Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
sobota, 17 października 2026 19:16
RZESZÓW INFO
Reklama
Reklama

Ponad 316 tys. zł dla rodzin tragicznie zmarłych strażaków z Niska. „Zostały po nich dwa puste miejsca”

Podziel się
Oceń

Ponad 316 tys. zł zebrano już na pomoc dla rodzin dwóch strażaków, którzy zginęli podczas akcji gaśniczej w Nisku na Podkarpaciu. Bartek miał zaledwie 27 lat i wkrótce miał zostać ojcem. Wojtek również był młodym ratownikiem, pełnym pasji i planów na przyszłość. Ich nagła śmierć wstrząsnęła nie tylko bliskimi, ale również całą strażacką społecznością.
Ponad 316 tys. zł dla rodzin tragicznie zmarłych strażaków z Niska. „Zostały po nich dwa puste miejsca”

Autor: sekc. Arkadiusz Sosnowski/ PSP

Tragiczny pożar w Nisku. Ogień objął sklep i magazyn

Do pożaru doszło w piątek, 16 października, rano w Nisku. Ogień pojawił się w sklepie i magazynie firmy Sanrol, zajmującej się sprzedażą części do ciągników oraz maszyn rolniczych. Zgłoszenie przyjęto o godz. 8:24, a pierwsze zastępy straży pożarnej dotarły na miejsce po siedmiu minutach.

Sytuacja szybko stała się bardzo poważna. Do walki z żywiołem skierowano około 150 strażaków i 39 zastępów Państwowej Straży Pożarnej oraz Ochotniczych Straży Pożarnych. W działaniach uczestniczyły siły z powiatów niżańskiego, stalowowolskiego, leżajskiego i łańcuckiego.

Ze względu na intensywne zadymienie służby apelowały do mieszkańców o zamknięcie okien. Osoby mieszkające w bezpośrednim sąsiedztwie pożaru opuszczały swoje domy. Strażacy prowadzili działania gaśnicze, a także zabezpieczali okoliczne budynki przed rozprzestrzenieniem się ognia.

Najtragiczniejszy moment nastąpił podczas akcji wewnątrz płonącego obiektu. Dwaj strażacy z Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Nisku zostali odcięci przez ogień. Przez pewien czas utrzymywali łączność z pozostałymi ratownikami, jednak sytuacja gwałtownie się pogarszała.

Jak relacjonował komendant wojewódzki PSP w Rzeszowie nadbryg. Tomasz Baran, strażacy nadali sygnał „Ratunek”, informując, że ogień odciął im możliwość ewakuacji i potrzebują pomocy.

Pozostali ratownicy natychmiast ruszyli na ratunek. Warunki wewnątrz budynku były jednak ekstremalnie trudne. Pierwszego ze strażaków udało się wydostać na zewnątrz, ale nie dawał już oznak życia. Rozpoczęto reanimację. Poszukiwania drugiego funkcjonariusza również były niezwykle niebezpieczne. Dopiero trzecia próba podejścia pozwoliła na wyniesienie go z budynku.

Niestety, życia obu ratowników nie udało się uratować. Zginęli mł. kpt. Wojciech Garbacz oraz asp. Bartłomiej Pieróg.

Pożar ugaszony, ale strażacy nadal zabezpieczali pogorzelisko

Choć główny pożar został opanowany, działania na miejscu nie zakończyły się wraz z ugaszeniem płomieni. Przez całą noc strażacy dogaszali pogorzelisko i sprawdzali, czy w konstrukcji budynku nie pozostały ukryte źródła ognia.

Punktowe zarzewia pojawiały się między innymi w strukturze i konstrukcji dachu. Aby dotrzeć do tlących się miejsc, konieczne było częściowe rozebranie poszycia dachowego i podawanie wody bezpośrednio na źródła ognia. Wykorzystywano również podnośnik.

W sobotę strażacy nadal zabezpieczali teren, prowadzili czynności nadzorowe i prace rozbiórkowe. Na miejscu pracowało kilkunastu ratowników z PSP i OSP.

Przyczyny pożaru nie zostały dotąd ostatecznie wyjaśnione. Nadal nie wiadomo, jakie materiały jako pierwsze zajęły się ogniem ani co sprawiło, że pożar rozwinął się w tak gwałtownym tempie.

