Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
sobota, 10 października 2026 10:52
RZESZÓW INFO
Reklama
Reklama

Rodzice, szkoły i służby wobec przemocy w sieci: jak rozmawiać z młodzieżą, by nie potęgować lęku? [WYWIAD]

Podziel się
Oceń

Wszystkich nas dotykają wydarzenia z ostatnich dni. Jak reagować, gdy nastolatek pokazuje rodzicom drastyczne zdjęcia lub nagrania krążące wśród uczniów? Jak ważna jest postawa dorosłych w reakcji na lęk i niepokój dzieci? O tych problemach rozmawiamy z Jakubem Litwinem, psychologiem, psychoterapeutą i dyrektorem Centrum Pomocy Dzieciom Fundacji PRO-FIL w Rzeszowie.
Rodzice, szkoły i służby wobec przemocy w sieci: jak rozmawiać z młodzieżą, by nie potęgować lęku? [WYWIAD]
Jakub Litwin - psycholog, psychoterapeuta i dyrektor Centrum Pomocy Dzieciom Fundacji PRO-FIL w Rzeszowie

Źródło: Jakub Litwin archiwum prywatne

W ostatnich dniach wielu z rodziców zadaje sobie pytanie: jak mam się zachować. Co powinien zrobić rodzic, gdy jego nastoletnie dziecko przychodzi i pokazuje screeny z klasowej grupy? Jak zareagować, żeby pomóc, a nie spotęgować strach?

Jakub Litwin: Pytanie brzmi: w jakim celu przychodzi i pokazuje? W zależności od tego, z jakiego powodu nastolatek pokazuje rodzicowi screeny dotyczące gróźb czy drastycznych zdjęć, trzeba wiedzieć, czy robi to w celach informacyjnych, czy chce się pochwalić, że coś takiego się dzieje, czy chce się pożalić albo okazać lęk: „O co chodzi? Boję się iść do szkoły?”. Wówczas reakcja powinna być adekwatna.

W teorii należy przyjąć, że rodzic zna już swoje nastoletnie dziecko i wie, czego się obawia, z kim się koleguje, co robi w internecie. Ale to jest teoria. W dzisiejszych czasach wielu rodziców po prostu nie zna swoich dzieci. Nie ma pojęcia, co piętnastolatek lubi, jakie ma zainteresowania, z kim się koleguje, na jakich stronach surfuje, w jakie gry gra i w jakich społecznościach bierze udział.

Podstawą jest więc znajomość dziecka. Interwencja rodzica nie powinna opierać się na natychmiastowym ocenianiu czy zakładaniu najgorszego. Reakcja powinna być wolna od krytyki i krzyku, ale również nie może wzbudzać w dziecku dodatkowego lęku.

Nie mówmy: „Co ty oglądasz? Wyłącz to i zakaz na telefon”. Nie przekazujmy też dziecku własnego strachu komunikatem: „Co to teraz będzie? Nigdzie nie idziesz, bo jesteś w niebezpieczeństwie”.

Spokój i wyważony, rozsądny ton rodzica są kluczowe, bo dają dziecku obiektywny ogląd na rzeczywistość. Wiem, że to jest bardzo trudne. Rozmowa powinna iść w kierunku pytań: skąd to się wzięło, co o tym myślisz, kto ci to wysłał, jak się z tym czujesz?

A co, jeśli dziecko rzeczywiście się boi? Mówi, że nie chce iść do szkoły, bo ktoś przesyła groźby albo opowiada o przemocy?

Jakub Litwin: Przede wszystkim trzeba je wysłuchać i spróbować zrozumieć, co się wydarzyło. Nie możemy od razu zakładać, że dziecko przesadza, ale nie powinniśmy też automatycznie przenosić na nie własnego lęku.

Ważne jest ustalenie, co dokładnie zobaczyło, skąd pochodzi wiadomość i czy istnieją konkretne przesłanki wskazujące na zagrożenie. Jeśli pojawiają się wiarygodne groźby, nie można ich bagatelizować. Trzeba podjąć odpowiednie działania, a w sytuacji bezpośredniego zagrożenia powiadomić służby.

Jednocześnie dziecko musi wiedzieć, że może przyjść do rodzica z problemem i nie zostanie za to skrytykowane. Jeżeli będzie się bało reakcji dorosłego, następnym razem może już nie pokazać mu podobnych wiadomości.

Młodzi ludzie przesyłają sobie nawzajem niepokojące zdjęcia, nagrania i wiadomości. Pojawia się pytanie: po co to robią? Czy rzeczywiście niektórzy zaczynają traktować groźby i przemoc jak internetową zabawę?

Jakub Litwin: Jeżeli tego typu wiadomości dochodzą do naszych dzieci, zaczynamy wkraczać w inne kwestie. Umówmy się: większość dzieci i nastolatków nie weźmie niebezpiecznego narzędzia do ręki i nie przyjdzie do szkoły, żeby kogoś pozbawić życia czy komukolwiek grozić. To jest naprawdę niewielki wycinek nastolatków z jakimiś trudnościami, którzy tak robią.

I tutaj jest pytanie właściwie do nas wszystkich: do specjalistów, rodziców i społeczeństwa. Dlaczego dzieciaki „podłapują” temat i robią sobie z tego dobrą zabawę, sensację, internetowy trend czy challenge, wykorzystując często do tego sztuczną inteligencję?

Czytałem o nastolatkach, którzy sami zgłaszali, że wypuścili w sieci filmiki dla żartu i nie chcieli nikomu zrobić krzywdy. Była też sytuacja z szesnastolatkiem, który wykorzystując sztuczną inteligencję, stworzył nagranie „tylko dla żartów”.

Musimy się zastanowić, co stoi za takimi zachowaniami. Czasami może to być lekkomyślność, czasami chęć bycia zauważonym, a czasami sposób na regulowanie emocji. Nie możemy zakładać, że wszystkie te sytuacje mają takie samo podłoże.

Czy młodzież zdaje sobie sprawę z konsekwencji rozpowszechniania takich materiałów? Niektórzy mogą przecież uważać, że to tylko żart, a w internecie pozostaną anonimowi.

Jakub Litwin: Myślę, że młodzi ludzie często mają bardzo słabą wiedzę na ten temat. Mimo tego, że tyle się edukuje i mówi, że nie ma anonimowości w internecie, oni nadal nie zdają sobie z tego sprawy. Myślą, że gdy zakryją oczy i usta, zrobią nagranie i puszczą je w sieć, to nic im się nie stanie. A to nieprawda.

Bardzo sprawnie działa Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości, które ma również delegaturę w Rzeszowie, a potem dzieciaki są zdziwione konsekwencjami.

Musimy im uświadamiać, że internet nie jest przestrzenią pozbawioną odpowiedzialności. To, że ktoś uznaje swoje zachowanie za żart, nie oznacza, że inni nie odczują jego skutków. Groźby mogą wywołać rzeczywisty strach, a rozpowszechnianie fałszywych nagrań może doprowadzić do poważnych konsekwencji.

Rozmawiamy o rodzicach, szkole i odpowiedzialności za słowa. A co z samymi dziećmi? Czy nie zapominamy czasami o tym, że za internetowymi wpisami i zachowaniami mogą kryć się problemy, których dorośli nie dostrzegają?

Jakub Litwin: Myślę, że to wynika również z bardzo słabej wiedzy. W szkole dzieci niestety nie zawsze dostają ją od nauczycieli, bo podstawa programowa nie przewiduje wszystkiego, czego potrzebują w zakresie profilaktyki przemocy.

My jako Fundacja PRO-FIL od lat podkreślamy, że profilaktyka jest tańsza od leczenia. I nie mam na myśli jedynie kwestii ekonomicznych, ale przede wszystkim całą sekwencję problemów ze zdrowiem psychicznym, które mogą się pojawić, gdy już wydarzy się coś złego.

Tylko w pierwszym półroczu tego roku przeprowadziliśmy warsztaty w całym województwie dotyczące praw, ale i obowiązków dzieci, między innymi związanych z przeciwdziałaniem przemocy. Objęliśmy opieką psychologiczną 8,5 tysiąca dzieci w całym Podkarpaciu.

Jeździliśmy po szkołach i rozmawialiśmy z wieloma młodymi ludźmi. Warsztaty trwały po trzy, cztery godziny lekcyjne i uczestniczyli w nich uczniowie siódmych i ósmych klas oraz szkół ponadpodstawowych. Poziom ich wiedzy na temat własnych praw i tego, co jest, a co nie jest przemocą, był bardzo niski.

Kiedy te warsztaty się zaczynały i dzieciaki widziały, że to o nich i dla nich, ich zainteresowanie i zaangażowanie rosły. Uważamy, że edukacja i tego typu inicjatywy zawsze do kogoś dotrą. Mogą pomóc, coś uświadomić, zainicjować zmianę.

Podkreśla Pan również, że młodzi ludzie czują się niewysłuchani przez dorosłych. Co to właściwie oznacza w codziennym życiu?

Jakub Litwin: My podczas spotkań słuchamy tych dzieci. One to dostrzegają. Bo jest tak czasami z nami wszystkimi, że słyszymy, a nie słuchamy. I my dostrzegamy ten problem wśród młodzieży – że czują się niewysłuchani przez rodziców, nie są przez nich brani na poważnie.

Czasami bywa tak, że gdy dziecko przychodzi do rodzica i mówi, że jest smutne, bo nikt go nie lubi, reakcja idzie w kierunku zanegowania tego smutku. Nie pozwalamy dziecku przeżyć tego, co czuje. Automatycznie przekierowujemy swój lęk na dziecko, twierdząc, że dany problem czy sygnał jest wyolbrzymiony.

To bierze się stąd, że rodzic chce jak najszybciej pomóc swojemu dziecku. Jego psychika broni się trochę przed tym, żeby przyjąć, że dziecko rzeczywiście cierpi.

Wtedy nastolatek trzaska drzwiami, bo czuje się niezrozumiany i niewysłuchany. Jakbyśmy ignorowali to, że on również może mierzyć się z trudnymi uczuciami. Tylko że rodzic czasami sam jest pokiereszowany i nosi w sobie nieprzepracowany bagaż.

Reakcja polegająca na próbie złagodzenia smutku dziecka ma dobre intencje, bo nie chcemy, żeby ono czuło się źle. Pozwólmy mu jednak wyrazić wszystko, co czuje, żebyśmy wiedzieli, przez co przechodzi.

Zadaniem rodzica od samych narodzin dziecka jest kontenerowanie i przyjmowanie tego, co ono ma. To strasznie trudne, żeby umieć przyjąć to, co dziecko ma (zasoby), ale ma ogromne znaczenie dla budowania więzi.

Dzięki temu dziecko wie, że jeśli wydarzy się coś niedobrego, może przyjść do rodzica, a ten je wysłucha i spróbuje coś zrobić. A jeśli nie będzie umiał pomóc, to kogoś zapyta.

Co więc powinno być najważniejsze dla rodziców, którzy dziś sami są zaniepokojeni tym, co widzą w internecie i o czym słyszą w mediach?

Jakub Litwin: Nie obarczajmy odpowiedzialnością jedynie rodziców. Wiemy, że dużo pracują, mają wiele obowiązków i mierzą się z dużą presją ekonomiczną. Ale atmosfera w domu, wiedza na temat tego, co dziecko robi w internecie i poza domem, oraz możliwość rozmowy mają ogromne znaczenie.

Dziecko może twierdzić, że ma prawo do prywatności, ale dopóki rodzice ponoszą część odpowiedzialności za nie, muszą w wyważony sposób sprawować kontrolę. To nie może jednak oznaczać wyłącznie zakazów. Musi być również rozmowa, zainteresowanie i próba zrozumienia, co się z dzieckiem dzieje.

Jako dorośli powinniśmy umieć reagować na zagrożenia, ale też dostrzegać, kiedy młody człowiek potrzebuje wsparcia. Nie możemy czekać, aż wydarzy się coś złego, żeby zacząć rozmawiać o przemocy, emocjach i odpowiedzialności.

Czyli potrzebujemy zarówno rozsądnej reakcji rodziców, edukacji, jak i wsparcia specjalistów.

Jakub Litwin: Zdecydowanie potrzebujemy edukacji, profilaktyki i rozmowy. Dzieci muszą wiedzieć, czym jest przemoc, jakie są konsekwencje gróźb i gdzie szukać pomocy. Rodzice muszą mieć świadomość, że nie zawsze od razu będą wiedzieli, jak rozwiązać problem, ale mogą wysłuchać dziecka i poszukać wsparcia.

Nie możemy zakładać, że wszystko rozwiążemy jedną interwencją czy jednym komunikatem. To jest praca, którą trzeba wykonywać na co dzień.

Groźby w internecie nie powinny być bagatelizowane, ale nie powinny też stawać się elementem opowieści, która żyje własnym życiem. Dzieci potrzebują dorosłych, którzy potrafią odróżnić realne zagrożenie od prowokacji, reagować bez paniki i rozmawiać bez oceniania.

Odpowiedzialność nie spoczywa wyłącznie na rodzicach. Znaczenie mają także szkoły, specjaliści, instytucje publiczne, służby. Każde z tych środowisk może pomóc młodym ludziom lepiej rozumieć konsekwencje przemocy, rozpoznawać zagrożenia i szukać wsparcia, zanim problemy przerodzą się w kryzys.

W świecie, w którym drastyczne obrazy i niepokojące wiadomości mogą w kilka chwil trafić do setek uczniów, równie ważne jak szybkie reagowanie jest odpowiedzialne mówienie o tym, co się wydarzyło. 


Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama