolejnym wyzwaniem będzie zespół Arged BM Stal Ostrów Wielkopolski. To spotkanie już w czwartek o godzinie 19:00 i warto podkreślić, że znów odbędzie się na Hali MOSiR w Łańcucie, więc kibice będą dodatkowym szóstym zawodnikiem.


Domelo Sokół Łańcut: Cheese 26, Młynarski 13, Sanders 10, Berzins 8, Kemp 6, Nowakowski 5, Struski 3, Szczypiński 2

PGE Spójnia Stargard: Brown Jr. 23, Daniels 18, Gordon 18, Simons 11, Gruszecki 4, Langović 4, Brenk 3, Kowalczyk 3, Łapeta 2


Podziel się
Oceń

Komentarze