Bartek miał zaledwie 27 lat. Wkrótce miał zostać ojcem

Za tragicznymi wydarzeniami kryją się dramaty konkretnych ludzi i ich rodzin. Bartłomiej Pieróg miał zaledwie 27 lat. Był doświadczonym strażakiem, ale przede wszystkim kochanym mężem, który z ogromną radością oczekiwał narodzin swojego pierwszego dziecka.

Przed nim i jego żoną było wspólne życie, plany oraz marzenia. W jednej chwili wszystko legło w gruzach, a przyszłość, na którą czekali, stała się źródłem niewyobrażalnego bólu.

Po stracie najbliższej osoby świat potrafi zatrzymać się w miejscu. Codzienność jednak nie przestaje stawiać kolejnych wymagań. Na żonę Bartka spadły nie tylko cierpienie i konieczność zmierzenia się z utratą ukochanego męża, ale także ciężar samodzielnego radzenia sobie z bieżącymi zobowiązaniami finansowymi oraz przygotowania do narodzin dziecka.

Organizatorzy zbiórki chcą zrobić wszystko, by w tym najtrudniejszym czasie zapewnić jej realne wsparcie. Chcą pokazać, że nie została sama i że może liczyć na ludzi gotowych pomóc jej przejść przez ten wyjątkowo trudny okres.

Wojtek miał wiele planów. Nie zdążył założyć rodziny

Wojciech Garbacz również był młodym ratownikiem, pełnym pasji i gotowym nieść pomoc innym. Miał własne plany i marzenia, których nie zdążył zrealizować. Nie założył jeszcze rodziny, a tragedia odebrała mu szansę na wspólną przyszłość, którą być może dopiero planował.

Po jego śmierci pozostają tęsknota bliskich, bolesna cisza i pustka, której nie sposób wypełnić. Żadne słowa nie są w stanie oddać rozmiaru tej straty.

Cierpią również koledzy z jednostki. W straży pożarnej wspólne dyżury, wyjazdy do niebezpiecznych zdarzeń i wzajemne poleganie na sobie budują więzi wyjątkowo silne. Ratownicy niejednokrotnie ryzykują własnym życiem, by chronić innych, a w trudnych chwilach muszą ufać osobom, które stoją obok nich.

Szczególnie bolesne są chwile przeżywane przez strażaków, którzy bezpośrednio na miejscu pożaru walczyli o życie swoich kolegów.

Dzisiaj w jednostce zostały po nich dwa puste miejsca.

Ponad 315 tys. zł na pomoc dla rodzin

W odpowiedzi na tragedię uruchomiono zbiórkę na rzecz bliskich zmarłych strażaków. Zebrana kwota przekroczyła już 315 tys. zł. To wyraz solidarności osób, które chcą wesprzeć rodziny w obliczu nagłej i nieodwracalnej straty.

Pomoc finansowa ma szczególne znaczenie dla żony Bartłomieja, która oczekuje narodzin ich pierwszego dziecka i będzie musiała zmierzyć się z nową rzeczywistością bez męża. Wsparcie ma pomóc rodzinom w codziennych zobowiązaniach i zapewnić im większe poczucie bezpieczeństwa w czasie, gdy mierzą się z ogromnym bólem.

Pieniądze nie przywrócą życia Wojtkowi i Bartkowi, nie ukoją też całego cierpienia ich najbliższych. Mogą jednak stać się konkretnym gestem pomocy i dowodem na to, że w obliczu tragedii ludzie potrafią się jednoczyć.

Pożar w Nisku pozostawił po sobie zniszczony obiekt, pytania o przyczyny tragedii i przede wszystkim dwie rodziny, których życie zmieniło się na zawsze. Rosnąca kwota zbiórki pokazuje, że wiele osób chce dać im choć odrobinę oparcia.

W tej tragedii najważniejsze pozostaje to, że za mundurami byli mężowie, synowie, przyjaciele i koledzy. Ludzie, którzy mieli wrócić ze służby do domu, ale już nigdy nie wrócą.

Możesz pomóc rodzinom poległych strażaków:

Powiązane galerie zdjęć:


Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama